fot. pl.wikipedia.org

Rzecznik Erdogana: USA nic nie osiągną, grożąc Ankarze

Rzecznik prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana powiedział w czwartek, że USA nic nie osiągną, grożąc Ankarze. Wcześniej prezydent Donald Trump napisał na Twitterze, że USA nałożą „szerokie sankcje na Turcję”, jeśli nie zostanie uwolniony pastor Brunson.

„Stany Zjednoczone muszą ponownie przemyśleć swoje podejście i zająć konstruktywne stanowisko, zanim jeszcze bardziej zaszkodzą swoim interesom i relacjom z Turcją” – głosi oświadczenie rzecznika Ibrahima Kalina.

Powołując się na przedstawiciela władz tureckich AFP podaje, że szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu rozmawiał telefonicznie z sekretarzem stanu USA Mike’iem Pompeo.

Na Twitterze Cavusoglu napisał: „Nikt niczego nie nakazuje Turcji. Nie będziemy tolerować niczyich gróźb. Rządy prawa są dla wszystkich; nikt nie jest wyjątkiem”.

Rzecznik tureckiego resortu spraw zagranicznych Hami Aksoy poinformował w oświadczeniu: „Zwracamy się do USA, by powróciły do formuły konstruktywnego dialogu i zostawiły groźby na boku”.

Donald Trump wezwał wcześniej Ankarę do „natychmiastowego” uwolnienia amerykańskiego pastora Andrew Brunsona i zagroził, że USA nałożą sankcje na Ankarę, jeśli nie zastosuje się do tego żądania.

Wiceprezydent Mike Pence również zapowiedział, że USA nałożą restrykcje na Turcję, jeśli nie uwolni pastora.

„Brunson jest człowiekiem niewinnym, nie ma wiarygodnych dowodów przeciw niemu (…), zasługuje na wolność” – podkreślił.

Brunson został oskarżony w Turcji, gdzie mieszka od ponad 20 lat, o szpiegostwo oraz powiązania z Fethullahem Gulenem, obwinianym przez Ankarę o próbę zorganizowania zamachu stanu w Turcji w lipcu 2016 roku. Grozi mu 35 lat pozbawienia wolności.

Pastora aresztowano w październiku 2016 roku, a jego proces rozpoczął się w kwietniu. W ubiegłym tygodniu turecki sąd zdecydował, że amerykański duchowny – którego sprawa wywołała napięcie na linii Ankara-Waszyngton – ma pozostać w areszcie. W środę sąd zamienił zastosowane wobec Brunsona tymczasowe aresztowanie na areszt domowy.

PAP/RIRM

drukuj