fot. pl.wikipedia.org

Rząd unika rozmów i spotkań z hodowcami w kwestii ustawy o zakazie hodowli zwierząt futerkowych

Rząd nie prowadzi żadnych konsultacji w sprawie ustawy o zakazie hodowli zwierząt na futra – alarmuje prezes Instytutu Gospodarki Rolnej i hodowca norek Szczepan Wójcik.

Druga w Europie i trzecia na świecie – rocznie w Polsce produkuje się ok. 9 mln skór. Branża futerkowa wciąż nie wie, jaka czeka ją przyszłość.

– Przedsiębiorcy w Polsce potrzebują przede wszystkim stabilizacji. Muszą wiedzieć, że jeżeli inwestują własne pieniądze – ciężko zarobione – w jakieś przedsięwzięcie, to jedną ustawą nie zniszczy się im całego życia – wskazuje poseł Kukiz’15 Jakub Kulesza.

Taki kierunek wytycza ustawa, która wyszła z Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Projekt wciąż nie trafił pod obrady Sejmu. Wprowadza zakaz hodowli zwierząt w celu pozyskiwania z nich futer.

– Pod płaszczykiem ochrony zwierząt tak naprawdę niszczy się polskie rolnictwo, polską gospodarkę – podkreśla Szczepan Wójcik.  

Bo – jak przekonuje Szczepan Wójcik z Instytutu Gospodarki Rolnej – to nie gospodarka, a ideologia kieruje działaniami parlamentarzystów.

– To jest właśnie ta ideologia, która dzisiaj nakazuje zrównanie zwierząt z ludźmi, a często nawet postawienie tych zwierząt znacznie wyżej, ponad człowieka – tłumaczy.

Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, by zamiast likwidować hodowle na futra, podnosić standardy – mówi lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

– Standardy wymiaru klatek, bezpieczeństwa – to wszystko musi być spełnione i podniesione. Wiem, że takie inicjatywy też powstaną czy już są zgłaszane – zaznacza Władysław Kosiniak-Kamysz.

Już są zgłaszane i wejdą w życie od lipca bieżącego roku.

– Na skutek porozumienia Ministerstwa Rolnictwa i Środowiska zostały wypracowane pewne obostrzenia prawne, większe klatki, podwójne ogrodzenia, żeby hodowcy spełniali jeszcze bardziej wyśrubowane normy niż mają dotychczas – zwraca uwagę Szczepan Wójcik.

Żeby spełnić te standardy, wielu hodowców musiało zaciągnąć kredyty. Skutki ustawy to utrata tysięcy miejsc pracy i branży, która wpływa na wartość polskiego PKB. Likwidacja przyniesie korzyść Danii czy Ukrainie, a nie Polsce. Według zapisów projektu, na likwidację hodowli przedsiębiorcy mają pięć lat.

– Pięć lat na zamknięcie branży, przy czym hodowcy mają kredyty na 15, 20 lat – zauważa Szczepan Wójcik.

Wciąż brakuje także konsultacji między autorami ustawy i przedstawicielami branży futerkowej.

– Te rozmowy nie wyglądają, bo ich nie ma – mimo naszych próśb, maili, telefonów absolutnie nikt nie chce się z nami spotkać, nikt nie chce z nami rozmawiać – mówi prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

Trudno też zrozumieć działania mające na celu ochronę tzw. praw zwierząt przy wciąż widocznej bierności polskiego Sejmu w przypadku ustawy o życiu.

TV Trwam News/RIRM

drukuj