fot. PAP

Rząd o projekcie budżetu na 2014 r.

Dziś rząd ma się zająć projektem budżetu na 2014 r. Zgodnie z przyjętym przez Radę Ministrów – w połowie maja – Wieloletnim Planem Finansowym Państwa 2013-2016, dochody budżetu w przyszłym roku wyniosą 288 mld zł, a wydatki 343 mld zł. Oznacza to, że deficyt budżetowy mógłby sięgnąć 55 mld zł.

Z kolei pod koniec sierpnia wicepremier, minister finansów Jacek Rostowski poinformował, że założenia do budżetu na 2014 r. mogą się zmienić, ale nie będą to duże zmiany.

Prof. Artur Śliwiński, ekonomista zauważa, że problemy z budżetem są zauważalne od dawna. Wiadomo było, że ten projekt przyszłorocznego budżetu jest nierealistyczny, a chodziło jedynie o jego przepchnięcie upływem ustawowego terminu.

– Z tego punktu widzenia nic dziwnego się tutaj nie stało. Można tylko ubolewać, że budżet w ten sposób przestał pełnić swoją podstawową funkcję, a mianowicie być czynnikiem decydującym o finansach publicznych. Skoro wiadomo, że ten budżet można zmieniać jak rękawiczki, to wówczas z pewnością on tej funkcji dysponującej spełniać nie może – akcentuje prof. Artur Śliwiński.

Profesor przewiduje, że zmiana będzie miała charakter cięć – co de facto oznacza dławienie gospodarki i pogorszenie sytuacji w Polsce.

– Widać wyraźnie, że niestety rząd prowokuje swoimi restrykcjami; stąd pogorszenie się nastrojów społecznych może doprowadzić nawet do buntu społecznego – to bardzo niebezpieczna sytuacja. Budżet jest tutaj jakby fragmentem tego scenariusza, który niestety prowadzi do takich bardzo negatywnych zjawisk – powiedział prof. Artur Śliwiński.

RIRM

drukuj