fot. PAP

Ruchy Obrony Życia przeciwko planom MEN

Polska Federacja Ruchów Obrony Życia w liście do nowej minister edukacji wyraziła dezaprobatę wobec zapowiedzi wprowadzania do szkół różnych ścieżek edukacyjnych dotyczących seksualności człowieka, od konserwatywnej po genderową.

Członkowie zarządu federacji zwrócili uwagę, że od 1994 r. w szkołach odbywają się zajęcia z przygotowania do życia w rodzinie, w ramach, których omawiane są zagadnienia edukacji seksualnej. Przedmiotu tego nauczają tysiące wysoko wykwalifikowanych nauczycieli, a efekty ich pracy były przedmiotem badań naukowych.

Jak czytamy w liście; „…ten szkolny przedmiot, zawierający elementy edukacji seksualnej typu A (według terminologii Amerykańskiej Akademii Pediatrii) jest solą w oku zwolenników biologicznej i genderowej edukacji seksualnej”.

Podstawa programowa tego przedmiotu ukazuje bowiem rodzinę opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, co jest zgodne z art. 18 Konstytucji RP.

– Wobec tego nie widzimy sensu ponawiania tej dyskusji. Oczywiście można doskonalić zajęcia, szkolić nauczycieli i znajdować na to środki, żeby byli jak najlepsi w prowadzeniu tych zajęć wychowania do życia w rodzinie, ale nie ma żadnego sensu, żeby to radykalnie zmieniać, w kierunku wprowadzania różnych ścieżek: od ścieżki prorodzinnej po ścieżkę genderową, co zresztą byłoby w szkołach trudne – powiedział Antoni Szymański.

Wiceprezes Federacji Ruchów Obrony Życia dodał, że próby zmiany podstawy programowej tego przedmiotu zawsze powodowały znaczące protesty społeczne.

Dziś, jak zauważa, za jedyny problem można uznać brak środków na dodatkowe kursy doskonalące nauczycieli oraz brak strategicznych działań państwa, wspierających edukację prorodzinną.

– Polskie szkoły mają w tej chwili bardzo wiele problemów, w tym główny, dotyczący 6-ciolatków. Natomiast na pewno nie jest tym problemem wychowanie do życia w rodzinie, które generalnie jest zarówno przez rodziców, jak i przez wychowawców i ludzi zajmujących się problematyką rodzinną oceniane jest pozytywnie. Jeśli ktoś z rodziców ocenia to źle, może oczekiwać tego, żeby jego dziecko na te zajęcia nie uczęszczało. To jest więc akurat problem dobrze rozwiązany. Popieramy wychowanie do życia w rodzinie i prosimy o to samo panią minister – zaznaczył Antoni Szymański.

RIRM 

drukuj