Ruch należy do Polonii

Z Zuzanną Kurtyką, wdową po Januszu Kurtyce, prezesie Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Marcin Austyn

Podjęto próbę, by za pomocą portalu We the People do Białego Domu złożyć petycję w sprawie wsparcia wezwania Narodu Polskiego o umiędzynarodowienie śledztwa smoleńskiego. Jak ocenia Pani tę inicjatywę?
– Myślę, że dla rządu Stanów Zjednoczonych istotne będzie to, by większość podpisów pod tym stanowiskiem była zebrana wśród Polonii amerykańskiej. Może to zabrzmi dość brutalnie, ale właśnie to są głosy wyborców, które mają bezpośrednie przełożenie na interes aktualnie rządzącej ekipy. Nie wiem, czy zebranie tych 25 tys. podpisów wśród osób spoza USA będzie miało odpowiednią moc oddziaływania. Choć to oczywiście może spowodować nagłośnienie sprawy smoleńskiej i rozszerzenie grona osób, które dowiedzą się o niej. Pamiętajmy też, że samo udzielenie odpowiedzi jest stosunkowo proste i takich stanowisk otrzymywaliśmy już wiele od różnych instytucji międzynarodowych związanych np. z Unią Europejską. Niestety, dowiadywaliśmy się tylko, że na obecną chwilę śledztwo jest prowadzone zarówno po stronie polskiej, jak i rosyjskiej, że do badań powołane są odpowiednie instytucje i że jeśli one zwrócą się z prośbą o pomoc, to zostanie ona udzielona. Jednak nikt z tych instytucji do tej pory z taką prośbą o pomoc nigdzie się nie zgłosił. To doświadczenie budzi moje obawy, że i tym razem odpowiedź może mieć podobny charakter.

Mocne wsparcie dla tego oddolnego wystąpienia ze strony środowiska polonijnego mogłoby pomóc?
– Tak. Dlatego uważam, że w sprawie poparcia petycji powinniśmy zwrócić się przede wszystkim do środowisk polonijnych w USA. Myślę, że skompletowanie 25 tys. podpisów nie powinno sprawić problemu, bo Polonia amerykańska jest w stanie się zmobilizować.

Zatem bez względu na złe doświadczenia należy apelować do Polonii, by jak najliczniej podpisywała petycję?
– Oczywiście. Polityka rządzi się własnymi prawami, a grupy polityczne reagują wyłącznie na własny interes, bez względu na to, jakimi pięknymi słowami i frazesami obdarzają społeczeństwo. Dlatego ruch należy tu przede wszystkim do Polonii amerykańskiej.

Wielokrotnie słyszeliśmy, że międzynarodowe śledztwo w sprawie katastrofy Tu-154M nie jest potrzebne, że wszystko zostało ustalone, ale też kolejni naukowcy podważają dotychczasowe ustalenia w tej sprawie. Głos międzynarodowego gremium mógłby być tu rozstrzygający?
– Jeżeli udałoby się powołać międzynarodową komisję śledczą, która poprowadziłaby badanie katastrofy albo przynajmniej zapoznałaby się ze stanem tego, co na chwilę obecną udało się zrobić w śledztwie smoleńskim, to już taka ocena byłaby bardzo znacząca. Przecież wiemy, że to, co dotąd uczyniono w tej sprawie, jest fikcją, a nie śledztwem.

Wyciszono by także głosy, że krytyka sposobu badania okoliczności katastrofy ma wyłącznie charakter polityczny.
– W mojej ocenie to nie krytyka sposobu prowadzenia śledztwa, ale prowadzone śledztwo ma charakter polityczny. Międzynarodowe gremium mogłoby to wykazać. A jeżeli ktoś uważa, że świetnie prowadzi śledztwo, i twierdzi, że nie można mieć do jego działań żadnych zastrzeżeń, to tym bardziej powinien być chętny do poddania się swego rodzaju kontroli przez gremium międzynarodowe, by udowodnić swoje racje.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj