fot. wikipedia.org

Roman S. był jednym z dwóch ukrywających się zomowców z „Wujka”; sprawa drugiego umorzona

Zatrzymany w Chorwacji i przewieziony do Polski Roman S. nie jest jedynym żyjącym b. zomowcem, wciąż nieosądzonym w sprawie strzelania do górników w kopalni „Wujek”. IPN ścigał także Jana P., który również wyjechał za granicę, unikając zarzutów, oskarżenia i procesu.

Jego sprawa jest już jednak umorzona; nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności.

Romana S., byłego funkcjonariusza plutonu specjalnego Pułku Manewrowego Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach, zatrzymano 17 maja w Chorwacji, od czwartkowego wieczoru jest już w rękach policji w Polsce. Mężczyzna na stałe przebywał w Niemczech. Władze Chorwacji zdecydowały o wydaniu podejrzanego polskim organom wymiaru sprawiedliwości.

Podejrzany ma być przesłuchany w najbliższych dniach przez prokuratora z katowickiego IPN. Grozi mu do 10 lat więzienia. Według ustaleń prokuratury, 16 grudnia 1981 r. podczas stanu wojennego strzelał do górników kopalni „Wujek”. W śledztwie IPN Roman S. był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania.

Roman S. jest jednym z dwóch b. członków plutonu specjalnego ZOMO, którzy wyjechali z kraju na początku lat 90., kiedy ówczesna Prokuratura Wojewódzka w Katowicach zajęła się sprawą pacyfikacji śląskich kopalń i zaczęła stawiać zarzuty. S. zmienił nazwisko i zrzekł się obywatelstwa polskiego na rzecz niemieckiego. Do Niemiec, jeszcze przed przesłuchaniem w prokuraturze, uciekł wówczas także Jan P., który ma podwójne obywatelstwo.

Na początku 2004 r. katowicki sąd wydał na wniosek IPN postanowienie o aresztowaniu b. zomowców, co pozwoliło na wystawienie listów gończych wobec obu podejrzanych. W styczniu 2013 r. Instytut przesłał do sądu wniosek o wydanie za S. i P. Europejskich Nakazów Aresztowania. W przypadku S. sąd się do tego przychylił, nie zgodził się natomiast na ściganie P.

„Wobec Jana P. Sąd Okręgowy w Katowicach nie uwzględnił naszego wniosku. Z uzasadnienia wynikało, że – jak ustalił sąd – postanowieniem prokuratury w Dortmundzie z 10 maja 1995 r. umorzono postępowanie przeciwko Janowi P.” – powiedziała PAP naczelniczka pionu śledczego IPN w Katowicach Ewa Koj.

IPN otrzymał kopię postanowienia o umorzeniu sprawy P.

„Ponieważ obowiązują nas umowy międzynarodowe, to zgodnie z art. 114 par. 3 pkt 3 Kodeksu karnego jesteśmy związani orzeczeniem sądu innego państwa, które jest w strefie Schengen” – powiedziała.

Przepis przywołany przez prok. Koj stanowi, że do prawomocnych orzeczeń sądów lub innych organów państw obcych kończących postępowanie karne – jeżeli wynika to z wiążącej Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowej – nie stosuje się przepisów o ściganiu. W ślad za tym IPN był zobowiązany do uchylenia listu gończego i umorzenie postępowania wobec P. Miało to miejsce we wrześniu 2018 r.

Podczas stanu wojennego, 16 grudnia 1981 r., w czasie pacyfikacji strajku w KWK „Wujek” w Katowicach milicja użyła broni palnej. Od milicyjnych kul zginęło tam dziewięciu protestujących górników, a ponad 20 innych zostało rannych. Była to największa tragedia stanu wojennego.

Osądzenie byłych milicjantów okazało się niezwykle trudne. Proces w pierwszej instancji toczył się trzy razy. Dopiero w czerwcu 2008 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach skazał prawomocnie b. dowódcę plutonu specjalnego Romualda C. na 6 lat więzienia, a 13 jego podwładnym wymierzył od 3,5 do 4 lat więzienia. To C. dał sygnał do otwarcia ognia – wynika z procesu.

Według sądu, w sposób niewątpliwy w toku procesu ustalić można było jedynie, że oskarżeni działali wspólnie oraz że w wyniku działań niektórych z nich, a za wiedzą pozostałych, śmierć ponieśli górnicy. Zmowa milczenia uniemożliwiła wskazanie, kto konkretnie strzelał i zabił lub ranił górników.

Wniesione kasacje oddalił w 2009 r. Sąd Najwyższy – wyrok stał się ostateczny blisko 28 lat po tragedii.

W oddzielnym procesie odpowiadał Czesław Kiszczak, oskarżony o przyczynienie się do śmierci górników w „Wujka”. Jego proces toczył się przed warszawskim sądem. Pierwszy proces ruszył w 1994 r. – w 1996 r. SO uniewinnił Kiszczaka. W 2004 r. skazał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu. W 2008 r. sprawę umorzono z powodu przedawnienia. W 2011 r. ponownie Kiszczaka uniewinniono. Wszystkie wyroki uchylał potem Sąd Apelacyjny w Warszawie, który zwracał sprawy do SO. Kiszczak zmarł w listopadzie 2015 r.

PAP/RIRM

drukuj