fot. Adam Białous/Nasz Dziennik

Rolnik stracił prawo jazdy za udział w proteście

Policja odebrała prawo jazdy rolnikowi z Wielkopolski, ponieważ brał udział w proteście – informuje „Nasz Dziennik”.

Podczas demonstracji przeciw polityce rządu w Koninie 17 lutego tego roku, mężczyzna przewoził na naczepie ciągnika osoby obsługujące sprzęt nagłaśniający. Kiedy wracał z protestu policja czekała na niego za rogatkami miasta. Został zatrzymany, chociaż jechał z pustą naczepą.

Funkcjonariusze odebrali mu prawo jazdy, ponieważ – ich zdaniem – mężczyzna zagrażał bezpieczeństwu w ruchu drogowym. Sąd potwierdził decyzję. Rolnik mówi, że nikt nie poinformował go, że ma 7 dni na zażalenie do postanowienia.

Poseł Henryk Kowalczyk z sejmowej Komisji Rolnictwa mówi, że sytuacja ta przypomina czasy najgłębszego komunizmu.

– Jeśli wszystkie protesty, blokady były zgłaszane, były legalne, to wyciąganie w tym momencie wniosków, straszenie sądem i konsekwencjami rolników jest absolutnie niedopuszczalne. Będziemy tę sprawę monitorować i ewentualnie pomagać tym rolnikom, którzy byliby szykanowani przez nasze władze. Jak można za legalny protest karać teraz rolników? Jest to absolutnie nie do przyjęcia – podkreślił poseł Henryk Kowalczyk.

To nie jedyny przykład szykanowania rolników biorących udział w antyrządowych protestach. Podczas rolniczej blokady drogi w Marchwaczu pod Kaliszem w lutym tego roku, wszystkie osoby zostały wylegitymowane, a tym, którzy próbowali odmówić, grożono komisariatem.

RIRM

drukuj