fot. flickr.com

Rolnicy poszkodowani z powodu suszy mają otrzymać zapomogi 

11 września ruszy przyjmowanie wniosków w sprawie pomocy rolnikom, których uprawy dotknęła susza. Z zapomogi skorzystają jedynie ubezpieczeni, o ile straty przekroczą trzydzieści procent średniej produkcji z ostatnich trzech lat.

Marian Ślęczka ze wsi Gorzków w województwie małopolskim uprawia głównie kukurydzę, rzepak i pszenicę. Dziś, podobnie jak każdy gospodarz w Polsce, szacuje straty.

– Plony spadły o 30 proc. W zbożach mniej – ok. 20 proc, ale mamy cięższą ziemię. Problem jest z kukurydzą, ona ma wegetację do późnej jesieni, już widać, że jest jej 30 proc. mniej – wskazuje Marian Ślęczka.

Rząd na ostatnim wyjazdowym posiedzeniu w Gdańsku przyjął program pomocowy.

– Zatwierdziliśmy rozporządzenie dotyczące pomocy dla tych wszystkich rolników, którzy dotknięci zostali ostatnio suszą – mówiła premier.

Na pomoc rząd przeznaczył 450 milionów złotych. Maksymalnie rolnik otrzyma 800zł na hektar owocujących drzew i krzewów owocowych. W przypadku pozostałych upraw rolnych będzie to 400 zł na hektar. To zdecydowanie zbyt mało, gdy patrzymy na poniesione przez gospodarzy straty – mówi poseł Gabriela Masłowska z Prawa i Sprawiedliwości.

– To jest pomoc iluzoryczna wobec bezmiaru strat i ogromnej klęski, którą obserwujemy przejeżdżając przez pola, wsie. Ta pomoc jest niewspółmierna do strat, jakie rolnicy ponieśli – stwierdza poseł.

Aby uzyskać wsparcie z budżetu państwa, rolnik musi dysponować protokołem strat, dzięki czemu wykaże, że szkody spowodowane suszą obniżyły dochody o 30 procent względem średniej z ostatnich trzech lat. Jednak gospodarze mają zastrzeżenia, co do sposobu szacowania strat.

– Ja łapówki nie dam, a szacowanie jest tak nieprawidłowe, że po prostu ubezpieczam teraz tylko rzepak i na najniższą cenę, i na najniższy plon – podkreśla Marian Ślęczka.

Wielu rolników z zapomogi po prostu nie skorzysta. Wicepremier Janusz Piechociński rozkłada ręce, bo uchwała mówi jedynie o wsparciu, a nie całkowitej rekompensacie. Stąd takie, a nie inne warunki przyznania pieniędzy.

– Pamiętajmy o tym, że to nie jest rekompensata czy zwrot. To jest wsparcie, bo nie ma rekompensaty za tak ekstremalną suszę. Musielibyśmy wydać miliardy, a mówimy o pół miliardzie – twierdzi Janusz Piechociński.

Słów krytyki nie szczędzi opozycja. Poseł Gabriela Masłowska nie ma wątpliwości, że kryterium ubezpieczenia to celowe pozbawienie pomocy wielu rodzin mieszkających na wsiach.

To świadczy o tym, że rząd poszukiwał tak naprawdę sposobu, by wydać jak najmniej pieniędzy. Dlaczego? Bo większość rolników jest nieubezpieczona – zauważa poseł Masłowska.

Oficjalne dane mówią, że rolnicy ubezpieczyli około miliarda hektarów upraw, natomiast susza objęła pół miliarda hektarów więcej. Wnioski o tzw. pomocą suszową będą przyjmowane od 11 września w agencji restrukturyzacji i modernizacji rolnictwa.


TV Trwam News/RIRM

drukuj