fot. PAP

Rolnicy kontynuują ogólnopolski protest

Blokady dróg i manifestacje w Warszawie. Zdesperowani rolnicy protestowali dziś przed Sejmem i Kancelarią Premiera. Na razie jest postęp m.in. w sprawie odszkodowań za straty spowodowane przez dziki, ale na tym jednak protest się nie zakończy. Rolnicy chcą, żeby Ewa Kopacz podpisała z nimi porozumienie – tylko wtedy pojadą do domu.

Związkowcy z „Solidarności” złożyli dziś w Sejmie petycję, ale niestety nie na ręce marszałka Radosława Sikorskiego – powiedział przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” Jerzy Chróścikowski.

– Pan marszałek powinien do nas wyjść, przyjąć od nas petycję. (…) On dla nas nie ma nawet minuty, nie ma czasu podejść do nas, ponieważ twierdzi, że ważni goście na niego czekają – zaznacza Jerzy Chróścikowski.

Do stolicy licznie przyjechała grupa rolników z woj. zachodniopomorskiego. Gospodarze chcą otrzymać zapewnienie, że grunty rolne nie będą sprzedawane obcokrajowcom. Oczekują tego od rządu.

Nie ma woli ze strony Agencji Rynku Rolnego na jakiekolwiek rozmowy –zaznacza rolnik Tomasz Ługoza.

Wraz z innymi domagają się także wyższych odszkodowań za szkody łowieckie oraz dopłat do produkcji mleka i wieprzowiny. Protestujący przywieźli ze sobą trumnę, która symbolizuje kiepski stan polskiego rolnictwa. My żyjemy na skraju ubóstwa – mówi pan Ryszard Kamiński.

– My nie potrzebujemy tych pieniędzy z Unii. My możemy żyć bez tych pieniędzy, tylko muszą nam zapłacić za płody rolne; o to chodzi – mówił rolnik Ryszard Kamiński.

Tą samą trasą i z tymi samymi postulatami wyruszyła również manifestacja OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Protestujący zapowiadają, że będą walczyć do skutku.

– Jeżeli będzie możliwość dialogu i podpisania porozumienia, to myślę, że wspólnie z kolegą przewodniczącym ogłosimy zakończenie protestu. Jeżeli nie, to też wspólnie ogłosimy rozpoczęcie budowy zielonego miasteczka – podkreślił Sławomir Izdebski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych.

Związkowcy dali czas premier Ewie Kopacz do godz. 14.00. Szefowa rządu w tym czasie rozmawiała z premierem Węgier Viktorem Orbanem, ale i po tym spotkaniu premier nie wyciągnęła ręki do protestujących. Podobną taktykę przyjął minister rolnictwa Marek Sawicki.

– Nie będzie rozmów, ani w namiotach na trawnikach, ani na ulicy, bo to nie jest miejsce gdzie można ważne sprawy rozwiązywać – powiedział minister Marek Sawicki.

Zdaniem Romuald Ajchler z SLD, minister rolnictwa pozoruje rozwiązywanie problemów rolników.

Powołuje zespoły z których nic nie wynika. Sądzę, że kupuje sobie przez to czas. Rolnicy już w chwili obecnej nie wierzą panu ministrowi Sawickiemu i dla uspokojenia rolników, wydaje nam się, że powinien podać się do dymisji – zaznacza Romuald Ajchler.

Z rolnikami ostatecznie spotkał się wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke.

Związkowcom udało się osiągnąć zapewnienie o dodatkowych pieniądzach za szkody łowieckie oraz o zwiększeniu odstrzału dzików. Pisemnego porozumienia na razie jednak nie ma, dlatego rolnicy nie zamierzają kończyć protestu.

TV Trwam News/RIRM

drukuj