Rodzice sześciolatków nadal starają się o odroczenia

Zaledwie po trzech dniach od rozpoczęcia roku szkolnego, rodzice i dzieci odczuwają skutki wprowadzonej reformy MEN-u dotyczącej 6-latków. Wielu z nich wciąż stara się o odroczenie obowiązku szkolnego.

Ten rok jest pierwszym, w którym najmłodsze maluchy obowiązkowo musiały rozpocząć swoją edukację. Jeden z dzienników opisuje sytuację szkół w Warszawie. W wielu z nich 6-latki musza się uczyć na zmiany. Co więcej,  np. w  szkole podstawowej  nr 342 na Białołęce utworzono aż 18 klas pierwszych, ich oznaczenia kończą się na literze R.

Rodzice już wskazują, że ich 6-letnie dzieci są przemęczone. Wielu z nich nadal próbuje uzyskać odroczenie.

Tomasz Elbanowski z Fundacji Rzecznik Praw Rodziców wskazuje, że przypadków odroczeń może być coraz więcej.

– Jako fundacja, która prowadzi infolinię w tej sprawnie, mamy takie sygnały od rodziców, że poradnie wyznaczały na wrzesień, październik te diagnozy. To jest kpina z rodziców, bo wtedy już rok szkolny się zaczął. Mamy rodziców, którzy nie wiedzą, czy posłać dziecko do szkoły, ponieważ nie zostało ono jeszcze zbadane. Mamy rodziców, którzy myślą, że będzie zmiana polityczna, że jest szansa na to, że nie będzie tych sześciolatków w szkole przymusowo. Teraz jeszcze próbują odraczać, no i mamy rodziców, którzy widzą, co się dzieje w szkołach. Mamy np. taki sygnał z Siedlec, gdzie od 5 rano stała kolejka rodziców, żeby zapisać dziecko do stołówki, bo nie dla wszystkich starczy miejsca. To są sytuacje kuriozalne, które się powtarzają. To jest wina rządu. Nie da się tych szkół nagle we wrześniu rozbudować. Po prostu nie przygotowano tego i są takie problemy, że dzieci np. nie mogą być żywione, bo nie dla wszystkich starczy miejsc na stołówce – mówi Tomasz Elbanowski.

Tymczasem według MEN-u problem odroczeń 6 latków jest marginalny. Warto dodać, że dane w tej sprawie, które posiada resort pochodzą z marca.

RIRM

drukuj