R. Patyra: Dwóch najlepszych piłkarzy w Polsce? Pierwszy to Odjidja, a drugi to Ofoe

Jeżeli miałbym wymienić dwóch najlepszych piłkarzy w Polsce, to powiedziałbym, że pierwszy to Odjidja, a ten drugi to Ofoe – powiedział red. Rafał Patyra. Dziennikarz sportowy TVP w rozmowie z Radiem Maryja podsumował zakończony niedawno sezon 2016/2017 w piłkarskiej Lotto Ekstraklasie.


Sezon Ekstraklasy 2016/2017 dobiegł końca. Znamy już wszystkie rozstrzygnięcia. Który zespół, pana zdaniem, okazał się największym pozytywnym zaskoczeniem rozgrywek?

Warto docenić pracę Michała Probierza w Jagiellonii. Myślę, że Jagiellonia była zdecydowanie zaskoczeniem in plus, walcząc do końca o tytuł mistrzowski i przegrywając go naprawdę bardzo nieznacznie. Udało się stworzyć na Podlasiu dobrą drużynę. Nie mam żadnych wątpliwości, że to była zasługa głównie Michała Probierza i dopiero teraz dowiemy się, co tak na dobra sprawę sama Jagiellonia, ten klub i ten prezes potrafią zrobić, kiedy tego trenera zabraknie. Dobra praca została nagrodzona. Cieszę się, bo dobra praca plus pasja i pokora zawsze powinno dawać efekt i tak było w Jagielloni. To jest zdecydowanie jeden plus.

Na pewno plusem jest również Korona, ale ta Korona prowadzona przez Macieja Bartoszka. I tu dochodzimy do największego paradoksu sezonu, że trener, który wykonał z tą drużyną fantastyczną pracę, popartą dobrymi wynikami, popartą błyskawicznie wypracowanym autorytetem w szatni, musi się z tą pracą, z tą posadą pożegnać.

Na pewno zaskoczeniem in plus, jeśli weźmiemy pod uwagę początek sezonu i stratę, jaką miała Legia do czołówki, jest też postawa warszawskiej Legii, która sięgnęła po tytuł. Jasne, miała najmocniejszy skład w Ekstraklasie, ale miała także naprawdę dużą stratę. W momencie, kiedy Jacek Magiera obejmował ten zespół, to wcale nie wyglądało to różowo, zwłaszcza że udało mu się połączyć skuteczną i efektowną grę Legii na kilku frontach, bo to przecież i europejskie puchary, Liga Mistrzów i potem, na wiosnę, wyrównana rywalizacja z Ajaxem Amsterdam, finalistą Ligi Europejskiej i wreszcie skuteczna pogoń w Ekstraklasie, która łatwa nie jest. Kiedy się goni cały czas, nie można sobie pozwolić na potknięcie. Na pewno też legionistów warto wyróżnić.

Cieszyło mnie także, bo lubię, kiedy te stare firmy, która są wspierane przez kibiców, które dobrze się kojarzą, jeśli chodzi o polski futbol, dźwigają się z kolan. Na pewno takie dźwignięcie z kolan zaliczyła też Wisła Kraków, która prezentowała się w pierwszej części sezonu źle, nie tylko na niwie sportowej, ale także na niwie organizacyjnej, gdzie dopuszczono do tego, żeby klubem, przynajmniej przez jakiś czas, władali albo weszli w jego posiadanie hochsztaplerzy, bo chyba tak należy to nazwać. Cieszę się, że Biała Gwiazda znowu zaczęła świecić blaskiem pod wodzą nowych właścicieli, pod wodzą nowego trenera i to, co pokazała w drugiej części sezonu, daje mi nadzieję na to, że ten klub będzie w przyszłym sezonie walczył o puchary, prezentując całkiem atrakcyjną grę.

Które zespoły, pana zdaniem, okazały się największym rozczarowaniem tego sezonu?

Przez długi czas Piast Gliwice, który przecież w zeszłym sezonie długo walczył z Legią o tytuł mistrzowski, ostatecznie zajmując drugie miejsce. Przez długi czas Piast nie potrafił wrócić do tamtej tożsamości i do tamtej filozofii futbolu. Wydawało się, że może pożegnać się z Ekstraklasą. Jeśli mamy zespół, który finiszuje na drugim miejscu, a w kolejnym sezonie ledwo ledwo ratuje się przed spadkiem, to zdecydowanie możemy mówić o rozczarowaniu.

Jeśli chodzi o rozczarowania sportowe, ale też organizacyjne, może nawet przede wszystkim organizacyjne, to na pewno Górnik Łęczna, ale przede wszystkim Ruch Chorzów. Mówimy o klubie, który przypadkowy nie jest, który ma na koncie rekordową liczbę 14 tytułów mistrzowskich obok Górnika Zabrze. Mówimy o klubie, który wrósł mocno nie tylko w śląską, ale w ogóle w polską tradycję piłkarską. Mówimy o klubie, który nagle na naszych oczach zaczął się po prostu sypać jak mur, w którym cegły zostały położone bez zaprawy. Sypał się już od paru sezonów, bo wiadomo było, że Ruch ma kłopoty finansowe, organizacyjne, a co za tym idzie – licencyjne. W momencie, w którym Waldemar Fornalik, któremu udawało się jakoś jeszcze to wszystko połatać, który był naprawdę piekielnie skutecznym murarzem (bo ktoś, kto potrafił nad tym zapanować od strony sportowej, będąc pozbawionym środków na transfery i kiedy trzeba było sobie radzić w arcytrudnej sytuacji, ściągając młodych ludzi albo piłkarzy, za których nie trzeba było płacić – robił to genialnie), zszedł z tego okrętu, a skoro on zszedł z okrętu, to znaczy, że ten okręt naprawdę dryfował na dno i kapitan nie miał żadnej władzy nad tą jednostką, to wiadomo było, że Ruch się zawali i właśnie się zawalił. Nie wiem, kiedy wróci, bo na dobrą sprawę nie wiem też, w której lidze go zobaczymy. Szkoda, bo nie lubią kibice piłkarscy, ale nie tylko oni, kiedy tradycja jest szargana, kiedy z takiej wartości jak godło, przywiązanie ludzi, kibiców, zaufanie, jak marka, robi się taką ścierkę, której nikt nie chce dotknąć. To nie są może łatwe i ładne słowa, ale niestety Ruchowi Chorzów zrobiono gigantyczną krzywdę i mam tylko nadzieję, że kiedyś się odrodzi.

Chciałbym zapytać o piłkarza sezonu. Mieliśmy dwóch wyraźnych faworytów. Kto z nich zasłużył na większe słowa pochwały: Vadis Odjidja-Ofoe, czy może Konstanin Vassiljev?

Jeżeli miałbym wymienić dwóch najlepszych piłkarzy w Polsce, to powiedziałbym, że pierwszy to Odjidja, a ten drugi to Ofoe. Zdecydowanie, dla mnie to numer jeden – z kilku względów. Przede wszystkim pamiętajmy, w jakiej formie on przychodził do Polski, kiedy widzieliśmy jego pierwsze mecze, jeszcze za Albańczyka Besnika Hasiego w Legii. Pukaliśmy się w czoło i pytaliśmy, co ten grubas robi na boisku? A ten grubas pokazał charakter, wziął się za siebie, doprowadził się do fizycznego porządku i pokazał błysk geniuszu, bo z takimi umiejętnościami, jakimi on dysponuje, to w Polsce nieczęsto można się spotkać. Kapitalny jako piłkarz, to dzięki niemu też Legia radziła sobie dzielnie w Lidze Mistrzów, w europejskich pucharach. To dzięki niemu także skutecznie finiszowała na wiosnę w Ekstraklasie, nie mając napastników. To Vadis odpowiadał za to, jak Legia prezentowała się w ofensywie i to jego główną zasługą jest ten tytuł mistrzowski.

Nie mam więc wątpliwości, że to był najlepszy piłkarz Ekstraklasy. Mówię najlepszy piłkarz z rozmysłem, dlatego że nie wszystko znowu w tymże Vadisie mi się tak bardzo podoba. Dochodzą mnie czasami głosy gdzieś tam z okolic szatni przy Łazienkowskiej, że owszem, jest to piłkarz genialny, ale nie do końca łatwy w prowadzeniu i we współżyciu człowiek. Wydaje mi się, że takie oznaki gwiazdorskiego zachowania można było zaobserwować pod koniec sezonu na boisku, kiedy oglądaliśmy mecze Legii. To jest człowiek, który mówiąc kolokwialnie „gwiazduje”, który spektakularnie potrafi złościć się na partnerów, machać na nich rękami, krzyczeć na nich, kłócić się z sędziami, kopać z rywalem i kilka innych rzeczy moglibyśmy jeszcze mu wytknąć. To jest absolutnie niepotrzebne. Nawet jeśli czuje się lepszy od całej polskiej Ekstraklasy, to nie powinien się w ten sposób zachowywać.

Mimo wszystko uważam, że byłoby wielką stratą dla Legii, gdyby on Legię opuścił już teraz. Zasługuje na kontrakt rzędu miliona rocznie i niech pomoże Legii wejść raz jeszcze do Ligi Mistrzów, a potem się ewentualnie z
Warszawą pożegna. Tak byłoby dobrze dla Legii, ale chyba też dla samego Vadisa.

Skoro jesteśmy już przy kwestii pucharów. Wkrótce odbędzie się losowanie europejskich pucharów. Czego można się spodziewać po polskich klubach w tych rozgrywkach?

Można się spodziewać tego, że znowu najlepiej pokaże się Legia, bo ma po prostu najmocniejszy skład, choć oczywiście wiemy, że sezon transferowy za chwilę się zacznie i już się mówi o tym, że nie wiadomo, co z Vadisem. Michał

Pazdan ma kilka propozycji i będzie chciał odjeść. Nie wiadomo, jak z innymi piłkarzami, bo tu trzeba być delikatnym. Na gwałt potrzebny jest napastnik do Legii, żeby można było skutecznie rywalizować, plus ewentualnie załatanie tych luk, które powstaną po odejściu innych czołowych piłkarzy.

Mam żal do piłkarzy Lecha Poznań za przegrany finał Pucharu Polski, dlatego że jeśli Lech wygrałby finał PP, to Lechia Gdańsk grałaby w pucharach. Wtedy rzeczywiście mielibyśmy cztery najmocniejsze na dziś kluby polskie w europejskich pucharach, co dawałoby jakąś nadzieję na to, że zaprezentują się przyzwoicie. Trudno mi wierzyć w to, że Arka Gdynia nagle poradzi sobie z Milanem czy innymi zespołami, na które może wpaść w III rundzie kwalifikacji Ligi Europejskiej. To będzie dla nich piękna przygoda, ale raczej krótka.

Mam nadzieję, że Lech, o którym w trakcie sezonu trener Nenad Bjelica powiedział, że ma zespół gotowy nawet na awans do Ligi Mistrzów […], sobie poradzi i awansuje do fazy grupowej Ligi Europejskiej – to też będzie w porządku.

O Jagielloni nie potrafię powiedzieć nic, bo o ile ten zespół znam nie najgorzej, to znam ten zespół prowadzony przez Michała Probierza. Pod ręką jego następcy zupełnie nie wiem, jak będzie funkcjonował i nie wiem, kiedy zacznie rozumieć to, co będzie mówił do piłkarzy następca Michała Probierza. Ciężko mi tutaj wyrokować, ale nie spodziewam się, żebyśmy mieli w tym sezonie więcej niż jeden klub w fazie grupowej jakiegokolwiek pucharu.

Zapytam jeszcze o beniaminków Ekstraklasy. Wiemy, że awans wywalczyła Sandecja Nowy Sącz oraz Górnik Zabrze, zresztą mocno odmłodzony. Czego można oczekiwać od tych dwóch zespołów w przyszłym sezonie?

Od Sandecji na pewno wielkiego entuzjazmu, który zawsze towarzyszy tym drużynom, które po raz pierwszy wchodzą do Ekstraklasy. Z jednej strony nie do końca wiedzą, czego się tam spodziewać. Z drugiej strony taka euforia pcha je w pierwszej części rozgrywek i możemy się spodziewać kilku zaskakujących rezultatów w meczach z udziałem Sandecji. Pewnie wiosną będzie im trudniej, choćby dlatego, że na dziś nie ma takiego składu, którym można by było szturmować Ekstraklasę – to raz. Po drugie, wiadomo, że Sandecja przynajmniej w tej pierwszej fazie rozgrywek będzie grała „u siebie” w Niecieczy, więc nie na swoim boisku, pozbawiona dopingu kibiców, co może jej przeszkadzać.

Jeśli chodzi o Górnika Zabrze, to cieszę się bardzo, bo wraca klub zasłużony dla polskiej piłki, utytułowany (14 tytułów mistrzowskich) i przede wszystkim klub, który ma nowoczesny stadion i ściąga na ten stadion nawet 20 tysięcy widzów. Takiego klubu w Ekstraklasie, takiej publiczności, takiej oprawy, potrzebujemy zdecydowanie. Dobrze, że wracają po rocznej banicji. Wiadomo, że w Zabrzu klimat do piłki jest. Moim zdaniem to też nie jest jeszcze zespół na Ekstraklasę, ale mam nadzieję, że w Zabrzu zdają sobie z tego sprawę, bo z tą młodzieżą, którą tam mają oraz doświadczeniem (Igor Angulo, najlepszy strzelec, ma ponad 30 lat), muszą jeszcze popracować nad wzmocnieniami, a potem dopiero bić się z najlepszymi. Cieszę się z akurat z powrotu Górnika – to uznana marka, pełen stadion, więc tylko się cieszyć i czekać na kolejne rekordy frekwencji, jeśli chodzi o poszczególne kolejki ligowe e Ekstraklasie.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Łukasz Brzeziński.  

RIRM

drukuj