Przyjaźń ze „świętymi cierpiącymi”

Gdy wyznajemy wiarę w „świętych obcowanie”, zazwyczaj mamy na myśli łączność ze świętymi w Niebie.

Jednak za słowem „świętych” kryją się nie tylko osoby świętych kanonizowanych. Jest to wszak starożytna nazwa wszystkich wiernych chrześcijan, braci w wierze, jak mówił o swoich uczniach św. Paweł („do wszystkich świętych w Chrystusie Jezusie, którzy są w Filippi”, zob. Flp 1, 1b). Do grupy tak rozumianych „świętych” należą więc także ci uczniowie Chrystusa, którzy przechodzą przez swoje oczyszczenie w stanie zwanym czyśćcem.

Drugie słowo z wyrażenia „świętych obcowanie” to przekład łacińskiego słowa „communio”, czyli „wspólnota, łączność”. Może zaskakiwać, że język polski wyraża ideę wspólnoty słowem „obcować”. Jednak słowo „obcy” oznaczało nie tylko kogoś nieznajomego, lecz także gościa, przybysza, ogólnie „drugą osobę”, kogoś, kto nie jest mną, kto ma własne, odrębne „ja”. Stąd „obcowanie” odpowiada dzisiejszemu „przyjaźnienie się”: „przyjaźń” również mówi o moim i twoim „ja” (=jaźń), które znajdują się „przy” sobie: „przy-jaźń”. Obcować to zatem być razem z kimś „obcym”, czyli z kimś drugim, a zatem – w rozumieniu chrześcijańskim – z bliźnim.

Tak więc „świętych obcowanie” to łączność (przyjaźń) „świętych”, czyli chrześcijan między sobą, łączność przekraczająca przebywanie w jednym pomieszczeniu lub miejscu, łączność sięgająca z ziemi aż do Nieba, ale także z ziemi do czyśćca. I z powrotem.

Modlitwa za zmarłych ma co najmniej dwie funkcje: po pierwsze jest niejako „wyręczeniem” ich w naprawianiu nieporządku grzechowego, który po nich pozostał na ziemi, po drugie – bezpośrednio wpływa na przyspieszenie bolesnego oczyszczania z niedoskonałości po śmierci.

Zmarli, którzy przeszli przez tzw. sąd szczegółowy i okazali się niegotowi na wejście do chwały, przechodzą przez oczyszczenie, „jakby przez ogień” (1 Kor 3, 15). Nie mogą jednak pomóc sobie sami w owym oczyszczaniu. Chodzi po części o wyrównanie sprawiedliwości, zakłóconej przez popełnione za życia zło, wszelki nieporządek, który zmarły wywołał swoim grzechem.

Zmarli, którzy nie zdążyli naprawić zła, pozostawiają na świecie pewien nieład, jakiś stan zła, a odchodząc do wieczności, stają się nieosiągalni dla świata, świat zaś nieosiągalny dla nich. Ciężar nienaprawionego zła idzie więc za sprawcą na tamten świat, gdzie jest on świadom grzechu, żałuje, ale nie może już nic zmienić w tej kwestii.

Tu właśnie otwiera się pole dla wstawiennictwa żywych za umarłych. Wstawiennictwo to nie ogranicza się tylko do modlitw w sensie pobożnych myśli. Jest ono czymś dużo głębszym, jest ofiarą składaną za zmarłych z tzw. skarbca zasług Kościoła. Chodzi o „skarbiec zasług Chrystusa i świętych” (KKK 1471), a więc jakby „bank dobra”, który jest antidotum na różnorakie zło świata. Gdy Kościół z tego skarbca udziela darów duchowych żywym i umarłym, to niejako naprawia świat, wyrządzone zło, leczy rany, które grzechy pozostawiły na ziemi, podczas gdy winni przeszli na drugą stronę życia. Na tym między innymi polega siła odpustów, które są „darowaniem kar doczesnych za grzechy”, a więc są jakby oliwą łagodzącą rozbujane przez ludzi fale morza, do którego można porównać losy świata. Odpusty nie tylko wznoszą się ku nim, ale zmieniają na lepsze także doczesny świat, „odtruwają” go, a więc naprawiają cały system zła i nieprawości, przywracając Boży porządek. To dlatego warunkiem uzyskania odpustu jest uwolnienie się od przywiązania do najlżejszych grzechów.

„Święci cierpiący” nie mogą oczyścić się własnymi siłami. Może to uczynić łaska Boga, która jest oczyszczającym, choć bolesnym ogniem, wypalającym z człowieka resztki grzechu, jak maść piekąca ranę, lecz uzdrawiająca. Stąd modlitwy błagalne do Boga za naszych zmarłych mają na celu niejako zintensyfikowanie „leczenia”, przyspieszenie gojenia. Dlatego Eucharystia, sprawowana za zmarłych, ale także modlitwa wypominkowa i inne modlitwy są konkretnymi źródłami łask dla zmarłych.

Odpusty i Eucharystia są najważniejszym dobrem, jaki „święci pielgrzymujący” mogą złożyć „świętym cierpiącym”. Odpusty naprawiają uszkodzony świat, spłacając w pewnym stopniu długi zmarłych, Eucharystia zaś jest ich mistycznym uzdrawianiem, jakby „Komunią pragnienia” (podczas Mszy Świętej kapłan wygłasza modlitwy za zmarłych właśnie przed samą Komunią, pod koniec modlitwy eucharystycznej, gdy Ciało i Krew Pańska spoczywają już na ołtarzu). Tradycyjnym dobrem duchowym jest tzw. Msza gregoriańska, a więc codzienna Eucharystia sprawowana za jednego zmarłego przez 30 dni z rzędu. Tradycja Kościoła mówi o widzeniu uwolnionej od kary czyśćcowej duszy mnicha Justusa po tym, jak w jego intencji bracia odprawiali przez cały miesiąc Eucharystię, na polecenie św. Grzegorza Wielkiego. Ten święty zwyczaj nie uległ przedawnieniu, a choć nie można go uważać za automatyczną gwarancję zakończenia kar czyśćcowych, to Msza gregoriańska wciąż jest wielkim źródłem ulgi dla „świętych cierpiących”.

Ks. dr Dominik Ostrowski

drukuj