fot. PAP

Przerzucani uczniowie

Kwidzyn, Szczecin, Mińsk Mazowiecki, Police – w tych miastach likwidowane są specjalne ośrodki szkolno-wychowawcze dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami. Szkole w Piasecznie grozi przeniesienie. Powód? Brak pieniędzy na remont.

Dla poważnie chorych dzieci i ich rodziców to prawdziwy dramat. Czekają ich dłuższe dojazdy czy mieszkanie w internacie zamiast w domu. Po cięciach budżetowych samorządów nie stać na utrzymywanie tych placówek. Nadzwyczajnego posiedzenia sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży w tej sprawie domagają się posłowie PiS.

Problemy są w Piasecznie, Kwidzynie, Szczecinie, Mińsku Mazowieckim, Policach – ale nie tylko tam. – Sytuacja specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych jest patowa. To ofiary łatania dziury budżetowej przez ministra Rostowskiego. Klasy w tych ośrodkach są przeładowane, niekiedy nawet łączone, placówki przenosi się w inne miejsca. Będę się domagał zwołania nadzwyczajnego posiedzenia sejmowej komisji w tej sprawie – mówi poseł Sławomir Kłosowski (PiS), wiceprzewodniczący Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

Samorządy najczęściej argumentują, że nabór uczniów jest mały i że placówki nie opłaca się prowadzić. Wprowadzone przez rząd oszczędności oznaczają, że wydatki w zakresie oświaty i wychowania oraz edukacyjnej opieki wychowawczej zmniejszą się o blisko 300 milionów złotych.

Cięcia boleśnie odczują dzieci niepełnosprawne. Przykładem jest Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Piasecznie. Na razie wprost o jego likwidacji się nie mówi. Ale o ewentualnym przeniesieniu w odległe miejsce – już tak. Decyzję ma podjąć starostwo, które od ponad roku szuka środków na remont szkoły. Bezskutecznie.

Ośrodek jest publiczną placówką specjalną dla uczniów w wieku od 7 do 24 lat, upośledzonych umysłowo w stopniu lekkim, umiarkowanym, z autyzmem, w tym z zespołem Aspergera, oraz z upośledzeniami sprzężonymi. Zarząd starostwa powiatowego rozważa przeniesienie szkoły do odległego o 15 km Konstancina-Jeziorny. Jak dowiedział się „Nasz Dziennik”, klamka zapadnie, jeśli w najbliższym roku szkolnym nie uda się przeprowadzić renowacji placówki. Według kosztorysu, który sporządził powiatowy wydział inwestycji, szacowany koszt to 1,5 mln złotych. Jan Adam Dąbek, starosta piaseczyński, mówi wprost, że z budżetu takich pieniędzy nie wygospodaruje. – Alternatywa jest taka, że jeżeli nie znajdziemy pieniędzy do września następnego roku, to cała szkoła zostanie przeniesiona do wyremontowanych obiektów w Konstancinie-Jeziornie – mówi Dąbek.

Chodzi o gmach Zespołu Szkół im. Władysława Stanisława Reymonta w tej miejscowości i przylegający do niego internat. – Z jednej strony mamy budynek, w który musimy włożyć kilka milionów na remont, z drugiej – gotowy budyneczek, który wymaga podzielenia dwóch czy trzech klas i będzie świetnie dostosowany do potrzeb funkcjonowania ośrodka. Tym bardziej że w Konstancinie mamy boisko, salę gimnastyczną, a tutaj tych walorów nie ma – wylicza starosta.

Ale starosta przyznaje, że plany przeniesienia szkoły wywołują sprzeciw rodziców i grona pedagogicznego. – Jestem po spotkaniach z rodzicami i kadrą – oni znają sytuację i wiedzą, że albo uda nam się znaleźć pieniądze, albo nam się nie uda i będziemy zmuszeni zmienić siedzibę – konstatuje Jan Dąbek. W kasie urzędu na inwestycje zarezerwowano zaledwie 220 tys. złotych. – Płacimy potężne janosikowe i po zapłaceniu go zostajemy praktycznie bez pieniędzy na inwestycje. Jeśli uda mi się dostać drugą połowę, to za te 400 tys. jeszcze byśmy w tym roku coś zrobili – tłumaczy starosta.

Dopytywany o to, co się stanie z gmachem przy Szpitalnej 12 w Piasecznie w razie przeniesienia ośrodka (rodzice obawiają się, że zostanie sprzedany, bo działka znajduje się w świetnej lokalizacji), Dąbek podkreśla, że leży to w gestii rady gminy, która ustala plan zagospodarowania przestrzennego. A w tej sprawie nie ma jeszcze decyzji.

Argumentacja urzędu nie przekonuje rodziców, którym nie podoba się dostrzegalne coraz bardziej oszczędzanie na ich dzieciach. – Tego, co pan starosta mówi o pieniądzach – my jako rodzice nie chcemy słuchać – mówi Agnieszka Niczyporuk, mama 10-letniej Laury chorej na autyzm. Jak zaznacza, finansowanie działalności ośrodka jest ustawowym obowiązkiem samorządu, a rodzice nie mają na nie wpływu.

Do „Naszego Dziennika” docierają sygnały, że w tego typu ośrodkach coraz częściej dochodzi do łączenia klas (np. dzieci z 4 klasy podstawówki uczą się wspólnie ze starszymi o rok kolegami). Utrudnia to naukę uczniom, a nauczycielom nauczanie. Rozporządzenie ministerstwa oświaty z 12 maja 2011 r. dopuszcza, by w klasie było od 10 do 16 uczniów. Coraz częściej dyrektorzy, w ramach oszczędności, decydują się na duże klasy 16-osobowe, do których uczęszczają dzieci z dwóch roczników. Dotyczy to uczniów z upośledzeniem w stopniu lekkim. Dzieci z autyzmem uczą się w klasach od dwóch do czterech osób.

Akurat w Piasecznie, jak zapewnia dyrektor ośrodka, liczba uczniów w oddziałach nigdy nie przekracza ministerialnych norm, a program jest w pełni realizowany. – Tworzymy klasy zgodnie z przepisami wydanymi przez MEN – zaznacza dyrektor Maria Zakościelna. – Dla dzieci z autyzmem i zespołem Aspergera są to oddziały 2-4-osobowe. Dla dzieci z upośledzeniem w stopniu lekkim – oddziały liczące 10-16 uczniów – dodaje. Zdaniem Zakościelnej, o łączeniu klas decydują względy czysto organizacyjne – rzadko bowiem jest taki nabór, szczególnie wśród młodszych dzieci, by można było utworzyć od razu pełną klasę. Dzieci zgłaszają się do ośrodka w ciągu całego roku. Wtedy można tworzyć następne klasy, co wymaga jednak zgody starostwa. – Łączenie klas – reasumuje dyrektor Zakościelna – nie jest sytuacją nową ani dla kadry nauczycielskiej, ani dla rodziców i ich dzieci.

Czyim kosztem

– Rozporządzenie ministra jest tu na rękę samorządom. Mamy sygnały, że samorządy łączą klasy i zwalniają nauczycieli, mało tego – zwalniają nauczycieli, nie łącząc klas, a te godziny dają innym nauczycielom jako godziny nadliczbowe. W ten sposób mamy 90 tys. etatów nauczycielskich w godzinach nadliczbowych – mówi szef oświatowej „Solidarności” Ryszard Proksa. – Linia przyjęta przez ministerstwo w praktyce umożliwia eksperymentowanie na dzieciach. Samorządy terytorialne niestety bardzo ściśle – ze względu na oszczędności – stosują się do tych rozporządzeń. Chociaż nic nie stałoby na przeszkodzie, aby starosta dbający o edukację tych dzieci zastosował zmniejszoną liczebność w grupie. Mimo wszystko rozporządzenie MEN pozostawia tu pewną swobodę starostwom w kształtowaniu tego typu oddziałów. Finanse są ważne, ale dzieci są najważniejsze, zwłaszcza te, które już są poszkodowane przez los – dodaje poseł Sławomir Kłosowski.

Komu służą zmiany

W zespole szkół przy ul. Szpitalnej w Piasecznie, do którego rodzice dowożą codziennie dzieci także z Warszawy, uczy się ponad setka dzieci i młodzieży. Nad ich edukacją czuwa ponad 30-osobowa kadra pedagogiczna. Strukturę ośrodka specjalnego tworzą: szkoła podstawowa, gimnazjum, szkoła zawodowa (kształcąca kucharzy i pracowników pomocniczych obsługi hotelowej) oraz liceum specjalne dla dzieci z autyzmem lub zespołem Aspergera. Oprócz części dydaktycznej znajduje się tu również internat. Placówka oferuje wachlarz zajęć rewalidacyjnych, terapeutycznych i kompensacyjno-wyrównawczych. Działa koło teatralne oraz koło ekologa. Uczniowie mogą uczęszczać na bezpłatne zajęcia z logopedii i gimnastyki korekcyjnej. W programie są również lekcje języka angielskiego i informatyki. W wolnym czasie na dzieci czeka półinternat i biblioteka.

I rodzice, i dyrekcja ośrodka zapewniają, że piaseczyńska placówka jest bezpieczna, spełnia wszystkie obowiązujące normy i może funkcjonować. Ma wymienione okna, nowy dach i jest ocieplona. Dyrektor Zakościelna uważa, że niezaprzeczalnym atutem szkoły jest lokalizacja – na uboczu miasta, skąd jednak wszędzie jest blisko, dzięki czemu uczniowie mogą brać udział w życiu miasta, występować w licznych wydarzeniach kulturalnych, realizować program uspołeczniania. Ponadto w sąsiedztwie znajduje się szpital, co dla wielu dzieci z różnymi schorzeniami jest niezwykle ważne, a rodzicom daje większe poczucie bezpieczeństwa. – Nasz ośrodek znajduje się w Piasecznie, a więc w centrum powiatu. Jest tu bardzo dobry dojazd i pociągiem, i autobusem. Dojeżdżają do nas dzieci z różnych regionów powiatu oraz spoza niego. A Konstancin-Jeziorna jest daleko – od Piaseczna to około 15 km, na rubieżach powiatu. I to właśnie kwestia odległości niepokoi rodziców – przyznaje dyrektor Maria Zakościelna.

Według niej, ośrodek w Konstancinie-Jeziornie nie spełnia tych wszystkich kryteriów, które gwarantuje placówka w Piasecznie – sale klasowe są tam nieprzystosowane do zajęć z niepełnosprawnymi dziećmi, nie ma kuchni ani stołówki, które nie tylko muszą być dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych dzieci oraz specjalnych diet, lecz także do nauki i praktyk uczniów kształcących się w zawodzie kucharza. – Oczywiście to wszystko jest do zrobienia, ale też wymaga pieniędzy. Jeśli pan starosta wyłoży pewną kwotę, by dopasować do naszych potrzeb i kuchnię, i stołówkę, i przebudować niektóre sale, to sądzę, że – z punktu widzenia lokalowego – tamtejsze warunki byłyby dużo lepsze. Natomiast jeśli chodzi o odległość – jest to poważny problem dla rodziców. Poza tym nie wiadomo, czy pieniądze na remont gmachu w Konstancinie-Jeziornie się znajdą – kwituje dyrektor. Jak zaznacza, absolutnie wyklucza jakąkolwiek dezorganizację, jeśli chodzi o strukturę klas. Według wstępnych ustaleń starostwa reorganizacja ośrodka miała polegać na rozdzieleniu szkoły podstawowej oraz gimnazjum od szkoły zawodowej i liceum. A część uczniów oraz personelu miała być przeniesiona do pomieszczeń w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym w Łbiskach. Od pomysłu odstąpiono po gwałtownych protestach ze strony nauczycieli i rodziców.

– Szkoła w Konstancinie-Jeziornie leży na samym skraju powiatu. Ta szkoła jest nie po drodze nikomu – ani dzieciom, ani rodzicom dojeżdżającym co dzień do pracy np. do Warszawy. Szkoła w Konstancinie jest źle skomunikowana. Znam sytuację, że dziecko wsiada do busa o godz. 6.40, żeby dotrzeć do Piaseczna. W razie przeniesienia szkoły będzie musiało wstać jeszcze pół godziny wcześniej. Do tego dochodzą względy psychologiczne. Osoby z upośledzeniem umysłowym gorzej znoszą zmiany, potrzebują bardzo dużo czasu na aklimatyzację w nowym miejscu – dodaje Agnieszka Niczyporuk.

Anna Ambroziak

drukuj