fot. PAP/Darek Delmanowicz

Przemyśl: protest głodowy pielęgniarek; wtorkowe rozmowy bez rozstrzygnięcia

Wtorkowe rozmowy przedstawicieli zarządu woj. podkarpackiego z reprezentantkami głodujących od ubiegłego poniedziałku pielęgniarek ze szpitala wojewódzkiego w Przemyślu nie przyniosły rezultatu. Protest głodowy prowadzi 19 osób.

Protestujący w Wojewódzkim Szpitalu im. Św. Ojca Pio początkowo domagali się podwyżki wynagrodzenia podstawowego do 6 tys. zł brutto.

„Zeszliśmy z tej kwoty. Proponujemy niższą” – powiedziała PAP przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w tym szpitalu Ewa Rygiel.

Według niej pensja zasadnicza pielęgniarki powinna wynosić 3800-3900 tys. zł brutto. W jej skład nie powinien wchodzić wynoszący 1100 zł brutto tzw. dodatek zembalowy.

Zdaniem Rygiel wtorkowe rozmowy z przedstawicielami zarządu województwa nie przyniosły „żadnych rezultatów”.

„Stoimy na tym, co wcześniej, czyli na niczym” – dodała.

Odpowiedzialny za służbę zdrowia członek zarządu woj. podkarpackiego Stanisław Kruczek powiedział PAP, że samorząd jest otwarty na rozmowy z protestującymi. Widzi też potrzebę podniesienia pensji, ale należy uwzględniać sytuację i możliwości finansowe szpitala.

Zwrócił uwagę, że średnia pensja zasadnicza w podobnym do przemyskiego szpitalu w Rzeszowie wynosi 3950 zł brutto. W Przemyślu jest to 3850 zł.

„Przyjęcie propozycji protestujących, czyli wyłączenie z pensji zasadniczej tzw. dodatku zembalowego, oznaczałoby podwyżkę o 1200 zł brutto” – zauważył Kruczek.

Przypomniał, że pracownicy podległych samorządowi województwa szpitali otrzymali w tym roku 300 zł podwyżki.

„W 2019 roku podwyżka wyniesie kolejne 300 zł, a w 2020 – 250 zł” – mówił.

W Przemyślu pielęgniarki nie odeszły od łóżek pacjentów. Pracują normalnie, a w akcji uczestniczą w czasie wolnym. Nocują w szpitalu na rozłożonych na korytarzu materacach.

We wtorkowych rozmowach w przemyskim szpitalu wzięli udział m.in. marszałek województwa Władysław Ortyl oraz członkowie zarządu województwa Stanisław Kruczek i Piotr Pilch.

PAP/RIRM

drukuj