fot. PAP/Paweł Supernak

Przedstawiciele norweskiego urzędu ds. dzieci z wizytą w Polsce

U Rzecznika Praw Dziecka gościli we wtorek przedstawiciele norweskiego urzędu do spraw dzieci – Barnevernet. To pierwsza taka wizyta. Tematem spotkania była sytuacja polskich dzieci, które umieszczono w norweskich rodzinach zastępczych.

W Polsce, jeśli dochodzi do sytuacji kryzysowej, dziecko musi być wysłuchane w sądzie w warunkach bezpiecznego pokoju. Przesłuchania są nagrywane i mają odzwierciedlenie w protokołach przesłuchań. Każda strona postępowania ma do tego wgląd. Inaczej jest w Norwegii – podkreślił Rzecznik Praw Dziecka w Polsce Mikołaj Pawlak.

– W Norwegii niestety protokoły są bardzo okrojone, bardzo  zdawkowe, że strona przyszła, była i to jest cała wiedza.  A zatem ktoś, kto nie brał udziału w wysłuchaniu dziecka, a to jest niestety standardem, nie ma możliwości zweryfikowania tego – tłumaczył rzecznik.

O sytuacji konkretnych dzieci norweski rzecznik nie może zabierać głosu, może formułować jedynie ogólne tezy. Decydujący głos ma specjalny urząd Barnevernet. Instytucja, która niekiedy w skandaliczny sposób traktuje rodziny, zwłaszcza imigrantów. Ostatnio to na wniosek Barnevernet rząd norweski wydalił konsula Sławomira Kowalskiego, aktywnie angażującego się w pomoc polskim rodzinom, którym odbierano dzieci.

– Pan konsul Kowalski w ciągu kilku lat swojej pracy pomógł w sposób skuteczny: około 60 dzieci wróciło do polskich rodzin. Kolejne tyle, co najmniej 60, jeżeli nie więcej, ciągle podlega pieczy urzędów Barnevernet – wskazał Mikołaj Pawlak. 

Polska nie ma wpływu na to, co dzieje się z polskim obywatelem w pieczy zastępczej w Norwegii. Tam w pewnym sensie dzieci stają się własnością państwa norweskiego. Do rozmów z  przedstawicielami Bernevernet należy podchodzić z umiarkowanym optymizmem  – powiedział socjolog dr Jerzy Żurko.

– Z tego względu, że często jest to rozmowa z takimi instytucjami , które wykazały już wielokrotnie złą wolę w stosunku do nas – ocenił.

Dialog jest wtedy, jeżeli dwie strony stają w prawdzie. Jeżeli Norwegowie chcą pouczać i udowadniać, że ich wykładnia wychowania dzieci jest słuszna, to znaczy, że demokracja działa tylko w jedną stronę – zaznaczyła Agnieszka Jackowska, doradca rodzinny i pedagog.

– Standardy, które przyjmuje ten kraj, są głęboko sprzeczne z naszym poczuciem dobra rodziny, dobra dzieci – akcentowała Agnieszka Jackowska.

W Norwegii, tak jak w Niemczech, wystarczy anonimowe doniesienie, aby bez uzasadnienia zabrać dziecko z rodziny. Przeważnie nie ma podstaw, aby to dziecko zabrać, a najgorsze jest to, że często rodzice nie mogą widywać swoich pociech – zauważyła dr Barbara Kmiecik-Baran, psycholog społeczny.

– Na pewno jest to olbrzymia trauma dla dziecka. Trauma, która może się przerodzić w bardzo poważne problemy emocjonalne w późniejszym okresie – wyjaśniła.

Aktywność takich organizacji jak Bernevernet podyktowana jest tym, że dostaje ona duże pieniądze na funkcjonowanie i sztucznie generuje aktywność.

– Taki sposób postępowania nie chroni dzieci, a wręcz śmiałabym twierdzić, że te organizacje stosują przemoc emocjonalną nie tylko wobec dzieci, które są zabierane, ale również wobec rodzin, które kochają te dzieci – podkreśliła Krystyna Kmiecik-Baran.

Nie milkną też komentarze zwykłych ludzi, którzy uważają, że zachowanie Bernevernet wobec polskich dzieci w Norwegii to zemsta za fakt, że Polska udzieliła azylu Norweżce Silje Garmo, która uciekła ze swego kraju do Polski, gdyż tamtejsze władze chciały jej odebrać dziecko z błahych powodów.

TV Trwam News/RIRM

drukuj