Prywatna własność pogwałcona

Obecny wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski jako wiceprezydent Koszalina pozwolił na łamanie prawa przez podlegającą mu spółkę wodociągową


Stanisław Gawłowski, wiceminister środowiska, znany m.in. z polecenia pracownikom Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej szukania „haków” na Fundację „Lux Veritatis” w celu zerwania z nią umowy o dotację na badania geotermalne, odegrał niejasną rolę jako wiceprezydent Koszalina w sprawie bezprawnego wywłaszczenia Jana Myszkiera, mieszkańca gminy Manowo koło Koszalina.



Sprawa dotyczy budowy linii energetycznej na nieruchomości Myszkiera i jego syna. – Inwestycja była realizowana przez spółkę Miejskie Wodociągi i Kanalizacja w Koszalinie. W tym czasie nadzór nad tą spółką pełnił zastępca prezydenta miasta Koszalina pan Stanisław Gawłowski – mówił Myszkier podczas audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja. Gawłowski był wiceprezydentem w latach 2002-2005.

Zdaniem Myszkiera, wodociągi uzyskały wtedy decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, przy czym pominięto w niej jako stronę właściciela działki, na której odbywała się inwestycja. Myszkier postanowił dochodzić swoich praw, a procedura odwoławcza zakończona sukcesem trwała cztery lata. Spółka nadzorowana przez Gawłowskiego uzyskała w tym czasie kolejne decyzje o wywłaszczeniu Myszkierów z nieruchomości. – Decyzje te zostały uchylone przez wojewódzki sąd administracyjny w 2005 r., a więc po zrealizowaniu inwestycji – opisywał kulisy sprawy poszkodowany właściciel.

W opinii Myszkiera, dziwna jest jeszcze inna sytuacja: w listopadzie 2005 r. koszalińskie wodociągi uzyskały decyzję od wójta gminy Manowo na wycięcie w sumie około 1120 drzew rosnących na działkach właściciela i zostały zwolnione bezprawnie od opłat na rzecz urzędu gminy z tytułu tzw. gospodarczego korzystania za środowiska. – Wyliczyłem, że za wycięcie tych drzew kwota, jaka powinna wpłynąć do urzędu gminy, wyniosłaby około 1 mln 300 tys. złotych. Nie wiadomo, jak to się stało, że wójt gminy Manowo nie naliczył tych opłat i do dzisiaj uchyla się od tego, co obligatoryjnie wynika z ustawy o ochronie przyrody. Tak więc wszystkie decyzje, które spółka uzyskała na ułożenie linii energetycznej, zostały wyeliminowane z obrotu prawnego – stwierdził rzeczoznawca. Jak oznajmił, za przeprowadzoną na jego terenie inwestycję otrzymał tylko 5 tys. zł odszkodowania wyłącznie za straty rolne.

– Zatem zajęli nam obszar i na dodatek do dziś jeszcze nie wiadomo, jaką on miał powierzchnię. Decyzje bowiem, które wydawał starosta koszaliński w sprawie wywłaszczenia, nie określały powierzchni ani obszaru czy granic zajęcia tej nieruchomości. Tak więc niewykluczone, że te wszystkie matackie decyzje były wydane w zmowie ze spółką Wodociągi i Kanalizacja w Koszalinie nadzorowaną przez pana Gawłowskiego – powiedział Myszkier.

Zdesperowany rzeczoznawca postanowił dochodzić swoich praw poza granicami kraju. – Wystąpiłem ze skargą na państwo polskie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, gdzie została ona przyjęta, i oczekuję na dalsze decyzje. Złożyłem także petycję do Parlamentu Europejskiego, gdzie została już wstępnie przyjęta – oświadczył w Radiu Maryja Myszkier. Poszkodowany odniósł się także do planów ministra Gawłowskiego utworzenia tzw. policji ekologicznej. – Może jest to taki PR ze strony pana Gawłowskiego, ale jeśli jest to rzetelna informacja o powołaniu takiej policji, to uważam, że jedną z pierwszych spraw, którą powinna się ona zająć, jest problem wyjaśnienia udziału pana Gawłowskiego w tym ewidentnym oszustwie – skonstatował oburzony rzeczoznawca.


Jacek Dytkowski
drukuj