fot. PAP

Protestowali pracownicy firmy Tabor Szynowy

Ok. 200 pracowników Taboru Szynowego protestowało w poniedziałek przed siedzibą firmy w Opolu. Domagali się wypłaty zaległych pensji i szybszych działań sądu ws. upadłości firmy, co ich zdaniem jest najlepszą drogą do uporządkowania sytuacji i pozyskania inwestora.

Wśród protestujących byli Wiesław Łątka, Dariusz Karczewski i Tadeusz Kowcz, pracownicy Taboru Szynowego w Opolu, którzy w firmie przepracowali od 24 do 40 lat. Mówili, że pikietowali, bo nie dostali pensji za cały grudzień i część listopada. Tłumaczyli, że wypłata zaległych pieniędzy i przyszłość firmy leżą obecnie w rękach sądu, który ich zdaniem powinien jak najszybciej podjąć decyzję o upadłości firmy.

„Wielkie znaczenie ma tu też czas, bo jest inwestor zainteresowany Taborem. Ale przecież nie będzie czekał w nieskończoność, jak nie będzie szybkiej upadłości, to się wycofa” – tłumaczyli.

Poniedziałkowa pikieta była drugą zorganizowaną przez pracowników firmy w ostatnich tygodniach. Poprzednia odbyła się w grudniu. Członek rady nadzorczej, delegowany do czasowego wykonywania czynności prezesa zarządu Taboru Szynowego Opole S.A., Józef Potempa powiedział, że w grudniu wniosek o upadłość likwidacyjną złożył urząd skarbowy.

Potempa tłumaczył, że w związku z tym zablokowane zostały wszystkie środki na kontach firmy. Dlatego też nie są wypłacane pensje.

„Staraliśmy się, żeby urząd zwolnił nam część środków na wypłaty, ale twierdzą, że w tej sytuacji nie mogą” – dodał. Ewa Kosowska-Korniak z biura prasowego opolskiego Sądu Okręgowego relacjonowała, że historia starań o upadłość Taboru Szynowego jest dłuższa. W marcu wniosek o tzw. upadłość układową zgłosił sam Tabor.

We wrześniu układ w tej sprawie został zawarty. „W listopadzie zarząd Taboru najpierw złożył wniosek o wycofanie tego układu, ale po dwóch dniach zmienił decyzję. W związku z tym postępowanie układowe dalej może być realizowane” – podała Kosowska-Korniak.

Sprawa zyskała jednak drugi bieg. W grudniu, w związku z niewywiązywaniem się Taboru ze zobowiązań, wniosek o ogłoszenie upadłości do opolskiego sądu złożył urząd skarbowy. Kosowska-Korniak podała, że po uzupełnieniu braków formalnych termin rozprawy w tej sprawie wyznaczono na 5 lutego. Rozpatrzy ją sekcja upadłościowa wydziału gospodarczego Sądu Rejonowego w Opolu. „Wtedy zapadnie decyzja, co dalej: czy zostanie ogłoszona upadłość, czy też będzie realizowany zawarty wcześniej układ” – podała przedstawicielka opolskiego sądu.

Zaznaczyła, że jeśli uda się rozstrzygnąć wszystkie wątpliwości, to sprawa może być zakończona nawet podczas pierwszego posiedzenia. Dodała jednak, że do tej pory zarząd Taboru Szynowego nie ustosunkował się merytorycznie do wniosku o upadłość. Odpowiadając na zarzuty pikietujących o przedłużające się procedury prawne Kosowska-Korniak zapewniła, że kwestia upadłości tego przedsiębiorstwa rozpatrywana jest szybko.

Tłumaczyła, że w przypadku prostych upadłości tzw. termin instrukcyjny (zalecany) na rozpoznanie wniosku o upadłość wynosi dwa miesiące. „Od 6 grudnia, gdy wpłynął wniosek o upadłość, do 5 lutego minie właśnie taki czas. Należy jednak zaznaczyć, że ten przypadek to nie jest prosta upadłość. Nie jest też przeprowadzana z wniosku dłużnika, tylko wierzyciela, a w takim przypadku procedura się wydłuża” – tłumaczyła.

Wyjaśniła, że różnica między ogłoszeniem upadłości a układem jest taka, że układ zmierza do zachowania przedsiębiorstwa, a dłużnik zobowiązuje się do spłaty wszystkich zadłużeń na zasadach wypracowanych przez zgromadzenie wierzycieli. „Takie porozumienie w tym konkretnym przypadku zostało zawarte, podpisało je 90 procent wierzycieli. Na realizację zapisów postanowień układu zarząd ma 6 miesięcy” – wyjaśniła.

Dodała, że termin ten jeszcze nie minął i jeśli Tabor będzie mieć środki na realizację ustaleń, to postępowanie układowe może się toczyć. Upadłość natomiast związana jest z likwidacją firmy, ale na takich zasadach, by były wypłacone wynagrodzenia dla pracowników i by w miarę możliwości zostali zaspokojeni wierzyciele. Tabor Szynowy Opole S.A. to firma działająca w branży kolejowej od ponad 100 lat. Spółka podała w poniedziałek, że pracuje w niej obecnie ok. 350 osób.

PAP

drukuj