fot. PAP/EPA

Protestów we Francji ciąg dalszy; policja brutalnie pacyfikuje demonstrantów

Brutalność policji, zniszczenia na ulicach, setki osób w areszcie – tak wygląda Francja po weekendowych protestach. Czy coraz mniej popularny prezydent Emmanuel Macron zdoła uspokoić Francuzów? Na razie rozpoczął konsultacje ze związkowcami. Protesty „żółtych kamizelek” jednak nie ustają.

Prezydent Francji zaprosił do Pałacu Elizejskiego przedstawicieli związków zawodowych, partii politycznych oraz stowarzyszeń. Chce znaleźć sposoby wyjścia z kryzysu, ale także dowiedzieć się, jakie nastroje panują w różnych grupach społecznych. Ma to być pierwszy krok do osiągnięcia porozumienia na linii rząd-społeczeństwo.

Głęboko odczuwamy nierówności, które sięgają daleko wstecz, ale które (w taki czy inny sposób) sprawiają, że czujemy, że nasze wysiłki są nadal niewystarczające. Musimy to powstrzymać, a do tego potrzebujemy silnych pomysłów od prezydenta – mówił szef francuskiej dyplomacji Jean-Yves Le Drian.

Protesty, zwłaszcza w Paryżu, przyniosły wiele szkód. Handlowcy, którzy ucierpieli na skutek demolowania i plądrowania ich sklepów, spodziewają się, że państwo pośpieszy im z pomocą.

– Możesz zrozumieć postulaty ruchu „żółtych kamizelek”, ale forma protestów jest całkowicie nie do przyjęcia. To już trzy weekendy z rzędu. Rozejrzyj się dookoła, wszystko jest zdewastowane, uszkodzone. Wszystkie sklepy musiały zostać zamknięte i to przynosi straty właścicielom – powiedział Gregory Caray, właściciel sklepu.

Francuski bank centralny obniżył prognozę wzrostu gospodarczego w IV kwartale. Jako przyczynę podał m.in uliczne protesty. W wyniku niepokojów społecznych na ulicach ucierpiał rynek usług – m.in. gastronomia czy warsztaty samochodowe.

– Demokracja w wydaniu francuskim to jak na razie dantejskie sceny na ulicach wielu miast ponad 130 tysięcy demonstrantów. To już jest nie tylko protest przeciw podwyżce paliw, ale przeciwko szeroko rozumianej polityce społecznej Macrona – mówił Marcin Jakóbczyk, prawnik.

Jest też polski akcent. Media podały, że „żółte kamizelki” podczas blokad autostrad zatrzymały kierowców m.in. z Polski, Węgier, Słowacji i Rumunii. Według relacji polskich kierowców, protestujący uszkodzili w pojazdach m.in. opony. O czym świadczą protesty na tak masową skalę?

– Pokazują konflikt elit ze społeczeństwem, zwłaszcza z mniejszych ośrodków, które nie widzi plusów funkcjonowania państwa, a widzi coraz większe obciążenia – powiedział Jarosław Komorniczak, politolog.

Oburzenie wywołuje też brutalność policji. Funkcjonariusze nie oszczędzają nawet osób niepełnosprawnych. Zaatakowali mężczyznę poruszającego się na wózku.

Policjanci równie brutalni są wobec kobiet.

Francuski minister spraw zagranicznych wezwał Donalda Trumpa, by nie mieszał się w wewnętrzne sprawy Francji.

– Mówię Donaldowi Trumpowi (i prezydent Republiki Emmanuel Macron też mu to mówił): nie jesteśmy stroną amerykańskich debat, więc proszę pozwolić naszemu narodowi żyć po swojemu – powiedział Jean-Yves Le Drian.

Była to reakcja na komentarz amerykańskiego przywódcy na temat protestów ruchu „żółtych kamizelek”.

– Porozumienie paryskie nie działa po myśli Paryża. Protesty i zamieszki w całej Francji. Ludzie nie chcą płacenia dużych sum pieniędzy, głównie państwom Trzeciego Świata, gdzie ich wykorzystanie na ochronę środowiska jest wątpliwe. Skandują „Chcemy Trumpa!”. Pozdrawiam Francję – głosił sobotni wpis prezydenta USA na Twitterze.

„Żółte kamizelki” nie kończą na razie akcji protestacyjnych.

TV Trwam News/RIRM

drukuj