(fot.PAP/EPA)

Prokurator czeka na sugestie dziennikarzy

Od kilku dni na stronie internetowej Naczelnej Prokuratury Wojskowej jest nowa zakładka dotycząca katastrofy smoleńskiej. Nie ma w niej informacji na temat ustaleń rosyjskiego MAK i komisji Jerzego Millera, choć oba dokumenty znajdują się w aktach śledztwa.

To swoiste kompendium dotyczące śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, które prowadzi Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Głównym pomysłodawcą oraz inicjatorem jej stworzenia na stronie internetowej NPW jest prokurator generalny Andrzej Seremet, który zatwierdził też jej ostateczny kształt. – Głównym celem utworzenia tego rodzaju zakładki jest usystematyzowanie informacji dotyczących śledztwa smoleńskiego przekazywanych dotychczas opinii publicznej w formie komunikatów, odpowiedzi na pytania dziennikarzy, konferencji prasowych, briefingów itp., a tym samym wyjście naprzeciw oczekiwaniom przedstawicieli mediów oraz zwykłych obywateli zainteresowanych tym zagadnieniem. Informacje, które zawiera zakładka, będą na bieżąco aktualizowane – adekwatnie do postępów toczącego się śledztwa – tłumaczy kpt. Marcin Maksjan z NPW. Prokuratura prezentuje kolejne kroki podejmowane w śledztwie. Można więc tam znaleźć informacje, kiedy postępowanie zostało wszczęte, komu dotąd postawiono zarzuty, jaka jest podstawa prawna śledztwa. Wymieniono wnioski po pomoc prawną skierowane do prokuratury Federacji Rosyjskiej, Republiki Białorusi, Królestwa Danii, a także wnioski kierowane do prokuratury polskiej przez śledczych rosyjskich. Uwzględniono też kalendarium wyjazdów polskich śledczych, biegłych i ekspertów do Federacji Rosyjskiej. Jest również informacja o czynnościach procesowych, jakie zostały przeprowadzone na miejscu katastrofy. „W pierwszych dniach po katastrofie przebywający na miejscu zdarzenia polscy prokuratorzy wojskowi nie prowadzili samodzielnie żadnych czynności procesowych” – przyznaje NPW, powołując się na Europejską Konwencję o pomocy prawnej w sprawach karnych z 20 kwietnia 1959 r., na której opiera się współpraca pomiędzy prowadzącą śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej Wojskową Prokuraturą Okręgową w Warszawie a Komitetem Śledczym Federacji Rosyjskiej, która nie przewiduje takiej możliwości.
Z tezą tą polemizowała swego czasu w ekspertyzie sporządzonej dla posłów doc. dr Beata Bieńkowska z Instytutu Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Wynika z niej, że w świetle deklaracji prezydenta Miedwiediewa, który w rozmowie telefonicznej z premierem Tuskiem zaproponował wspólne śledztwo, oraz polskiego kodeksu postępowania karnego takie procedury mogły być zastosowane. Artykuł 589b polskiego kodeksu postępowania karnego wyraźnie stanowi, że możliwe jest wspólne śledztwo w ramach zespołu prokuratorskiego. Z tej racji, że kodeks postępowania karnego Federacji Rosyjskiej nie zna instytucji „zespołu prokuratorskiego”, konieczne było zawarcie umowy międzynarodowej w formie ustnej lub pisemnej, a następnie porozumienia powołującego zespół. Nikt jednak nie wystąpił z taką inicjatywą po stronie polskiej. – W mojej ocenie, prokuratura wykazała tu kompletną niezaradność i brak kreatywności. Z mojego punktu widzenia zajęłoby to najwyżej dwa dni. Prokurator generalny, który powinien przybyć na miejsce katastrofy, powinien zasygnalizować rządowi potrzebę stworzenia zespołu. Zabrakło chęci oraz przewidywania po stronie polskiej, że pozostawienie „głównego” śledztwa całkowicie w rękach rosyjskich spowoduje, iż polska prokuratura stanie się wyłącznie petentem. Tak też się zresztą stało – ocenia mec. Rafał Rogalski. – Gdyby strona rządowa polska w sposób właściwy negocjowała ze stroną rosyjską i był wyraźny impuls ze strony naczelnego prokuratora wojskowego, że musimy wykonać czynności, to doszłoby do nich. Tymczasem całkowicie poddaliśmy się dyktatowi strony rosyjskiej – dodaje prawnik.

 

Prokuratorów nie było przy sekcjach

Prokuratura wylicza inne czynności procesowe w śledztwie smoleńskim: od 11 do 16 kwietnia 2010 r. polscy śledczy, żołnierze Żandarmerii Wojskowej oraz funkcjonariusze ABW przeprowadzili oględziny przedmiotów należących do ofiar katastrofy. Prokuratorzy wojskowi brali też udział w identyfikacji zwłok ofiar katastrofy (w tym w przesłuchaniach członków rodzin ofiar katastrofy) oraz w przesłuchaniach kluczowych świadków zdarzenia (z możliwością zadawania pytań). Szczegółów NPW nie ujawnia. Tak samo jak treści opinii biegłych, ekspertów, wniosków o pomoc prawną czy treści pytań poselskich kierowanych do WPO. NPW podaje jednak stan faktyczny: 11 kwietnia 2010 roku naczelny prokurator wojskowy [Krzysztof Parulski – red.] brał udział w sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ani słowa o tym, dlaczego polscy śledczy nie byli obecni przy sekcjach zwłok ofiar katastrofy. 10 kwietnia na miejscu katastrofy było czterech prokuratorów, w tym m.in. prokuratorzy Zbigniew Rzepa, Krzysztof Parulski i Ireneusz Szeląg. Dwóch kolejnych, w tym prokurator Marek Pasionek, przyleciało dzień później. Od 10 do 16 kwietnia 2010 r. na terenie Federacji Rosyjskiej przebywało siedmiu polskich prokuratorów. Jeden z nich uczestniczył w czynnościach wykonywanych przez MAK dotyczących otworzenia, zgrania i odsłuchania rejestratorów pokładowych oraz zapieczętowania oryginalnych taśm w sejfie. Polscy śledczy wzięli też udział w przesłuchaniu dwóch świadków: kierownika lotów oraz meteorologa lotniska Siewiernyj, a także w przesłuchaniu „naocznego świadka zdarzenia”.
Skąpa liczba przedstawicieli polskich organów procesowych z pewnością uniemożliwiła udział w szeregu innych równie istotnych czynności. Trudno sobie wyobrazić, żeby kilka osób mogło skutecznie nadzorować oględziny miejsca katastrofy, przeprowadzanie sekcji zwłok wszystkich ofiar oraz przesłuchania nie kilku, a kilkudziesięciu kluczowych świadków.

 

Zabrakło raportów MAK i KBWLLP

Prokuratura wylicza, że na zlecenie WPO biegli wydali opinie i ekspertyzy: opinię biegłych z Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii w Warszawie stwierdzającą, iż w próbkach szczątków zebranych na miejscu katastrofy nie stwierdzono obecności bojowych środków trujących ani obecności materiałów wybuchowych; opinię biegłych z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN w Warszawie, z której wynika, że warunki meteorologiczne w Smoleńsku w godzinach porannych 10 kwietnia 2010 r. charakteryzowały się bardzo gęstą mgłą ograniczającą widzialność poziomą do 400-600 m oraz niską podstawą chmur warstwowych wynoszącą około 100 metrów. I że te cechy sprawiły, iż warunki pogodowe były bardzo niesprzyjające dla bezpiecznego ruchu lotniczego; ekspertyza firmy SmallGIS z Krakowa, dotycząca zdjęć satelitarnych Lotniska Siewiernyj – to zdjęcia z 5 i 12 kwietnia 2010 roku; ekspertyza techniczna firmy ATM z 15 lipca 2011 r. dotycząca badania i analizy zapisów rejestratora parametrycznego lotu samolotu Tu-154M 101 oraz opinia ABW dotycząca badania sprzętu elektronicznego należącego do ofiar katastrofy, zabezpieczonego na miejscu katastrofy, a także opinia Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie w zakresie odczytania cyfrowej kopii zapisu z rejestratora fonicznego CVR (Cocpit Voice Recorder). W zakładce NPW zabrakło raportu MAK i raportu komisji Millera. – Sprawa jest świeża, oczekujemy na państwa sugestie. Bo to jest dla państwa – mówi kpt. Marcin Maksjan. – Ale musi to być uzgodnione z prokuratorem generalnym – dodaje. NPW informuje też o wyłączeniu spraw do odrębnego postępowania: wśród nich są te, które prokuratura wydzieliła po publikacji „Naszego Dziennika”: to sprawa zniszczenia dowodu osobistego wiceministra kultury Tomasza Merty oraz uruchomienia telefonu komórkowego prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

drukuj