Prof. Osadczy: jaka będzie jakość strategicznej współpracy polsko-ukraińskiej, kiedy bohaterzy dla jednych, są oprawcami dla drugich?

W piątek polski Sejm przyjął „Deklarację pamięci i solidarności Sejmu RP i Rady Najwyższej Ukrainy”. Mówi ona m.in. o potrzebie bezstronnych badań historycznych i powstrzymywania sił, które prowadzą do sporów między państwami. Odnosząc się to tego wydarzenia, prof. Włodzimierz Osadczy, dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich – Centrum UCRAINICUM w rozmowie z o. Dariuszem Drążkiem na antenie Radia Maryja zapytał retorycznie: „Jaka będzie jakość tej współpracy strategicznej (Polski z Ukrainą) kiedy bohaterzy dla jednych, są oprawcami dla drugich? Czy w tej sytuacji można podejmować tego typu uchwały?”

Przestrzegając zasad polskiej racji stanu i zasad pewnej uczciwości i prawdy historycznej, to wzbudza wielkie zaniepokojenie i stawia wiele pytań – akcentował profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Podobną deklarację przyjęła również Rada Najwyższa Ukrainy. Takie działanie polskiego parlamentu wzbudza zastrzeżenia wielu osób, szczególnie wobec działań drugiej strony. W minionym tygodniu nasi wschodni sąsiedzi nie dopuścili do pokazu w Kijowie filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”. Marszałek Senior Kornel Morawiecki o przyjetej deklaracji miał powiedzieć, że” „jest ona raczej deklaracją zapomnienia i oszustwa”. Nie ma tam między innymi ani słowa o ludobójstwie na Wołyniu.

Wiele dziwnych rzeczy dzieje się w polskiej polityce. Zwłaszcza w tej dziedzinie, która dotyczy polityki pamięci. Wiemy, że szliśmy na wybory oczekując dobrej zmiany i przede wszystkim ta dobra zmiana kojarzyła się z uczciwością, gdy chodzi o traktowanie polskiej historii.[…] Wiemy, że przez ponad 25 lat byliśmy okłamywani, gdy chodzi o sprawę ludobójstwa na Kresach. Był to temat objęty nieformalnym, a może nawet i w pewnych sprawach sformalizowanym zakazem, żeby te tematy pojawiały się w obiegu publicznym, ale też politycznym. Karmiono nas pewnymi sloganami związanymi z partnerstwem strategicznym, z nową wizją kontaktów – mówił prof. Włodzimierz Osadczy.

Naukowiec wyraził rozczarowanie tym, co dzieje się w tej chwili w obszarze polityki pamięci w kwestii upamiętniania ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Podkreślał, że wielu spraw nie można zrozumieć.

Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego kwestia uchwały wołyńskiej wywołała takie emocje, kiedy była to sprawa była jednoznaczna. Wówczas różne czynniki ze środowisk władzy próbować nas przekonać, że to 17 września jest dniem właściwym dla upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu, którego oprawcy są znani i ofiary są znane. Próbowano prowadzić tutaj jakąś dziwną politykę. Została ona jednak dzięki mobilizacji środowisk patriotycznych i kresowych przełamana. W tej chwili też, widzimy, że ni z tego ni z owego […] pojawia się niespodziewanie projekt uchwały, która w sposób nadzwyczajny została podjęta. Czyli pojawiły się jakieś okoliczności, które – bym powiedział – zmusiły Sejm RP do podjęcia takiej decyzji – podkreślał profesor KUL.

Jest to deklaracja, która miałaby nawiązywać do pamięci, zaznaczał prof. Włodzimierz Osadczy, natomiast – jak mówił – jest tam mało konkretnych stwierdzeń. To wszystko sprawia, że jesteśmy w nowej rzeczywistości politycznej.

Wiemy wszyscy, że na Wołyniu została popełniona zbrodnia ludobójstwa. Wiemy, że Wołyń jest tylko symbolem tych jeszcze większych terenów, które zostały ogarnięte strasznym dramatem – mówił naukowiec.

Obecnie działanie strony polskiej, jak podkreślał profesor, dziwi tym bardziej wobec działań władz Ukrainy. W ostatnim czasie u naszego wschodniego sąsiada hucznie i oficjalnie świętowana była rocznica założenia Ukraińskiej Armii Powstańczej, czyli oprawców, których Sejm RP jednoznacznie napiętnował w uchwale potępiającej ludobójstwo wołyńskie.

W tej sytuacji widzimy, że jest to kolejna niezręczność, albo kolejne ogniwo w pewnej polityce, która jest nie do końca uczciwa i zrozumiała. Możemy zakładać ponieważ też różne informację czytamy, że tu i ówdzie pojawia się jakaś presja, tu i ówdzie pojawiają się informacje bądź że środowisk ukraińskich, bądź ze środowisk zachodnich (wiemy, że ambasada USA nie tylko biernie się przyglądała dyskusji wołyńskiej), więc możemy zakładać, że taka presja nadal jest wywierana – wskazywał dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich.

Prof. Włodzimierz Osadczy na antenie Radia Maryja zwrócił uwagę na narrację, jaka w sprawie Wołynia panuje w wielu środowiskach ukraińskich. Jest to – podkreślił – retoryka czerpiąca z propagandy komunistycznej. Jak zaznaczał profesor, nikt z tamtej strony nie prowadzi dyskusji na argumenty. Próbuje się natomiast  szufladkować i nazywać oponentów różnymi przymiotnikami.

Kwestia Wołynia to nie jest sprawa, którą zamknęło się uchwałą wołyńską. Ta sprawa ludobójstwa dopiero się otwiera. Zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, co było, z tego co jest. Jaki jest stan chociażby uczczenia pamięci tych ofiar, których dziesiątki tysięcy do dnia dzisiejszego nie doczekało się pochówku.  Podejrzewam, że w tej sytuacji, kiedy ten stan strategicznego partnerstwa będzie utrzymywany to nigdy nie doczekają się pochówku – akcentował profesor KUL-u.

Prawda o ludobójstwie jest to temat, który odżył z wielką siłą dzięki filmowi (W. S. Wołyń przyp. red.) i dzięki temu że jest też uchwała sejmowa – podkreślał profesor Osadczy. Jednak zaznaczał, że powinny być podjęte kolejne kroki które by doprowadziły do uzdrowienia sytuacji przede wszystkim, gdy chodzi o to co jest ważne dla państwa i społeczeństwa polskiego. Naukowiec mówił, że powinno nam zależeć także na dobrej kondycji naszych sąsiadów, a tym najbliższym sąsiadem, którego kochamy z którym mamy wielorakie kontakty historyczne i emocjonalne jest Ukraina.

Natomiast czy jest to Ukraina ciągle się banderyzująca, której retoryka antypolska staje się w tej chwili bardzo zatrważająca? – zapytał przy tym retorycznie profesor.

– Jeszcze nie zdajemy sobie sprawy jak zdecydowana i antypolska jest postawa wielu tamtejszych kręgów politycznych. […] Jesteśmy w tej chwili w trudnej sytuacji – jeżeli nie wyciągniemy konsekwencji, nie zdamy sobie sprawy w jakim miejscu jesteśmy. […]Takie deklaracje nic nie wniosą, tylko będą jątrzyć. Będą dawać pożywkę dla tych, którym rzeczywiście zależy na mąceniu dobrych relacji polsko – ukraińskich. Jeszcze raz powtarzam; polityka polska, nasza dyplomacja, środowiska polityczne musiałyby być kustoszami tej pamięci i opiekunami polskiej racji stanu. Niestety wiele postępowań, wiele też takich decyzji jak uchwalenie tej deklaracji świadczą o tym, że są jakieś ukryte przed nami motywacje postępowania elit politycznych Polski – podkreślał dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich – Centrum UCRAINICUM.

Całą rozmowę z „Aktualności dnia” można odsłuchać [tutaj]

RIRM

drukuj