fot. PAP/Rafał Guz

Prof. A. Zybertowicz: Próbuje się nakręcić jednostronną interpretację słów premiera z Monachium

Niektóre środowiska w Izraelu i wśród diaspory żydowskiej faktycznie próbują nakręcić coś w rodzaju histerii antypolskiej i próbują nakręcić jednostronną, histeryczną interpretację słów premiera Mateusza Morawieckiego – ocenił doradca prezydenta prof. Andrzej Zybertowicz.

Podczas jednego z paneli sobotniej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium szef polskiego rządu został zapytany przez dziennikarza „New York Times” Ronena Bergmana o nowelizację ustawy o IPN. Dziennikarz przedstawił historię swojej matki, która – jak mówił – urodziła się w Polsce, a w trakcie II wojny światowej wielu członków jej rodziny zginęło, ponieważ zostali zadenuncjowani na gestapo przez Polaków.

„Jeśli dobrze rozumiem, po uchwaleniu tej ustawy byłbym uznany za przestępcę w pańskim kraju ze względu na to, co mówię?” – zapytał dziennikarz.

W odpowiedzi Mateusz Morawiecki podkreślił, że „jest to niezmiernie ważne, aby zrozumieć, że oczywiście nie będzie to karane, nie będzie to postrzegane jako działalność przestępcza, jeśli ktoś powie, że byli polscy zbrodniarze”.

„Tak jak byli żydowscy zbrodniarze, tak jak byli rosyjscy zbrodniarze, czy ukraińscy – nie tylko niemieccy” – dodał premier.

O ocenę tych słów pytany był w TVP Info doradca prezydenta prof. Andrzej Zybertowicz.

„Niektóre środowiska w Izraelu i wśród diaspory żydowskiej faktycznie próbują nakręcić coś w rodzaju histerii antypolskiej i próbują nakręcić jednostronną, histeryczną, interpretację słów premiera” – ocenił.

„Problem polega na tym, że Holocaust stał się fundamentem nowoczesnej tożsamości żydowskiej i tak samo jak środowiska żydowskie zarzucają Polakom, że nie przepracowaliśmy traumy współudziału jakiejś części Polaków w zbrodniach wobec Żydów, tak samo, wydaje się, że współczesna świadomość izraelska nie przepracowała traumy – która jest przecież historycznie udokumentowana – kolaboracji pewnej części środowisk żydowskich z Niemcami w czasie tej zbrodni” – mówił doradca prezydenta.

Jego zdaniem „na razie dominuje przekaz polityczny nad wolą prawdy”; jednak, jak mówił, w Izraelu jest wystarczająca ilość „intelektualistów i historyków wysokiej próby”, aby ci wraz z polskimi badaczami mogli dojść „w trudnym dialogu” do „wspólnego określenia prawdy”.

PAP/RIRM

drukuj