fot. lublin.eu

Prof. A. Gil: Ludzie mają prawo wiedzieć, co się stało z ich bliskimi

Nie milkną komentarze po konferencji Marioli Karwety, wdowy po admirale, który zginął w katastrofie smoleńskiej. W trumnie jej męża znajdowały się spakowane w worki na śmieci szczątki ciał ośmiu osób. Dwóch fragmentów nie udało się zidentyfikować.

W ocenie komentatorów polskie państwo nie zdało egzaminu. Władze rządu PO- PSL zapewniały, że strona rosyjska dochowała należytej staranności przy identyfikacji ofiar.

Prof. Andrzej Gil, politolog z KUL, podkreśla, że ciała ofiar katastrofy smoleńskiej potraktowano w sposób nieludzki. W jego ocenie osoby, które domagają się zaprzestania ekshumacji powinny zamilknąć. Profesor zwraca uwagę, że w przypadku innych tragedii, gdzie giną setki ludzi, ich identyfikacja trwa latami.

– Zidentyfikowano po niemal szesnastu latach kolejne szczątki ofiar barbarzyńskiego zamachu na World Trade Center. Okazuje się, że to jest normalne, kiedy kilkanaście lat po tym strasznym wydarzeniu są prowadzone takie prace, dlatego że ludzie mają prawo wiedzieć, co się stało z ich bliskimi. W tym momencie mamy do czynienia z sytuacją, kiedy ludziom tego odmówiono. Kiedy przekonywano ich do czegoś, co nie jest prawdą. Trzeba sobie zadać pytanie, dlaczego to robiono. Jeżeli w imię racji politycznych, to co takiego jest w tej polityce, że zapomina się o człowieczeństwie. Ktoś powinien za to odpowiedzieć, bo to nie jest normalne. To jest naprawdę coś, co wykracza poza normy i poza zrozumienie – powiedział prof. Andrzej Gil.

Na początku kwietnia ub. roku śledztwo smoleńskie przejęła Prokuratura Krajowa. Dwa miesiące później prokuratorzy poinformowali, że konieczne jest przeprowadzenie ekshumacji 83 ofiar katastrofy.

W katastrofie smoleńskiej zginęło 96 osób w tym śp. prezydent Lech Kaczyński. Polska delegacja udawała się uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

RIRM

drukuj