fot. twitter.com

Proces prezydenta Gdańska odroczony do lipca

Gdański sąd rejonowy odroczył do lipca proces prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza oskarżonego o podanie nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych w latach 2010-2012. Na kolejnej rozprawie zaplanowano przesłuchanie członków dalszej rodziny samorządowca.

Na rozprawie, która odbyła się w środę, ustalono, że kolejne posiedzenia w tej sprawie odbędą się 10 i 11 lipca. W tych dniach miałoby zostać przesłuchanych trzech dalszych krewnych Pawła Adamowicza, którzy byli już wzywani przez sąd – mieli zeznawać w środę, ale nie stawili się. Osoby te – w większości wskazane przez prokuratora, mają mieć wiedzę m.in. na temat pochodzenia majątku małżeństwa Adamowiczów.

Prezydenta Gdańska nie było na środowej rozprawie, reprezentował go adwokat. Podczas pierwszej rozprawy w tym procesie, pod koniec września ub. roku Paweł Adamowicz przyznał, że nie podał w oświadczeniach majątkowych wszystkich informacji. Tłumaczył, że stało się tak przez pomyłkę będącą skutkiem powielania błędów z poprzednich oświadczeń, a pierwsze z nich powstało w kwietniu 2010 r.

Wyjaśniał, że był w tym czasie zaangażowany w organizację kilku uroczystości pogrzebowych ofiar katastrofy smoleńskiej pochodzących z Gdańska, a jego żona, będąc w zaawansowanej i zagrożonej ciąży, trafiła do szpitala. Paweł Adamowicz mówił też śledczym, że sprawami finansowymi zajmuje się żona.

W prokuraturze samorządowiec tłumaczył, że pomyłka miała charakter mechaniczny i nieświadomy, i była powielana automatycznie przy kolejnych oświadczeniach. Paweł Adamowicz wyjaśniał, że gdy zdał sobie sprawę z błędów, sam je skorygował w kolejnych oświadczeniach.

Opłacaliśmy z żoną od naszych mieszkań stosowne podatki, więc nie było moim zamiarem ukrywanie czegokolwiek” – zapewniał Paweł Adamowicz.

Prezydent Gdańska tłumaczył też w prokuraturze niejasności związane z danymi dotyczącymi oszczędności. Tłumaczył, że obie jego córki dostały pieniądze od dziadków i pradziadków (ze strony żony) w kwocie kilkuset tysięcy złotych.

Te darowizny stanowią majątek odrębny moich dzieci i nie wymagały wykazywania tego w moich oświadczeniach majątkowych” – mówił w trakcie śledztwa.

To już drugie sądowe postępowanie w tej sprawie. Po raz pierwszy trafiła ona do gdańskiego sądu rejonowego w grudniu 2015 r. Wówczas wniosek o warunkowe umorzenie postępowania, na okres dwóch lat próby, oraz zasądzenie od prezydenta Gdańska świadczenia w wysokości 40 tys. zł złożyła prowadząca śledztwo Prokuratura Apelacyjna w Poznaniu. Sąd wniosek prokuratury w marcu 2016 r. uwzględnił.

Wydając takie postanowienie, gdański sąd rejonowy uznał wtedy, że wina i społeczna szkodliwość zarzucanych prezydentowi czynów nie są znaczne i nie ma podstaw do uznania, że działał on z zamiarem bezpośrednim popełnienia przestępstwa. Sąd wyjaśniał też m.in., że posiadając już pięć mieszkań i dwie działki, Paweł Adamowicz kupił wraz z żoną w styczniu 2009 r. i lutym 2010 r. dwa kolejne mieszkania w Gdańsku, nie umieszczając ich jednak w oświadczeniu majątkowym; nie zgadzały się również dane dotyczące zgromadzonych oszczędności, wszystkie były zaniżone – najmniej o kwotę ponad 51 tys. zł, a najwięcej o ok. 320 tys. zł.

Po tym orzeczeniu, polecenie złożenia apelacji na niekorzyść Pawła Adamowicza wydał poznańskim prokuratorom dyrektor Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej – prokurator tym samym zaskarżył postanowienie, o jakie sam wcześniej wnosił.

Rozpatrując to odwołanie, Sąd Okręgowy w Gdańsku w grudniu 2016 r. uwzględnił wniosek prokuratury i uznał, że sprawa podawania przez Pawła Adamowicza nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych w latach 2010-2012 musi być ponownie rozpatrzona przez sąd niższej instancji. Zdaniem sądu okręgowego, sąd niższej instancji powinien m.in. wnikliwie zbadać motywy i pobudki postawy samorządowca.

PAP/RIRM

drukuj