fot. flickr.com

Prasa: polityka Trumpa wobec Rosji trudna do przewidzenia

Jako trudną do przewidzenia oceniają rosyjscy eksperci przyszłą politykę nowego prezydenta USA Donalda Trumpa wobec Rosji. Politolodzy cytowani przez piątkową prasę oceniają, że Trump nie ma wizji tych relacji, a wiele zależy od jego współpracowników.

Zdaniem Fiodora Łukjanowa z wpływowej Rady ds. polityki zagranicznej i obronnej, niedawna wypowiedź Trumpa dla mediów na temat sankcji wobec Rosji i potrzeby rozbrojenia jądrowego „nie będzie mieć kontynuacji”.

 „Jednak unaocznia ona poważny problem: brak jakiegokolwiek programu działań ze strony amerykańskiej” – ocenia Łukjanow w rządowej „Rossijskiej Gaziecie”.

Na podstawie tej wypowiedzi politolog konstatuje, że Trump nie wie, „co zamierza robić z Rosją”.

Przy czym, nowy prezydent USA może mieć – zdaniem Łukjanowa – „zupełnie rozsądną wizję interesów amerykańskich”. Trump jest „neofitą, uważającym, że między polityką i biznesem istnieje niewielka różnica”; z tego powodu „wiele zależy, po pierwsze, od jego ekipy – na razie nadzwyczaj różnorodnej – a po drugie, od tego, czy będzie on kogokolwiek słuchać” – ocenia rosyjski ekspert.

„W 2016 roku USA stały się krajem nieprzewidywalnym” i z tego powodu prognozy są ryzykowne – zastrzega na łamach dziennika „Wiedomosti” Dmitrij Trenin, szef moskiewskiego ośrodka Carnegie. Przewiduje on, że „Trump może skręcić na drogę przetartą przez jego poprzedników”.

„Może zgodzić się z nielogiczną tezą, że Kreml na wielką skalę wpływał na kampanię wyborczą w USA, ale jednocześnie ten wpływ nie odbił się w żaden sposób na wyniku wyborów. W ten sposób w zamian za uznanie Rosji za przeciwnika może uzyskać od klasy politycznej ocenę, że został wybrany w sposób zgodny z prawem. Trump może nawet stanąć na czele kontrofensywy na pozycje rywali USA – Chin i Rosji” – uważa Trenin.

„Wiedomosti” cytują opinie dwojga ekspertów amerykańskich. Wiceszef Instytutu Kennana William Pomeranz wskazuje, że w sferze stosunków rosyjsko-amerykańskich znani są już główni gracze – przyszli ministrowie Trumpa, jego doradcy i szefowie służb wywiadowczych. „Na razie nikt nie ma pojęcia, co się stanie, gdy oni wszyscy zbiorą się za jednym stołem. Niemal wszyscy oni widzą w Rosji zagrożenie, czarnym koniem na razie pozostaje tylko (przyszły sekretarz stanu Rex) Tillerson” – mówi Pomeranz. Natomiast zainteresowany relacjami z Moskwą może być, zdaniem eksperta, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn, dla którego „priorytetem jest walka z terroryzmem”.

Angela Stent, szefowa Instytutu Badań nad Rosją w Uniwersytecie Georgetown wskazuje, że zawyżone oczekiwania mogą przeszkodzić w normalizacji stosunków. Przypomina, że w 2001 roku Rosja i USA współpracowały w Afganistanie. Teraz „Trump i Putin na pierwszym spotkaniu będą mówić o swojej gotowości, by pokonać terroryzm, ale diabeł tkwi w szczegółach” – powiedziała Stent „Wiedomostiom”.

„Niezawisimaja Gazieta” przytacza opinię byłego deputowanego do Dumy Państwowej (niższej izby parlamentu Rosji) Ilji Ponomariowa. Opozycyjny deputowany wyemigrował z Rosji i w USA spotykał się z przedstawicielami administracji Trumpa. Ponomariow powiedział „NG”, że jego zdaniem Republikanie w budowaniu relacji z Rosją najprawdopodobniej nie będą uwzględniać interesów Ukrainy. „Na przykład, ekspert Thomas Graham, który według prognoz mediów ma być nowym ambasadorem USA w Moskwie, już zaapelował, by przestać karać Rosję sankcjami” – pisze „NG” powołując się na Ponomariowa.

PAP/RIRM

 

drukuj