(fot. PAP)

Pracownicy Stoczni Gdańskiej grożą strajkiem

Pracownicy Stoczni Gdańsk nie wykluczają, że jeżeli nie otrzymają zaległych pensji rozpoczną jutro strajk.

Dziś minister skarbu ma rozmawiać z Siergiejem Tarutą, większościowym właścicielem spółki, na temat jej przyszłości.

Przypomnijmy, że stocznia jest zadłużona i potrzebuje 180 mln zł.  Od miesięcy jej właściciele czyli Gdańsk Shipyard Groupi Agencja Rozwoju Przemysłu próbują dojść do porozumienia. Będą zastanawiać się skąd mają pochodzić środki.

Karol Guzikiewicz – wiceprzewodniczący Solidarności w gdańskiej stoczni akcentuje, że dzisiejsze rozmowy będą dialogiem ostatniej szansy.

– Ostatnie decyzje w ARP pokazywały, iż Agencja idzie pod upadłość. Ministerstwo Skarbu mówi, że jest przygotowane na upadłość; jakby tę upadłość lobbowało. Jest to coś dziwnego. Do dnia dzisiejszego nie mamy wypłaconej całej pensji za czerwiec. Pracownicy maksymalnie dostali 1,5 tys. zł wypłaty, ale wiadomo, że to nie wszystko.  Napięcie jest ogromne, albo dzisiaj dwie strony się porozumieją, albo sytuacja będzie szła w kierunku upadłości.

Związkowiec dodał, że dziś sytuacja w stoczni jest bardzo napięta i jeżeli do jutra pracownicy nie otrzymają informacji o wypłacie niewykluczone że odbędzie się strajk.

– Solidarność na pewno nie będzie stała z boku, na jutro zwołaliśmy zebranie. Strajk może wybuchnąć jutro o godz. 06.00. Mówię o najgorszym scenariuszu, ale realnym. Robimy formalne zebranie, które będzie decydować o dalszych zadaniach związków. Tak, jak powiedzieliśmy; my nie będziemy umierać po cichu, będziemy bronić stoczni – kończy Karol Guzikiewicz.

 

Wypowiedź Karola Guzikiewicza:

Audio MP3
Pobierz

RIRM

drukuj