Powinniśmy oprzeć się na węglu i geotermii

Z byłym ministrem środowiska prof. Janem Szyszko rozmawia Mariusz Bober

Jak skomentuje Pan pierwsze informacje na temat postanowień szczytu Unii Europejskiej w Brukseli?

– Ze wstępnych doniesień wynika, że podtrzymano generalnie konkluzje z 2007 r., co znaczy, że wszystkie kraje UE mają do 2020 r. zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o 20 proc., o tyle samo zwiększyć efektywność energetyczną i udział energii odnawialnej w ogólnym bilansie energetycznym. Cieszę się z każdego sukcesu rządu, ale to, czy osiągnął on rzeczywiście sukces, można będzie ocenić dopiero, gdy przedstawi dokładne informacje. Dlatego myślę, że trzeba będzie poprosić rząd o przedstawienie dokumentów, na podstawie których podjął decyzje na szczycie UE. Przede wszystkim trzeba zadać pytanie, dlaczego zgodzono się na przyjęcie 2005 roku jako bazowego i jakie to będzie miało konsekwencje dla Polski i innych krajów Uni Europejskiej.


Uczestniczył Pan w kończącej się konferencji klimatycznej ONZ w Poznaniu. Jak Pan ocenia jej prace?


– Na konferencji zapadną tylko decyzje co do wytyczenia dalszych negocjacji, które będą podjęte dopiero na następnym szczycie w Kopenhadze. Żałuję, że w Poznaniu nie zapadną konkretne decyzje, a zostaną one odłożone do kolejnej konferencji w stolicy Danii. Oznacza to, że cel organizacji tego szczytu przez Polskę nie został osiągnięty.


Premier Donald Tusk dał się zaszantażować prezydentowi Francji Nicolasowi Sarkozy’emu, godząc się na okresy przejściowe na zakup prawa do emisji CO2 w zamian za francuskie technologie atomowe? Takie wrażenie można odnieść, śledząc doniesienia mediów na temat wyników ostatniej wizyty francuskiego przywódcy w Polsce. Jak Pan ocenia informacje na ten temat?


– Informacje oczywiście trzeba sprawdzić. Nie chce mi się jednak wierzyć, aby premier podjął takie zobowiązanie. Mimo że krytycznie podchodzę do polityki prowadzonej przez pana premiera, to nie wydaje mi się, aby był na tyle nieodpowiedzialną osobą i podjął samodzielnie decyzję wymagającą bardzo szczegółowych analiz gospodarczych zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym. Nie jesteśmy przecież izolowaną wyspą w morzu państw świata. Odnośnie do zakupu prawa do emisji CO2 proponowałbym, aby podczas ewentualnych negocjacji pan premier przypomniał prezydentowi Sarkozy’emu, że zgodnie z protokołem z Kioto Francja miała zredukować emisję dwutlenku węgla o 8 proc., a dokonała tego zaledwie na poziomie 1 procent. Polska miała zredukować emisję o 6 proc., a wynik jest fantastyczny: redukcja na poziomie ponad 30 procent. Wielki sukces! Francji, która zgodnie z protokołem z Kioto winna wypełnić swoje zobowiązania redukcyjne, możemy zaproponować sprzedaż swoich nadwyżek. Mam nadzieję, że pan premier wie, jak wynegocjować najlepszą cenę. Nie są to bagatelne sumy. Francja winna dokupić prawie 40 milionów ton CO2 rocznie, a Polska ma do sprzedania co roku ponad 120 milionów ton. Cena do uzgodnienia – proponuję, aby pod tym kątem pan premier zajrzał na strony internetowe Komisji Europejskiej i negocjował według cen europejskiego systemu handlu emisjami.


Co oznaczałoby dla Polski zbudowanie dwóch elektrowni jądrowych, jak chce rząd, z punktu widzenia ochrony środowiska i naszych interesów narodowych?


– Po pierwsze, koszty i gospodar cze uzależnianie się od państw posiadających technologie nuklearne i jądrowe zasoby energetyczne. Według mnie, jasno proponował to prezydent Sarkozy podczas tegorocznej wizyty w naszym Sejmie. Ku mojemu zdziwieniu spotkało się to z nieukrywanym aplauzem wielu parlamentarzystów, szczególnie ze środka sali sejmowej. Nawiasem mówiąc, osobiście nie jestem przeciwnikiem wykorzystywania energii jądrowej dla celów gospodarczych i taka działalność jest zrozumiała wśród tych państw, które posiadają takie możliwości. Zrozumiała jest także wypowiedź prezydenta Sarkozy’ego. Dba on o swój kraj, pragnie, aby Francja liczyła się i w Europie, i świecie, i dlatego chce uzależniać inne państwa od swojej gospodarki. My musimy robić to samo. Polski premier winien więc zwrócić uwagę na nasze zasoby energetyczne i promować je dla budowania siły gospodarczej kraju. Premier musi chyba wiedzieć, że niemal 90 proc. węgla kamiennego całej UE znajduje się w Polsce, a odnawialne źródła energii w postaci złóż geotermalnych przewyższają wielokrotnie nasze potrzeby. Nie chce mi się również wierzyć, aby premier nie wiedział, że istnieją czyste, polskie technologie spalania węgla, a geotermia to również brak emisji szkodliwych substancji do atmosfery. Nie chce mi się również wierzyć, aby premier rządu, wiedząc to, dziwił się, że prezydent Francji nie popiera czystych technologii spalania węgla czy też polskich zasobów geotermalnych. To przecież nie leży w interesie Francji.


Czy rząd musiał godzić się na obecny kształt pakietu klimatycznego?


– Nikt nie musiał tego robić, gdyż do tej pory nie ma ostatecznej wersji pakietu. W marcu 2007 r. Rada Europejska, na której był prezydent Lech Kaczyński, przyjęła jednomyślnie tzw. cele 3×20, czyli ogólne cele polityki energetycznej i klimatycznej UE do roku 2020. Te cele dla UE jako całości to: osiągnięcie redukcji emisji gazów cieplarnianych o 20 proc., zwiększenie do 20 proc. energii ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii w UE i zwiększenie o 20 proc. efektywności energetycznej. Stwierdzono wtedy, że realizacja tych celów ma się dokonać z pełnym poszanowaniem prawa państw członkowskich do wyboru własnej struktury wykorzystania paliw w energetyce oraz do ich suwerenności w zakresie pierwotnych źródeł energii i w duchu solidarności między państwami członkowskimi. Postanowiono wtedy również, że w zakresie wkładów państw członkowskich potrzebne jest podejście zróżnicowane, sprawiedliwe i przejrzyste, uwzględniające okoliczności krajowe oraz odpowiednie lata bazowe pierwszego okresu zobowiązań określonego w protokole z Kioto. Z tego co wiem, pakiet jest negocjowany i za jego kształt odpowiada obecny rząd. Jaki jest stan negocjacji, nie wiem, ale przypuszczam, że przynajmniej wiedza, którą przypomniałem powyżej, znana jest premierowi i jego doradcom. Przypuszczam, a nawet jestem przekonany, że stanowisko obecnego rządu nie jest inne niż poprzedniego i obecny minister środowiska, podobnie jak jego poprzednik, twardo obstaje przy roku bazowym, którym dla Polski jest rok 1988.


Zwolennicy zbudowania w Polsce elektrowni atomowych twierdzą, że są one znacznie tańsze w eksploatacji niż siłownie węglowe, a nawet te wykorzystujące odnawialne źródła energii. Na przykład prof. Stefan Chwaszczewski z Instytutu Energii Atomowej utrzymuje, że „cena energii z atomu jest ponad 20 procent niższa niż z elektrowni węglowej i prawie czterokrotnie niższa niż ze źródeł odnawialnych”. Zgadza się Pan z tym poglądem?


– Muszę powiedzieć, że nieco irytują mnie tego rodzaju stwierdzenia wypowiadane przez autorytety naukowe. Starają się one za wszelką cenę udowodnić, że drewno wyprodukowane w moim lesie lub słoma na moim polu, którą zużywam do ogrzewania w moim domu, to najdroższe dla mnie źródło energii, mimo że nie zapłaciłem za to ani jednego grosza. Podobne stwierdzenia padają przy dyskusji na temat organizmów modyfikowanych genetycznie, gdzie twierdzi się, że modyfikowana genetycznie soja czy też genetycznie modyfikowana kukurydza jest tańsza od tej naturalnej. Proszę popatrzeć na ceny na całym świecie. Gdzie jest tańsza wódka, na wschód od naszych granic, czy też w Danii, gdzie, jak przypuszczam, produkuje się ją z roślin GMO. Podobnie jest z cenami energii pochodzącej z różnych źródeł. Zależy to przecież od wielu czynników i stosowanych technologii, odległości transportu paliwa i sposobów składowania odpadów. W celu poszerzenia dyskusji i wiedzy zarówno panu profesorowi, jak i Czytelnikom polecam książkę przetłumaczoną z języka angielskiego i wydaną w Polsce w roku 2004 dzięki dotacji Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu pt. „Raport o stanie świata”. Na stronie 105 w rozdziale „Wizja przyszłości nowej energetyki” zamieszczono tabelę, z której wynika, że koszty produkcji energii z poszczególnych źródeł są bardzo zróżnicowane w zależności od technologii i rozwoju gospodarczego kraju. Według tej publikacji, zasadniczo najdroższa energia pochodzi z ogniw fotowoltaicznych, a kolejne miejsca zajmuje energia pochodząca z paliwa jądrowego, biomasy, węgla kamiennego i brunatnego, gazu ziemnego, wiatru i wody. W Polsce bezpieczeństwo energetyczne kraju winno być oparte na węglu i geotermii. Chyba nie ulega najmniejszej wątpliwości, że w naszych uwarunkowaniach gospodarczych są to najtańsze źródła energii.


Dziękuję za rozmowę.

Prof. dr hab. Jan Szyszko – poseł na Sejm RP. Kierownik Samodzielnej Pracowni Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych SGGW. Prezes Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski. Minister ochrony środowiska zasobów naturalnych i leśnictwa w rządzie AWS – UW. Minister środowiska w rządzie PiS. Pełnomocnik rządu ds. Konwencji Klimatycznej ONZ w latach 1999-2001. Prezydent 5. Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej ONZ w latach 1999-2000.

drukuj