fot. wikipedia

Posłowie PiS dążą do likwidacji polskiej branży futrzarskiej

W Parlamencie Europejskim organizacje obrońców zwierząt i europosłowie Prawa i Sprawiedliwości zainaugurowały dziś wystawę organizacji „Otwarte Klatki” pt. „Niech futra przejdą do historii”. Ma to zwrócić uwagę na problem zwierząt hodowanych na futra i zachęcać państwa UE do wprowadzania zakazu takiej hodowli. To oznaczałoby zniszczenie bardzo dobrze prosperującej w naszym kraju branży futrzarskiej i utratę pracy przez ponad 70 tysięcy osób.

Hodowla zwierząt futerkowych w Polsce ma już blisko 100-letnią tradycję. Rocznie produkuje się ok. 9 mln skór, co daje Polsce drugie miejsce w Europie i trzecie na świecie. Branża zatrudnienia ponad 13 tys. osób bezpośrednio pracujących na fermach i 45 tys. w przedsiębiorstwach okołobranżowych, takich jak m.in. produkcja pasz. Jednak coraz głośniej z ust polityków wybrzmiewa zakaz hodowli zwierząt na futra.

– Chodzi o to, by cierpienia, cierpienia zwierząt było na świecie mniej, dużo mniej niż dzisiaj, a cierpienia zwierząt futerkowych to jedno z najgorszych cierpień, jakie mają miejsce – mówi prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Obecnie w Sejmie na procedowanie czekają dwa projekty nowelizacji ustawy o ochronie praw zwierząt autorstwa PiS oraz opozycji. Oba są niemal identyczne: zakazują chowu i hodowli zwierząt na futra. Dziś część europosłów PiS wyraziła w Brukseli swoje poparcie dla takiego stanowiska podczas inauguracji wystawy „Niech futra przejdą do historii”.

– Obrona zwierząt i troska o zwierzęta, ochrona przed rozmaitego rodzaju okrucieństwem, jest jednym z wymiarów człowieczeństwa. Nie ma nic wspólnego ani z lewicą, ani prawicą, ani z centrum – twierdzi europoseł PiS prof. Ryszard Legutko.

– Jestem przekonana, że nie ma ceny, którą możemy zapłacić za nieuzasadnione cierpienie zwierząt, które są hodowane w bulwersujących warunkach i zabijane w niezwykle okrutny sposób – ocenia europoseł PiS Jadwiga Wiśniewska.

Zorganizowanie w Parlamencie Europejskim takiej wystawy krytykuje hodowca norek Szczepan Wójcik. Podkreśla, że postulatami likwidacji hodowli stoją skrajne organizacje ekologiczne.

– Ja nie wierzę w ich górnolotne hasła i w hasła tych organizacji, które mówią, żeby poprawić dobrostan tych zwierząt – akcentuje Szczepan Wójcik.

Dziś branża futerkowa jest zdominowana przez polskich hodowców, a jakość skór kojarzy się z dobra polską marką. Dlatego wystawa w Brukseli uderza nie tylko w hodowców, ale właśnie w polską gospodarkę – podkreśla ekonomista dr Marian Szołucha z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

– Jest to zatem polska branża jak mało która w rolnictwie i jak mało która w ogóle w gospodarce. Jest to branża oparta o czysty rachunek ekonomiczny, czyli jest to biznes w starym, dobrym stylu – podkreśla dr Marian Szołucha.

Likwidacja polskich ferm nie spowoduje, że branża futrzarska zniknie całkowicie w skali globalnej. Na zakazie hodowli zwierząt futerkowych w Polsce skorzystają inne, zagraniczne firmy np. w Danii, które są bezpośrednią konkurencją dla polskich hodowli. Dlatego próby likwidacji przez polityków PiS tak ważnego dla polskiej gospodarki przemysłu są co najmniej zastanawiające – podkreśla prezes Ruchu Narodowego poseł Robert Winnicki.

– Trzeba postawić bardzo poważne pytanie: czy posłowie PiS, europosłowie, którzy z jednej strony chcą polepszyć życie zwierząt futerkowych, chcą zakazać hodowli zwierząt futerkowych, stawiają wyżej dobro zwierząt, które zresztą nie mają źle, nad życie ludzkie? – zastanawia się poseł Robert Winnicki.

Z jednej strony duża część polityków PiS opowiada się za lewackimi projektami proaborcyjnymi, a z drugiej strony domaga się zakazu hodowli zwierząt futerkowych, powołując się na ich cierpienie – dodaje poseł Robert Winnicki.

Pytań jest więcej – mówi poseł Kukiz’15 Paweł Grabowski.

– Pytanie jest takie: co dalej? Czy chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby zlikwidować polską branżę futerkową i wypchnąć ten biznes na wschód, do Rosji lub na Ukrainę? Czy może chodzi o to, żeby w Polsce zlikwidować branżę futerkową? – pyta poseł Paweł Grabowski.

Hodowcy norek zapowiadają, że nie złożą broni i dalej będą walczyć o istnienie swojej branży. Czy zatem po dużym grudniowym proteście przed Sejmem, czas na kolejne protesty?

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj