W. Gadowski: Kilkunastu zdeprawowanych starych ludzi, których nikt nie wybrał, staje naprzeciw polskiego parlamentu, wybranego w powszechnych wyborach

Deprawacji ulegają ci, którzy mają przestrzegać prawa. Łamią granicę trzeciej władzy (….), i wkraczają w sferę władzy wykonawczej. Otwartym rokoszem usiłują obalić legalne władze. Kilkunastu zdeprawowanych starych ludzi, których nikt nie wybrał, staje naprzeciwko całego polskiego parlamentu, wybranego w powszechnych wyborach – mówił w swoim „Komentarzu tygodnia” red. Witold Gadowski.

Dziennikarz nawiązał do działań Sądu Najwyższego, który wysłał do Trybunału Sprawiedliwości UE pięć pytań dotyczących m.in. zasady niezależności i niezawisłości sądów oraz unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek oraz  stwierdził, że zawiesza stosowanie przepisów trzech artykułów ustawy o SN dotyczących przechodzenia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego, którzy ukończyli 65. rok życia.

– Deprawacji ulegają ci, którzy mają przestrzegać prawa. Łamią granicę trzeciej władzy, wyznaczone – powiedzmy – przez Monteskiusza, i wkraczają w sferę władzy wykonawczej. Otwartym rokoszem usiłują obalić legalne władze. Donoszą na Polskę, gdzie mogą: do Moskwy, do Berlina, do Brukseli, do Strasburga. Kilkunastu zdeprawowanych starych ludzi, których nikt nie wybrał, staje naprzeciwko całego polskiego parlamentu, wybranego w powszechnych wyborach. I następuje klincz – zaznaczył.

Wygląda na to, że obecna władza nie ma dość odwagi, aby w zdecydowany sposób zareagować na działania SN, przez co próbuje się dogadywać z przedstawicielami tzw. elitek – zwrócił uwagę publicysta.

– Osądzić i posadzić to towarzystwo – można? Pewnie można, tylko do tego trzeba trochę odwagi, a tej dobrej zmianie zaczyna chyba brakować. Zaczyna się układać, zaczyna różne pląsy wokół tradycyjnych środowisk tzw. elitek, elitek zadekretowanych. Przepraszam, czy my wybieraliśmy państwa po to, żebyście spełniali nasze oczekiwania, czy też po to, żebyście spełniali oczekiwania elitek, które i tak was nie wybierały i nie będą wybierać? Tak wam zapachniały już te warszawskie loże, apanaże, high society? – pytał autor „Komentarza tygodnia”.

Witold Gadowski odniósł się też do przesłuchania mec. Jana Stachury przez komisję weryfikacyjną ds. warszawskiej reprywatyzacji. Podkreślił, że żaden z przedstawicieli tego gremium nie poruszył kwestii związków mec. Stachury z grupą „Royal Wilanów”.

– Pan mecenas Jan Stachura odpowiadał na różne pytania, ale nikt z komisji nie zadał mu pytania podstawowego – o jego związki z grupą „Royal Wilanów”: z Jolantą Kwaśniewską, z Markiem Zabrzeskim czy nawet Ryszardem Krause. Nie, takie pytania to tabu nawet w komisji Patryka Jakiego. Bez odpowiedzi na te pytania nie będziemy wiedzieli, kim jest Jan Stachura, który odpowiadał tylko dlatego, że brał udział w aferze reprywatyzacyjnej, odpowiadał jako świadek. Warto czasem sięgnąć do pamięci osób starszych albo przewertować trochę źródeł, zanim zacznie się przesłuchiwać różne osoby, bo zwłaszcza osoby w wieku pana mecenasa Stachury mają już swoją historię i to historię polityczną, ale także związaną z działaniami różnych innych niejawnych formacji – wskazał redaktor.

Dziennikarz przedstawił również informacje nt. śmierci Magdaleny Żuk, do których dotarł w ostatnim czasie.

– Dogrzebałem się do informacji, że jednak przyczyną śmierci pani Magdaleny jest pewien łańcuszek narkotykowy, który ją dopadł. W Egipcie nastąpiły wydarzenia decydujące o tym. To nie było samobójstwo. Powiązany z tym wszystkim był rezydent, ale nie ten rezydent, którego wszyscy podejrzewają i który cały czas występuje w sprawie, tylko inny rezydent, który przybył na miejsce wraz z bardzo podejrzanymi ludźmi. Pani Magdalena Żuk nie była chora psychicznie, tak jak sugeruje prokuratura w Jeleniej Górze, i nie popełniła samobójstwa. Tak wynika z informacji, do których dotarłem. Również siostra pani Magdaleny podnosi bardzo wyraźnie jedną sprawę: to, co podaje prokuratura, nie jest pełną prawdą – podkreślił autor „Komentarza tygodnia”.

Publicysta skomentował także doniesienia na temat szefa MSWiA w rządzie Donalda Tuska Bartłomieja Sienkiewicza, które ukazały się w prasie. Okazało się, iż Sienkiewicz z powodu problemów finansowych, wynikających z zakończenia przez Orlen współpracy z firmą związaną z byłym ministrem spraw wewnętrznych, został zmuszony do sprzedaży rodzinnych pamiątek.

– Tygodnik „Wprost”, cytując wcześniejsze ustalenia „Gazety Polskiej Codziennie”, obwieścił, że firma Bartłomieja Sienkiewicza, byłego ministra spraw wewnętrznych w rządzie PO-PSL, tylko na współpracy z PKN Orlen zarobiła 13 mln złotych. Teraz, gdy prezes PKN Orlen pan Daniel Obajtek obciął te kontrakty, okazuje się, że biedny i zubożały nagle Bartłomiej Sienkiewicz wyprzedaje dobra rodowe. To co, jak się żyło na koszt państwa, to wtedy można było z angielską flegmą pouczać wszystkich wokół? Udawać lorda, a jak się już nie ma łatwych pieniędzy, oferowanych przez politycznych kolegów, to zaczyna się odgrywać żebraczą operę, panie Sienkiewicz? – mówił Witold Gadowski.

RIRM

 

            

drukuj