fot. twitter.com/MarzenaMachalek

[TYLKO U NAS] M. Machałek: O zaplanowanych podwyżkach dla nauczycieli wiadomo od dwóch lat

Jest zastanawiające, dlaczego podwyżki zapowiedziane w 2017 roku przez premier Beatę Szydło i minister Annę Zalewską wtedy były zaakceptowane – czyli trzy razy po pięć procent – a teraz jest wokół tego dużo emocji. Przecież wiemy od dwóch lat, że będą te podwyżki – powiedziała w „Polskim punkcie widzenia” na antenie Telewizji Trwam wiceminister edukacji narodowej Marzena Machałek o planowanym strajku nauczycieli.

Rok płatnego urlopu ze względu na możliwe wyczerpanie psychofizyczne, Karta Nauczyciela, trzynasta pensja. To tylko niektóre z dodatków, jakie pobierają nauczyciele. Ci chcą jednak przystąpić do strajku i walczyć o kolejne 1000 zł podwyżki.

– Nauczyciele mają prawo do rocznego płatnego urlopu celem podreperowania zdrowia. Jest to prawo uzasadnione. Jestem nauczycielem, wiem, że to bardzo ciężka praca i będę bronić nauczycieli, bo jeśli chce się rzetelnie ten zawód wykonywać, to nauczycieli dopada tzw. wyczerpanie psychofizyczne. Dopada ono nauczycieli pod wpływem stresu – wskazała wiceminister edukacji narodowej Marzena Machałek.

Dodatkowo wolne dni przypadają nauczycielom podczas przerwy świątecznej czy – choć nie przez cały ich okres – w wakacje.

– Nie można tak tego liczyć. Wakacje to nie są całe dwa miesiące. W połowie sierpnia nauczyciele zaczynają przygotowania do roku szkolnego, do rad pedagogicznych, plany nauczania, mamy też egzaminy. Nie szłabym w taką retorykę, że nauczyciele dużo zarabiają, a mało pracują – podkreśliła wiceminister.

Jak wskazała, zarobki nauczycieli są zróżnicowane, co wynika z różnej wysokości dodatków.

– Możemy się zgodzić co do tego, że system wynagrodzenia nauczycieli jest skomplikowany. W wielu wypadkach może zbyt anachroniczny. Być może trzeba byłoby rozpocząć rozmowę nad zmianą systemu wynagradzania nauczycieli, ponieważ jest bardzo duża równowaga – powiedziała Marzena Machałek.

– Zarabiają dużo lub mało w zależności od tego, jakie mają dodatki. Są nauczyciele, którzy mają dodatki jako dyrektorzy, są nauczyciele, którzy są w dużych miastach, więc dodatki kształtuje samorząd – dodała.

O planowanych przez rząd podwyżkach było wiadomo już od 2017 roku. Tymczasem nastroje pogorszyły się dopiero po niemal dwóch latach. Kiedy ogłaszano wizję tego, jak miałyby wyglądać płace, nikt nie wspomniał o strajku.

– Od 2012 roku nie było żadnych podwyżek. 2016 rok to był budżet przejęty po poprzedniej władzy. Potem było lekkie drgnięcie w 2017 roku. Jest zastanawiające, dlaczego podwyżki zapowiedziane w 2017 roku przez premier Beatę Szydło i minister Annę Zalewską wtedy były zaakceptowane – czyli trzy razy po pięć procent – a teraz jest wokół tego dużo emocji. Przecież wiemy od dwóch lat, że będą te podwyżki. Myśmy przyspieszyli wdrażanie tych podwyżek. Zaproponowaliśmy dodatki dla nauczycieli stażystów na start. Oczywiście wydłużyliśmy ten czas stażu, żeby młody człowiek sprawdził się w tym zawodzie – zaznaczyła Marzena Machałek.

Przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz zapowiedział, że strajk popiera 90 proc. nauczycieli. Wstępny termin to czas egzaminów, co mogłoby wpłynąć na kwestię promocji dzieci na studia lub do kolejnych klas. Wiceminister zapewniła jednak, że ministerstwo jest przygotowane na taką sytuację, choć ma nadzieję na to, że uda się rozwiązać sprawę już wcześniej.

– Jestem przekonana, że egzaminy odbędą się terminowo, a tam, gdzie będą zakłócenia, to będziemy na to gotowi. Niedobrze jest, jeśli wartość, jaką jest dobro dziecka, stawia się w takiej sytuacji na szali – powiedziała wiceminister edukacji narodowej.

RIRM

drukuj