fot. flickr.com

SN: Proces w głośnej sprawie fałszowania dokumentacji medycznej ruszy od nowa

Głośna sprawa korupcji i fałszowania dokumentacji medycznej, w której m.in. był skazany producent filmowy Lew R., będzie toczyła się od nowa – orzekł we wtorek Sąd Najwyższy. Sąd ten uwzględnił kasacje obrony, uchylił wyroki skazujące wobec 8 osób – w tym R. – i przekazał sprawę do I instancji.

„Są granice, których w procesie karnym naruszyć nie wolno, nie wolno przekroczyć. Systemowi polskiego prawa karnego, podobnie jak systemom wszystkich krajów demokratycznych, obca jest koncepcja dochodzenia prawdy za wszelką cenę. W procesie karnym powinny być respektowane naczelne zasady procesowe” – powiedział w uzasadnieniu wtorkowego wyroku SN sędzia Rafał Malarski.

Dodał, że „jedną z tych naczelnych zasad jest zasada obiektywizmu”.

„Ta zasada została w toku tego procesu w sposób rażący naruszona” – podkreślił.

Obrona w kasacjach wskazywała m.in., że naruszenie w sprawie polegało na nierozpoznaniu zarzutów o wyłączenie sędziego przewodniczącego składu orzekającego w I instancji. Sędzia ten – jak wskazywali obrońcy – zapoznał się bowiem z niektórymi materiałami niejawnymi, które nie zostały następnie udostępnione stronom procesu.

„My nadal nie wiemy, co w dokumentacji niejawnej, nieudostępnionej szerszemu gronu się znajduje i jak dalece można wyciągać wnioski z tego braku. Jedno jest niezaprzeczalne – w tym procesie minister spraw wewnętrznych decydował o zakresie materiału dowodowego, jakim sąd mógł się posługiwać. To jest sytuacja niedopuszczalna” – mówił przewodniczący składu orzekającego w SN sędzia Andrzej Tomczyk.

Sąd Okręgowy w Warszawie w czerwcu 2016 r. skazał na kary od pół roku w zawieszeniu do 5 lat bezwzględnego więzienia oraz na wysokie grzywny 12 osób, w tym Lwa R. oraz kilkoro lekarzy i adwokatów – oskarżonych w głośnej sprawie korupcji i fałszowania dokumentacji medycznej z lat 2002-2007, co umożliwiało odraczanie kar osobom skazanym. W przypadku R. miało mu to pomóc w uniknięciu odbycia kary 2,5 roku więzienia z 2004 r. za pomoc w płatnej protekcji wobec Agory.

W październiku 2017 r. prawomocne orzeczenie w tym procesie wydał Sąd Apelacyjny w Warszawie. Wówczas sąd ten zmienił wyrok SO wobec Lwa R. i orzekł wobec niego prawomocnie karę 8 miesięcy więzienia (niemal sześć miesięcy spędził on w tej sprawie w areszcie – PAP). Pierwotnie SO w Warszawie w czerwcu 2016 r. wymierzył R. karę 1,5 roku więzienia w zawieszeniu.

Sąd Apelacyjny utrzymał wówczas w większości wyroki wobec pozostałych skazanych przez SO. Najwyższy wyrok 5 lat więzienia usłyszał znany adwokat mec. Robert D. – według sądu m.in. przyjął on 120 tys. zł za pośrednictwo w załatwieniu „lewego” zwolnienia lekarskiego dla skazanego przestępcy, aby nie trafił on za kraty. Wobec adwokata orzeczono też 8-letni zakaz wykonywania zawodu. Obniżono zaś z 3,5 roku do 2,5 roku karę więzienia wobec lekarki Marii Ż.-L., która dostała także 10-letni zakaz wykonywania zawodu – to ona wystawiła zaświadczenie, że Lew R. nie może odbywać kary. Kary bezwzględnego więzienia wymierzono wówczas także dwóm kolejnym lekarzom – Andrzejowi P. (2,5 roku) i Jarosławowi R. (1,5 roku) – oraz Rafałowi K. (1 rok i 2 miesiące).

Oprócz tych sześciu osób wyroki skazujące uchylono także wobec dwóch innych skazanych, których kasacje nie dotyczyły, w tym syna Lwa R. Synowi producenta filmowego wymierzono w tej sprawie karę w zawieszeniu.

Ostateczne jest natomiast orzeczenie wobec mec. Luizy T., którą sąd apelacyjny uniewinnił, zaś SN we wtorek oddalił kasację prokuratury w jej sprawie.

„Sytuacja faktyczna jest w tej sprawie zupełnie jednoznaczna. (…) T. nie miała styczności ani z lekarzami wystawiającymi dokumenty, ani z tymi dokumentami” – powiedział sędzia Andrzej Tomczyk.

Wskazał, iż twierdzenia świadka koronnego odnoszące się do tej oskarżonej były „zupełnie nielogiczne”.

W wyniku wtorkowego rozstrzygnięcia SN – jak przekazał sędzia Tomczyk – dwie osoby obecnie przebywające w zakładach karnych na skutek tej sprawy zostaną „niezwłocznie zwolnione”. Decyzje dotyczące zaprzestania stosowanych środków mają zostać podjęte także wobec pozostałych osób objętych wyrokiem. Wobec Lwa R. – jak poinformowano – jest obecnie stosowany dozór elektroniczny.

„Za pieniądze podatników będziemy rozpoznawać sprawę od początku. (…) Mnie interesowało i SN interesowało wyłącznie to, że jeden sędzia poszedł na policję, wytypowany przez osobę niezwiązaną z procesem orzekania, przejrzał akta, wyselekcjonował i powiedział, iż ta część akt może mieć znaczenie w tej sprawie. Ja wtedy oniemiałem” – powiedział dziennikarzom po wyroku obrońca Lwa R. mec. Krzysztof Stępiński. Adwokat dodał, że SN udzielił sądom obu instancji „lekcji prawidłowego, rzetelnego sądzenia”.

Według śledczych zamieszani w korupcyjny proceder obiecywali osobom, które miały np. trafić do więzienia, pomoc w odroczeniu wykonania kary. W tym celu korumpowano lekarzy, którzy za łapówki mieli tworzyć fikcyjne dokumentacje medyczne czy opinie lekarskie. Na tej podstawie sądy decydowały o odraczaniu kar, uchyleniu postanowień o doprowadzeniu do zakładu karnego lub nieosadzaniu podejrzanych w aresztach.

Zarzuty dotyczyły w związku z tym m.in. płatnej protekcji, poświadczenia nieprawdy i przyjmowania lub wręczania korzyści majątkowych. Kwoty korzyści majątkowych sięgały – jak wynikało z aktu oskarżenia – od kilkudziesięciu tysięcy złotych, do ponad 200 tys. zł. Wśród tych korzyści miał być także samochód – ford mondeo.

Lwa R. i jego syna CBA zatrzymało w 2009 r. Przebywali w areszcie pół roku – Lew R. wyszedł po wpłaceniu pół miliona złotych kaucji. Prokuratura oskarżyła obu, że w 2005 r. mieli nakłaniać Konrada T. (skruszonego przestępcę, który miał załatwiać „lewe” zwolnienia, a później mówił o tym jako świadek koronny) do udzielenia korzyści majątkowej i wręczyć 210 tys. zł łapówki za pośrednictwo w organizowaniu fałszywych dokumentów o stanie zdrowia.

W SO producent filmowy zapewniał, że „nigdy nie zapłacił lekarzowi, aby sporządził dokumentację niezgodną z prawdą”, ani nie nakłaniał Konrada T. do wręczania lekarzom łapówek.

„T. sam zgłosił się do mojego syna, bo chciał na mnie zarobić pieniądze” – mówił wówczas.

Prokuratura także chciała przed Sądem Najwyższym uchylenia wyroku wobec Lwa R., ale na jego niekorzyść. Wskazywała, iż kara 8 miesięcy pozbawienia wolności wymierzona została poniżej „granicy zagrożenia” za przypisany skazanemu czyn i co najmniej powinien to być rok pozbawienia wolności.

„W tym zakresie Sąd Najwyższy podzielił kasację prokuratora generalnego” – zaznaczył SN. Kwestie ewentualnych kar będą jednak rozstrzygane przy ponownym rozpatrzeniu sprawy.

Teraz sprawa trafi do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Niewykluczone, że – ze względu na złożoność sprawy – sąd rejonowy zwróci się o przekazanie procesu do sądu okręgowego – tak jak stało się to przy pierwszym rozpoznawaniu tej sprawy.

PAP/RIRM

drukuj