fot. wikipedia

S. Karczewski: bez zmian personalnych w SN nie będzie zmiany w sądownictwie

Powinny nastąpić zmiany personalne w Sądzie Najwyższym, bez nich nie będzie zmiany w polskim sądownictwie – uważa marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Jak dodał, liczy się z tym, że reforma sądownictwa ponownie wywoła protesty. Ale – jak zaznaczył – „to nie ulica decyduje o zmianach”.

Marszałek Senatu w rozmowie z PAP odniósł się do prezydenckich projektów o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, które we wtorek zostały złożone do marszałka Sejmu.

Odnosząc się do prezydenckiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym, który wprowadza zapis by sędziowie Sądu Najwyższego przechodzili w stan spoczynku w wieku 65 lat z możliwością wystąpienia do prezydenta o przedłużenie orzekania, Stanisław Karczewski podkreślił, że ten pomysł budzi jego aprobatę. Jak dodał, taki zapis nie oznacza automatycznego końca kariery sędziego Sądu Najwyższego i decyzja tutaj w pewnej mierze zależy od zainteresowanych i od prezydenta.

Pytany, czemu sędziowie Sądu Najwyższego nie mogą samodzielnie zdecydować, czy chcą przejść w stan spoczynku, ocenił, że w Sądzie Najwyższym „powinny być zmiany personalne”.

„Wielu sędziów głęboko jeszcze tkwi w PRL” – zaznaczył marszałek. Jego zdaniem, to powinno się zmienić.

„Prezydent będzie dysponował informacjami i wnikliwymi analizami ekspertów dot. tych sędziów” – dodał Stanisław Karczewski.

Zaznaczył, że także i ta kwestia będzie analizowana, nim kierownictwo PiS podejmie decyzję, czy to rozwiązanie poprzeć. Marszałek Senatu odniósł się też do wypowiedzi I prezes SN Małgorzaty Gersdorf, że nie wyobraża sobie, iż nie dokończy swojej kadencji.

„Mam większą wyobraźnię niż pani prezes” – odparł S. Karczewski.

Jak dodał, jeśli chodzi o przepisy dot. sądownictwa „podobają mu się te propozycje, które uruchamiają społeczne zaangażowanie – czyli – wprowadzenie ławników i instytucji skargi nadzwyczajnej”.

„To ciekawa propozycja, choć wymaga ona dopracowania” – ocenił.

Marszałek Senatu odniósł się również do prezydenckiego projektu ustawy o KRS. Pytany, czy wyobraża sobie taki wariant zapisu projektu, że nowi członkowie KRS zaczną kadencję dopiero po zakończeniu tej, która trwa w tej chwili odparł: „Będziemy o tym rozmawiać, nie osiąga się kompromisu, jeśli się nie siądzie do rozmów”.

Pytany, czy do tych rozmów powinni dołączyć politycy opozycji, Stanisław Karczewski przypomniał, że prezydent Andrzej Duda spotkał się już z przedstawicielami wszystkich klubów, które zasiadają w parlamencie. Zauważył, że w momencie, gdy Andrzej Duda miał już przygotowane projekty, Platforma „nie chciała rozmawiać z prezydentem”. Zdaniem marszałka, pokazuje to, że PO w kwestii przepisów o sądownictwie nie ma nic do zaoferowania i broni status quo.

Stanisław Karczewski był też pytany, czy nie obawia się możliwych ponownych protestów społecznych – przed gmachami Sejmu, Senatu, Sądu Najwyższego i Pałacu Prezydenckiego – w związku z proponowanymi przez PiS i przez prezydenta przepisami dot. sądownictwa. Takie protesty odbywały się w lipcu podczas prac nad projektami PiS dot. reformy sądownictwa.

„Polityk i chirurg niczego nie powinien się bać. Nie wszyscy się zgadzają z tym, co chcemy wprowadzić. My chcemy faktycznych zmian. Z protestami należy się liczyć, ale to nie ulica – jak mówiła kiedyś b. premier Ewa Kopacz – decyduje o zmianach i o podejmowaniu decyzji legislacyjnych, tylko parlament” – powiedział Stanisław Karczewski.

„Jako polityk będę brał pod uwagę te protesty, ale nie możemy ulegać presji. Protesty się zdarzają, są elementem demokracji” – podkreślił.

Chcemy wprowadzać dobre rozwiązania, oczekiwane przez społeczeństwo, aprobowane przez 80 proc. obywateli.

„Gdybyśmy tego nie zrobili, byłoby tak, jak chciałby b. prezes Trybunału Konstytucyjnego, Andrzej Rzepliński, który powiedział, że trzeba zmienić wszystko, żeby wszystko zostało po staremu” – zauważył Stanisław Karczewski

Marszałek ocenił, że choć w związku z inicjatywą prezydenta prace nad przepisami dot. Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa się przedłużą, to nadal jest szansa, że zostaną one uchwalone do świąt Bożego Narodzenia.

 PAP/RIRM

drukuj