fot. flickr.com

Podlaskie: protest rolników w Biebrzańskim Parku Narodowym ws. dzierżawy łąk

Ok 30. rolników z ruchu „Dolina Biebrzy Przyjazna Człowiekowi-Rolnikowi” protestowało we wtorek przed siedzibą Biebrzańskiego Parku Narodowego w Osowcu-Twierdzy (Podlaskie) przeciwko warunkom przetargu na dzierżawy łąk w parku, które – w ich ocenie – dyskryminują ich.

Na parkingu protestujący wysypali obornik, mieli też ze sobą taczkę – jak napisali – „dla dyrektora parku, który zapomniał o rolnikach z doliny Biebrzy”. Domagali się odwołania dyrektora Andrzeja Grygoruka.

Dyrektor Grygoruk odpowiada, że warunki przetargu są określone ustawowo i się do nich stosuje.

Biebrzański PN jest największym parkiem narodowym w Polsce – ma 59 tys. ha. Chroni jedne z najcenniejszych w Europie obszarów bagiennych.

W marcu park przeprowadził przetarg nieograniczony na dzierżawę ok. 3,5 tys. ha bagiennych łąk. Przetarg ogłoszono, bo skończyły się wcześniejsze, kilkuletnie umowy z dzierżawcami. Park wystawił do przetargu 66 działek; najmniejsza ma ok. 0,3 ha, największa – ponad tysiąc ha. Wybrano dzierżawców, umowy z nimi nie są jeszcze podpisane – poinformował PAP we wtorek dyrektor Grygoruk.

Umowy mają być zawarte na kilka lat – do 2024 lub 2025 r. Dzierżawca musi w określonych terminach kosić łąki, zebrać biomasę. Za dzierżawę dzierżawca płaci parkowi czynsz dzierżawny, ale może się też starać o unijne dopłaty rolno-środowiskowe.

Ryszard Waszkiewicz, jeden z organizatorów protestu powiedział PAP, że zasady i warunki przetargu na dzierżawy określone przez park są „nie do przyjęcia” dla miejscowych rolników. Mówi, że rolnicy są wykluczeni z udziału w tym przetargu chociażby przez zbyt wysokie ceny wywoławcze, wadia, a także zbyt duże powierzchnie działek.

„Przede wszystkim jest za drogo (…) Cena minimalna jest za wysoka, firmy zewnętrzne podbijają to” – powiedział Waszkiewicz.

Dyrektor Grygoruk tłumaczy, że warunki przetargu są określone w ustawie o ochronie przyrody.

„Ja mogę tylko oddać w użytkowanie grunt za pomocą przetargu nieograniczonego, pisemnego, bądź ustnego (…) wszyscy mogą do tego przetargu stanąć” – odpowiada.

Dyrektor wyjaśnił, że np. wystawiony do dzierżawy kompleks o powierzchni nieco ponad 1 tys. ha nie może być podzielony na mniejsze działki, bo to miejsce o szczególnych walorach przyrodniczych, które jest koszone zaledwie 2-3 razy w sezonie pięcioletnim.

Dyrektor przypomina, że łąki wystawiane do dzierżaw to nie są łąki uprawne, z których zbiera się wartościową paszę dla zwierząt.

„Są to dzikie łąki o naturalnej roślinności, zwykle o strukturze kępowej, turzycowiska” – tłumaczy Grygoruk. Podkreśla, że koszenie takich miejsc jest potrzebne biebrzańskiej przyrodzie, bo z zarastających terenów migrują np. rzadkie gatunki ptaków wodno-błotnych, dla których park jest ostoją. Łąki te można kosić po sezonie lęgowym ptaków, biomasę często można zwozić dopiero zimą, gdy miejsca te zamarzną.

Grygoruk przyznaje, że rozwiązaniem problemu mogłyby być zmiany ustawowe, które miejscowym rolnikom dawałyby pierwszeństwo w staraniu się o dzierżawy w formule przetargu ograniczonego.

Rolnicy nie są także zadowoleni z tego, że Biebrzański PN wykupuje i przejmuje na własność Skarbu Państwa grunty objęte parkiem, należące do prywatnych właścicieli. Ryszard Waszkiewicz mówi, że przez działania parku windowane są ceny za takie grunty, przez co nie mogą ich nabywać rolnicy. Dodał, że problemami rolników zainteresowała się sejmowa komisja rolnictwa.

Grygoruk powiedział, że obecnie ponad jedna trzecia powierzchni parku (36 proc. – 21 tys. ha) to grunty prywatne. Dodał, że park jest w stanie kupić rocznie ok. 300 ha gruntów, bo takie jest zadanie parku określone w ustawie.

„Rolnicy się obrażają, że my im zabieramy. My nic nie zabieramy. Ci, co sprzedają, nie wiedzą nawet, gdzie te działki są położone, nigdy nie byli na tych działkach, a jeżeli byli to ze swoimi dziadkami i nie użytkują tego od wielu lat. My musimy walczyć z sukcesją (zarastaniem-PAP) tych terenów, bo taki jest cel parku” – dodaje Grygoruk.

PAP/RIRM

drukuj