fot. wikipedia

[NASZ WYWIAD] T. Hanejko: W niemieckim obozie zagłady w Bełżcu w ciągu kilku miesięcy śmierć poniosło pół miliona osób

Niemcy wybudowali najpierw drewnianą komorę gazową, a później dwa razy większą betonową. W ciągu kilku miesięcy śmierć poniosło około pół miliona osób. O Niemieckim Nazistowskim Obozie Zagłady w Bełżcu z portalem Radia Maryja rozmawia dyrektor tamtejszego Muzeum Miejsca Pamięci, historyk Tomasz Hanejko.

 

Radio Maryja: Dlaczego Obóz Zagłady został zlokalizowany akurat w tym miejscu – blisko dzisiejszej granicy z Ukrainą?

Tomasz Hanejko: Na to złożyło się wiele czynników. Z punktu widzenia Niemców lokalizacja podyktowana była położeniem linii kolejowej, czyli łatwością dostarczania na teren obozu ludności żydowskiej. Największe skupiska ludności żydowskiej w przedwojennej Polsce mieściły się na wschodzie – centralna i wschodnia Polska. Przez Bełżec przebiega linia kolejowa, która w okresie przedwojennym łączyła Warszawę przez Lublin ze Lwowem. Z kolei poprzez stację węzłową w Rawie Ruskiej było doskonałe połączenie z Krakowem tak że te linie kolejowe były kluczowe dla późniejszego funkcjonowania Obozu Zagłady. Nie bez znaczenia był również fakt, że w 1940 roku, w momencie, gdy funkcjonował pakt Ribbentrop-Mołotow w Bełżcu zlokalizowany był wielki obóz pracy dla Żydów, którzy mieli za zadanie wykonać zabezpieczenie linii granicznej poprzez wykopanie rowu przeciwczołgowego i usypanie wału. Przez kilka miesięcy ten rów przeciwczołgowy budowało 10 tys. Żydów na odcinku 50 km. Dlatego też obszar ten był dobrze rozpoznany przez Niemców. Granica z paktu Ribbentrop-Mołotow przebiegała dokładnie przez teren, na którym obecnie znajduje się upamiętnienie, a wcześniej Obóz Zagłady, tak więc dużo korzystnych czynników z punktu widzenia Niemców na to wpłynęło.

Czy Żydzi przywiezieni na teren obozu spodziewali się, co ich czeka?

Cała procedura – akcja Reinhardt, skierowana przeciwko ludności żydowskiej w Generalnym Gubernatorstwie, była pomyślana w ten sposób, aby ofiary od początku aż do samego końca nie miały świadomości, jaki los je spotka. Oczywiście były to założenia teoretyczne. Im dłużej trwała procedura zagłady, tym te informacje na temat tego, czym jest Bełżec, co się tutaj dzieje, jaki jest los ludzi, którzy tutaj trafiają siłą rzeczy się rozprzestrzeniała, co w sposób oczywisty dla Niemców powodowało coraz to większe trudności z wyłapywaniem tej ludności, ponieważ Żydzi próbowali się ukrywać, ratować swoje życie za wszelką cenę, wiedząc już, jaki los jest im przeznaczony.

Jak wyglądała procedura przyjęcia na teren obozu?

Można powiedzieć, że Sam obóz w swoim kształcie był strukturą dość prymitywną. Tutaj główną rolę odgrywały budynki komory gazowej, rozbieralni, sortowni, budynki przeznaczone dla załogi – to wszystko były baraki drewniane, które w częściach zostały tutaj przewiezione, teren został ogrodzony drutami kolczastymi. Natomiast procedura, która obowiązywała na terenie obozu została pomyślana przez pierwszego komendanta tego obozu Christiana Wurtha – Oficera Policji Kryminalnej w Stuttgarcie w Niemczech, który był odpowiedzialny za zorganizowanie tego miejsca. Teraz powiem, jak to wyglądało. Ludzi przewożono w wagonach towarowych, najczęściej ładowano ich tylu, ilu po prostu się zmieściło, pociąg przyjeżdżał na stację kolejową, wagony były odczepiane. Wewnątrz obozu rampa kolejowa miała ograniczoną pojemność, więc wybierano tyle wagonów, ile mogło się zmieścić wewnątrz obozu, przetaczano je do środka, zamykano bramę, całość składu otaczana była przez strażników, wypędzano ludzi na zewnątrz, wygłaszane było jeszcze do nich przemówienie, w którym chodziło o to, by ich uspokoić, mówiąc, że trafili do obozu pracy, że każdy będzie zatrudniony w swym zawodzie, po czym odbywała się procedura, polegająca na tym, że mężczyźni byli kierowani do rozbieralni, natomiast kobiety i dzieci do budynku fryzjerni, gdzie obcinano im włosy. Po odebraniu rzeczy osobistych, po rozebraniu się do naga ludzie byli pędzeni do budynku komory gazowej, która była połączona z silnikiem z czołgu – kolektor  wydechowy silnika z czołgu łączył się z rurkami wodociągowymi, które były porozciągane wewnątrz komory gazowej i ludzie zabijani byli tlenkiem węgla. Ta cała procedura trwała około pół godziny, po zatruciu tych wszystkich osób zwłoki były wyciągane na zewnątrz, rzucane do masowych grobów.

Czy były podejmowane próby ucieczki?

Tak, takie próby podejmowane były od samego początku istnienia tego obozu, o czym wiem. Trudno oszacować, ile osób podjęło taką próbę, ale wiemy tylko o dwóch osobach, którym się to udało. One przeżyły wojnę i opowiedziały coś więcej na temat swoich przeżyć i doświadczeń na terenie obozu. Byli to Rudolf Reder – mieszkaniec przedwojennego Lwowa i Chaim Hirszman z Janowa Lubelskiego.

Czy udało się dochować całkowitej tajemnicy o funkcji, jaką spełniał obóz?

Nie udało się. Świadomość na temat tego, co działo się w obozie, im dłużej funkcjonowało to miejsce, tym bardziej się rozszerzała. Należy zwrócić uwagę, że obóz praktycznie przylegał do głównej linii kolejowej, którą codziennie jeździły pociągi osobowe do Lwowa. Te informacje rozprzestrzeniały się poprzez kolejarzy zatrudnionych na kolei, mieszkańców okolicznych miejscowości, którzy w jakichś celach handlowych przemieszczali się do większych miast. W pewien sposób ta tajemnica była fikcją. Może w większym stopniu w początkowym okresie była to tajemnica – dla osób, które znajdowały się w gettach ze względu na pewną izolację, ale tutaj zagrał ten czynnik, że ludzie nie dopuszczali do siebie myśli, że wszyscy bez wyjątku Żydzi są skazani na śmierć, że eksterminacja ma charakter totalny, że wszyscy Żydzi mają stracić życie. Było to bezprecedensowe. Musiał upłynąć jakiś czas, zanim dopuścili to sobie do świadomości.

Ile szacunkowo osób zginęło w obozie?

Szacunkową liczbę przyjmujemy na około pół miliona. Obóz działał stosunkowo krótko, ponieważ jego działanie rozpoczęło się w połowie marca 1942 roku i funkcjonował do końca tego roku, to znaczy przyjmował transporty. Wiemy mniej więcej, jakie ilości ludzi mogły jednorazowo zginąć w komorach gazowych. W ciągu okresu funkcjonowania obozu Niemcy wybudowali najpierw drewnianą komorę gazową, a później dwa razy większą betonową. W momencie, gdy wiedzieli, że będą docierały coraz większe transporty, to w pierwszej komorze gazowej, która funkcjonowała na wiosnę 1942 roku, mogło zginąć około 350 osób w ciągu jednego cyklu, który zajmował od pół godziny do godziny. Natomiast w drugiej komorze, betonowej, mieściło się już około 700 osób. Komory ucharakteryzowane były w ten sposób, aby swoim wyglądem przypominały łaźnię. Dlaczego taki wygląd? Większość niemieckiej załogi, uczestników tej operacji, brała wcześniej udział w akcji T4, która skierowana była przeciwko chorym psychicznie i niepełnosprawnym z terenu III rzeszy. W kilku szpitalach psychiatrycznych do sierpnia 1941 roku zamordowano około 70 tys. chorych Niemców. Tam mord odbywał się w łaźniach szpitalnych przekształconych na komory gazowe. Można to tak powiązać.

Kto wchodził w skład załogi obozowej?

Wspomniałem wcześniej o komendancie. W obozie działała załoga niemiecka – to przedział 20-30 Niemców, około 100 byłych jeńców z Armii Czerwonej wyszkolonych w specjalnym obozie szkoleniowym SS w Trawnikach i komanda robocze składające się z Żydów, około 500 osób. Czyli Niemcy wykorzystywali Żydów wybierając tych najsilniejszych do wykonywania najgorszych czynności – czyli kopania masowych grobów, wyciągania zwłok z komór gazowych.

A jaka jest różnica między słynnym Cyklonem B a wykorzystanym w Bełżcu silnikiem Diesla?

W Bełżcu na początku, gdy przygotowywano obóz, również przetestowano Cyklon B, czyli ziemię okrzemkową nasyconą cyjanowodorem. Aby spełnił on swoją rolę, potrzebuje odpowiednio wysokiej temperatury powietrza. Musimy pamiętać, że Obóz Zagłady w Bełżcu dekonstruowany był od późnej jesieni do późnej zimy 1942 roku, gdzie te temperatury były niskie. Eksperymenty, które przeprowadzono z Cyklonem B były niepomyślne, dlatego finalnie zdecydowano się na użycie tlenku węgla. Najprostszym sposobem, aby go wyprodukować było użycie silnika spalinowego o odpowiednio dużych gabarytach, który był w stanie wyprodukować sporą ilość tego gazu. Łatwo było dostarczać paliwo na teren obozu. Nie wiązało się to z komplikacjami logistycznymi. Niemcy poszli po najniższej linii oporu.

Jakiej narodowości były osoby przywożone do obozu?

Obóz powstał jako miejsce masowej zagłady ludności żydowskiej, jednak wiemy o tym, że trafiła tutaj pewna ilość Romów, nie jesteśmy w stanie określić tej liczby. Wiemy również, że niewielkie liczby Polaków mogły tutaj trafiać też w rożnych okolicznościach, czy to złapanych w trakcie akcji deportacyjnych Żydów, czy za pomoc im, jak również z innych powodów. Nie ma praktycznie żadnych oryginalnych dokumentów, które zostały wytworzone w samym obozie czy komendanturze – wszystko zostało zniszczone.

Jak wyglądała likwidacja obozu?

Zacieranie śladów po obozie zagłady rozpoczęło się z początkiem 1943 roku. Głównym celem była likwidacja zwłok z masowych grobów. Wiązało się to z pewnymi problemami, które pojawiły się w lecie 1942 roku, gdy podczas upalnych dni letnich Niemcy, można powiedzieć, stracili kontrolę nad masowymi grobami. Musimy mieć świadomość, że to były olbrzymie doły, które miały głębokość 5-6 metrów, po kilkadziesiąt metrów szerokości i długości, wypełnione w całości zwłokami ludzi, więc w wysokiej temperaturze te zwłoki zaczynały puchnąć, te groby otwierały się i w promieniu kilkunastu kilometrów można było wyczuć potworny smród rozkładu ciał. Tak więc Niemcy w momencie likwidacji obozu skupili się przede wszystkim na zatarciu śladów. Zwłoki były wyciągane z masowych grobów i spalane na specjalnych rusztach wykonanych z szyn kolejowych, popiół był wrzucany z powrotem do tych masowych grobów i do dnia dzisiejszego na terenie upamiętnienia, na tym miejscu, gdzie znajdują się masowe groby, we wnętrzu są popioły tych ludzi, którzy zostali tutaj zamordowani. Finalnie rozłożono na części wszystkie budynki, teren splantowano, obsadzono młodymi drzewkami i to był koniec funkcjonowania tego miejsca. Natomiast teraz jednym z głównych zadań Muzeum Miejsca Pamięci w Bełżcu jest przywracanie wiedzy, pamięci i świadomości na temat tego, że jest to miejsce, gdzie zginęło pół miliona ludzi.

Z Dyrektorem Muzeum Miejsca Pamięci w Bełżcu Tomaszem Hanejko rozmawiała Paula Sikora-Malinowska.

Niemiecki Nazistowski Obóz Zagłady w Bełżcu (1942-1943)

Niemiecki Nazistowski Obóz Zagłady w Bełżcu (1942-1943) fot. flickr.com

Paula Sikora-Malinowska/RIRM

drukuj