Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe ma 20 lat

Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (MOPR) świętuje 20-lecie istnienia; w piątek w Mikołajkach z tej okazji odbędą się m.in. pokazy ratownicze, a służba otrzyma sztandar. Zanim powstał MOPR bezpieczeństwa na Szlaku Wielkich Jezior pilnowali ochotnicy.

„Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe jest jedną z najlepiej przygotowanych wodnych służb ratowniczych w Polsce” – mówił dyrektor biura MOPR Jarosław Sroka i dodał, że na co dzień służba ta zatrudnia 20 profesjonalnie wyszkolonych ratowników, którzy są w stanie nieść pomoc na wodzie w każdych warunkach pogodowych, zarówno w dzień, jak i w nocy.

Główna baza MOPR znajduje się w giżyckiej ekomarinie. Stacje ratownicze usytuowane są w miejscach najczęstszych wypadków wodnych – tak aby dotarcie do nich drogą wodną nie przekraczało 15 minut.

„Nie tylko czas dopłynięcia do poszkodowanych decydował o rozmieszczeniu poszczególnych placówek. Duży wpływ miała również topografia poszczególnych jezior” – wyjaśnił Jarosław Sroka.

Stacje całoroczne MOPR są w Harszu – Skłodowie, Giżycku, Mikołajkach i Piszu – Łupkach, a stacje sezonowe w Sztynorcie, Rynie i Wierzbie. Stacje sezonowe działają całodobowo od 1 czerwca do 30 września.

Ratownicy mają do dyspozycji profesjonalne łodzie ratownicze typu RIB ze sztywnym dnem i burtami wykonanymi z materiału typu Hypalon, co pozwala na bezpieczne podjęcie poszkodowanych z wody. Łodzie te wyposażone są w niezbędny sprzęt do ratownictwa wodnego (m.in. rzutki rękawowe, koła ratunkowe) oraz torbę opatrunkową, torbę tlenową, deskę ortopedyczną, szyny do unieruchamiania złamań, worek samorozprężalny do prowadzenia resuscytacji-krążeniowo oddechowej. W składzie każdej 3-osobowej załogi są ratownicy, z których co najmniej jeden posiada uprawnienia płetwonurka.

„Nie da się policzyć, ile istnień ludzkich ocaliliśmy. Bardzo wiele. Zdarzają się akcje, gdy cała załoga łodzi wpada do wody i choć ma na sobie kamizelki ratunkowe i pozornie wszystko jest w porządku to jednak w zimnej wodzie szybko mogą się wychłodzić, co w konsekwencji stanowi zagrożenie życia” – powiedział PAP dyrektor biura MOPR.

MOPR nie tylko ratuje ludzi, których życie jest w niebezpieczeństwie, ale także wykonuje tzw. akcje techniczne, np. wyciąga jachty z mielizn, trzcin czy kamieni, stawia wywrócone jachty lub wydobywa je z dna, czy holuje zepsute łodzie.

„Do takich zadań służą nam kutry ratownicze typu Conrad 900. Są to jednostki o bardzo dużej sile uciągowej, co przy ciągle zwiększającej się liczbie tzw. houseboatów, jest niezmiernie ważne” – stwierdził Jarosław Sroka.

Większość łodzi MOPR wyposażonych jest w plotery nawigacyjne z mapą cyfrową jezior, sonary, radary oraz kamery termowizyjne.

Zimą, gdy mazurskie jeziora skute są lodem, ratownicy korzystają z poduszkowców – MOPR ma trzy poduszkowce ratowniczo-patrolowe oraz skuter śnieżny.

„Przez cały rok szkolimy też młodzież i organizujemy pogadanki dla dzieci, młodzieży, osób dorosłych oraz wszystkich chętnych, którzy chcieliby nauczyć się udzielania pierwszej pomocy” – dodał.

Zanim na mazurskich jeziorach pojawili się profesjonalni ratownicy na Szlaku Wielkich Jezior działały rejonowe WOPR-y, które nie posiadały specjalistycznego sprzętu, a ludzie pracowali ochotniczo.

„Większość ówczesnych łodzi mogła wypływać w warunkach, gdy wiatr nie przekraczał 5 stopni w skali Beauforta. Praca ratowników-ochotników nie była zintegrowana, a ludzie mogli wypłynąć z pomocą tylko wtedy, gdy akurat mieli wolne od swoich spraw służbowych” – powiedział Jarosław Sroka.

Największą i najtrudniejszą akcją w historii MOPR był tzw. biały szkwał, który 21 sierpnia 2007 roku przetoczył się przez Mazury.

„O godzinie 14:27 dostaliśmy pierwsze zgłoszenia o wywrotkach, akcja ratownicza trwała do 17:30, następnie przystąpiono do akcji poszukiwawczej oraz akcji technicznych mających na celu podniesienie zatopionych jednostek. Akcje trwały dwa tygodnie. Każdego dnia brało w nich udział kilkudziesięciu ratowników. Wiatr wywrócił 40 jednostek, na których przebywało ponad 130 osób. Nawałnicy nie przeżyło 13 osób” – mówił.

PAP/RIRM

drukuj