fot. PAP/Rafał Guz

K. Szczerski: prezydentowi zależy, aby szczyt NATO pokazał jedność Sojuszu

Dla prezydenta Andrzeja Dudy ważne jest, aby szczyt NATO był „szczytem jedności transatlantyckiej”, aby z Warszawy poszedł sygnał o jedności, szczególnie w obliczu podziałów ujawnionych po referendum w Wielkiej Brytanii – powiedział PAP prezydencki minister Krzysztof Szczerski.

„Szczyt NATO w Warszawie jest zwieńczeniem pierwszego roku międzynarodowej aktywności prezydenta” – podkreślił Krzysztof Szczerski.

Jak zauważył, rok temu nie było wiadomo, jak będą przebiegały rozmowy przygotowujące porozumienie na szczyt, czy nie dojdzie do sytuacji, że ważne kwestie będą decydowane w ostatniej chwili, już na szczycie w Warszawie.

Podkreślił, że celem prezydenta Dudy było, aby warszawski szczyt był „szczytem jedności transatlantyckiej”.

„Dla prezydenta było i jest ważne, aby z Warszawy poszedł sygnał o jedności NATO. Szczególnie ważne jest to dziś w obliczu podziałów, które się ujawniły po referendum w Wielkiej Brytanii” – zaznaczył prezydencki minister.

Jak mówił, chodziło o pokazanie społeczeństwom państw członkowskich NATO, że Sojusz wraca do swej podstawowej funkcji, jaką jest kolektywna obrona terytoriów państw członkowskich.

Zaznaczył, że celem Polski było, aby podczas szczytu NATO w Warszawie dokonało się przejście od modelu wzmocnienia wschodniej flanki przyjętego na szczycie w Newport – który polegał na tym, że w razie zagrożenia Sojusz będzie wspierał kraje wschodniej flanki siłami rozlokowanymi w Europie – do modelu Newport Plus, zgodnie z którym siły NATO są obecne w krajach wschodniej flanki.

„Prezydent chciał doprowadzić do tego, żeby doceniając decyzje szczytu w Walii, pójść o krok dalej. Prawdziwa obrona i odstraszanie polega na obecności NATO; to miał być ten przełom, którego prezydent oczekiwał i który budował, aby w Warszawie przejść do sytuacji, kiedy wzmocnienie wschodniej flanki będzie polegać na obecności NATO we wschodniej flance, a nie tylko jej doraźnym wspieraniu” – powiedział Szczerski.

Jak przekonywał, kluczem do wypracowania decyzji o obecności sił NATO w naszym regionie było spotkanie prezydentów dziewięciu krajów wschodniej flanki NATO w listopadzie 2015 roku w Bukareszcie na wspólne zaproszenie prezydentów Polski i Rumunii.

„Udało się tam wynegocjować fundamentalny dokument – deklarację, która bardzo wyraźnie mówiła, że nawet, jeśli kraje NATO mają indywidualne oczekiwania co do struktury obecności NATO na ich terytoriach, to solidarnie popierają starania krajów, które się o taką obecność ubiegają” – podkreślił minister.

W połowie czerwca w Brukseli ministrowie obrony państw członkowskich otrzymali pakiet opcji i rekomendacji dla wzmocnienia odstraszania i obrony na wszystkich kierunkach wokół terytorium państw NATO.

Jego rdzeniem jest plan działań na rzecz gotowości, przyjęty na ostatnim szczycie w Newport w Walii. Innym elementem pakietu jest wzmocniona wysunięta obecność we wschodniej części Sojuszu. W połowie czerwca ministrowie obrony NATO potwierdzili decyzję o rozmieszczeniu w Polsce i krajach bałtyckich czterech batalionowych grup bojowych, czyli wzmocnionych i samodzielnych batalionów w sile ok. 1000 żołnierzy każdy.

Bataliony mają zostać rozmieszczone na początku 2017 r. i pozostać w Polsce i krajach bałtyckich – jak to ujął jeden z dyplomatów – tak długo jak będzie tego wymagała sytuacja.

Prócz batalionów NATO w Europie Środkowo-Wschodniej na zasadzie rotacyjnej mają przebywać także żołnierze Stanów Zjednoczonych. Uzgodnienia w tej sprawie Waszyngton prowadzi z poszczególnymi państwami na zasadzie bilateralnej. Najsilniejsze państwo Sojuszu ma rozmieścić w naszym regionie ekwiwalent brygady pancernej. Warszawa chce, by jej dowództwo znalazło się w Polsce. W naszym kraju powstanie też – decyzja NATO już zapadła – sojusznicze dowództwo na szczeblu dywizji, które będzie dowodziło jednostkami rozmieszczonymi w Polsce i sąsiednich państwach.

RIRM/PAP

drukuj