fot. PAP/Andrzej Grygiel

G. Tobiszowski podziękował ratownikom z CSRG za udział w akcji w Stonawie

Wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski podziękował dziś ratownikom z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu (CSRG) za udział w akcji po grudniowej katastrofie w czeskiej kopalni w Stonawie. W wyniku wybuchu metanu zginęło tam 13 górników, wśród nich 12 Polaków.

Jak powiedział, ratownicy z CSRG, którzy na co dzień wykazują się profesjonalizmem, gotowością i dyspozycyjnością w niesieniu pomocy, podczas akcji w Stonawie potrafili też dobrze współpracować z kolegami z Czech – aktywnie, ale też subtelnie.

„Pokazaliśmy, że mogą na nas liczyć i rzeczywiście doprosili nas do akcji ratowniczej w pierwszych godzinach, nawet z naszego sprzętu skorzystano, pierwszy zastęp jak dojechał, od razu udał się na dół (…) Później, po tym jak Czesi podjęli decyzję, że na jakiś okres przerywają akcje ratowniczą, pan prezes CSRG ze swymi służbami był aktywny, ale elegancko aktywny” – powiedział wiceminister.

Grzegorz Tobiszowski ocenił, że Czesi mają do polskich ratowników wiele szacunku – na każdym etapie konsultowali swoje plany prowadzenia akcji ratowniczej, przekazywali je do zatwierdzenia – nawet w drugim tegorocznym etapie akcji, w której już polscy ratownicy nie brali bezpośredniego udziału. Według niego, wszystko to potwierdza wysoką jakość polskiego systemu ratownictwa górniczego.

Prezes CSRG Piotr Buchwald ocenił, że akcja w Stonawie była bardzo trudna ze względu na panujące w rejonie katastrofy warunki i wymagała dużego doświadczenia oraz wiedzy służb ratowniczych. Brało w niej udział ponad sto zastępów ratowniczych (530 osób), wśród nich 16 zastępów z Bytomia.

„Akcja była prowadzona w wysokiej temperaturze, w atmosferze niezdatnej do oddychania, trzeba było wszystkich prowadzić w aparatach. Pamiętam chyba drugą dobę, gdy ratownicy doszli do tej ściany (wydobywczej – PAP), gdzie było uwięzionych czterech górników i nie mogli się przedostać dalej z uwagi na to, że pół ściany stanęło w ogniu” – opisywał prezes. Sytuację utrudniały także utrzymujące się w wyrobiskach wysokie stężenia metanu.

Piotr Buchwald mówił, że decyzja o wysłaniu polskich ratowników do czeskiej kopalni zapadła po krótkiej rozmowie z wiceministrem Grzegorzem Tobiszowskim, który konsultował tę sprawę z szefem polskiego rządu, a ten – z premierem Czech. Polacy byli na miejscu po 1,5 h. Prezes zaznaczył, że samo prowadzenie akcji należało do Czechów i to oni wydawali polecenia, polskie zastępy pomagały. W drugim etapie akcji, w ostatnich tygodniach, kiedy wydobyto resztę ciał, brali udział już sami Czesi. Polacy byli w sztabie akcji. Prezes CSRG zatwierdzał wcześniej plan otwarcia odizolowanych wcześniej wyrobisk.

Jeden z ratowników uczestniczący w akcji ocenił, że czeska kopalnia nie różni się od tych, które miał okazję obejrzeć w Polsce.

„Dostaliśmy wiadomość, co się stało, o zakresie wybuchu, że jest niebezpiecznie, że nadal są wysokie stężenia metanu i że grozi to ponownym zapaleniem lub wybuchem. Co mogliśmy zrobić, to robiliśmy. Czekaliśmy na dalszy rozwój sytuacji” – powiedział i dodał, że na początku akcji polscy ratownicy np. budowali tamę w wyrobisku.

Podczas spotkania prezes CSRG wspominał także akcję po ubiegłorocznym silnym wstrząsie w kopalni Zofiówka, zaliczaną do najtrudniejszych w ostatnich kilkudziesięciu latach w polskim górnictwie. W wyniku silnego wstrząsu zginęło wówczas pięciu górników, tąpnięcie zniszczyło ponad 500 metrów wyrobisk. Prześwity w chodnikach, którymi poruszali się ratownicy wynosiły kilkadziesiąt centymetrów, sama akcja trwała dwa tygodnie – przypomniał.

Do wypadku w czeskiej kopalni CSM Stonawa w Stonawie koło Karwiny doszło 20 grudnia 2018 r. po południu. W wyniku zapalenia i wybuchu metanu ponad 800 metrów pod ziemią zginęło 13 górników, w tym 12 Polaków. Ciało jednej z ofiar wydobyto krótko po tragedii, a zwłoki trzech kolejnych górników – 23 grudnia. Ze względu na panujące w kopalni ekstremalne warunki rejon katastrofy odgrodzono trzeba było odgrodzić od pozostałych wyrobisk specjalnymi tamami.

Dopiero w kwietniu ratownicy po raz pierwszy weszli w rejon wybuchu. Najpierw wydobyto ciało jednego górnika, następnie kolejne cztery. Ponieważ ostatnie cztery ciała ofiar wybuchu znajdowały się w innym miejscu chodnika, potrzebne były dodatkowe prace przygotowawcze. Czterech ostatnich górników ratownicy wydobyli 11 maja. Jak mówił dziś Piotr Buchwald, już w styczniu strona polska starała się przekonać Czechów, by wejść z rejon wybuchu to tak wcześnie, jak tylko możliwe. Jak najszybszego wydobycia domagały się także rodziny zmarłych.

Niezależnie od postępowania czeskiego nadzoru górniczego, w którym uczestniczą dwaj reprezentanci polskiego Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach, przyczyny katastrofy wyjaśnia prokuratura. W styczniu br. polscy i czescy śledczy podpisali międzynarodową umowę o powołaniu wspólnego zespołu dochodzeniowego w sprawie katastrofy. W jego skład wchodzą prokuratorzy i policjanci z obu krajów. Choć w obu państwach toczą się odrębne postępowania, wspólny zespół ma usprawnić wymianę materiału dowodowego i zapobiegać dublowaniu czynności. Dzięki niemu nie ma konieczności współpracy na podstawie międzynarodowej pomocy prawnej.

Wszczęte przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach postępowanie dotyczy „nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa zdarzenia w postaci pożaru oraz gwałtownego wyzwolenia energii związanego z wybuchem metanu, zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób, w tym kilkunastu obywateli RP, którego następstwem była śmierć co najmniej 12 obywateli RP, do którego doszło wskutek niedopełnienia obowiązków przez osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i higienę pracy”.

PAP/RIRM

drukuj