PAP/EPA

D. Trump ogłosił stan katastrofy w trawionej pożarami Kalifornii

Stan „poważnej katastrofy” w Kalifornii w związku z szalejącymi tam pożarami ogłosił w sobotę prezydent USA Donald Trump, zarządzając udostępnienie pomocy federalnej dla obszarów, które ucierpiały z powodu żywiołu – poinformował w niedzielę Biały Dom.

Prezydent „zarządził pomoc federalną, która ma stanowić uzupełnienie dla wysiłków podejmowanych na szczeblu stanowym (…) i lokalnym na rzecz obszarów dotkniętych przez pożary i silny wiatr od 23 lipca br.” – głosi wydany komunikat.

W praktyce oznacza to, że mieszkańcy, firmy, władze miast i hrabstw z tych terenów będą mieli ułatwiony dostęp do środków federalnych, pomocy w zakresie zaopatrzenia w żywność i innych programów pomocowych.

Pomoc może objąć „dopłaty do tymczasowego schronienia i napraw domów, niskooprocentowane kredyty na pokrycie nieubezpieczonych strat oraz inne programy pomagające mieszkańcom i firmom wyjść ze strat spowodowanych przez katastrofę” – wyjaśniono w oświadczeniu.

W sobotę liczba ofiar śmiertelnych pożarów trawiących północną Kalifornię wzrosła do siedmiu, a kolejnym mieszkańcom nakazano opuszczenie domów – poinformowali przedstawiciele lokalnych władz. Część pożarów szaleje w odległości ok. 140 km na północ od San Francisco.

W tym roku żywioł objął większy obszar i zrobił to szybciej niż było to zazwyczaj w kalifornijskim „sezonie pożarów”.

„Sezon pożarów dopiero się zaczyna” – ostrzegł Ken Pimlott ze stanowej agencji odpowiedzialnej za ochronę przed pożarami.

Gubernator Kalifornii Jerry Brown, który w sobotę odwiedził niektóre z dotkniętych obszarów, ocenił, że obecna sytuacja to „część większej tendencji, nowy stan normalności, z którym musimy sobie radzić”.

W minionym tygodniu pożary w Kalifornii strawiły powierzchnię ponad 117 tys. hektarów, czyli ponad dwukrotnie więcej, niż wynosi średnia z pięciu lat w tym okresie. Rozprzestrzenianiu się płomieni sprzyjają utrzymujące się w tym położonym nad Pacyfikiem stanie wysokie temperatury, niska wilgotność oraz wiatr.

PAP/RIRM

drukuj