PAP/Marcin Obara

B. urzędnik BGN: Były naciski, by wydawać 300 decyzji rocznie ws. reprywatyzacji warszawskich nieruchomości

Były naciski ze strony byłego dyrektora Biura Gospodarowania Nieruchomościami Jakuba R., by wydawać 300 decyzji rocznie ws. reprywatyzacji warszawskich nieruchomości – zeznał przed komisją weryfikacyjną b. urzędnik BGN Jerzy Pałysa. Komisja badała dziś sprawę dot. reprywatyzacji kamienicy przy ul.  Dahlbergha 5.

Kamienica przy ul. Dahlbergha 5 jest jedną z tych, które należą do znanego „kolekcjonera” warszawskich nieruchomości Marka M. W dalszym ciągu swoje udziały ma w niej także miasto stołeczne.

W grudniu 2006 r. prezydent m.st. Warszawy podjął decyzję o ustanowieniu użytkowania wieczystego na okres 99 lat na rzecz dwójki nowych właścicieli, w tym Marka M. Miasto zachowało 1/3 udziału w tej nieruchomości. W 2007 roku stołeczny ratusz wiedział już, że głównym celem Marka M. jest eksmisja lokatorów z kamienicy. Doprowadzić do niej miało wepchnięcie ich w spiralę zadłużenia.

– Sam szedł mu na rękę. Widać na tym Dahlbergha 5, gdzie miał wszelkie uprawnienia do tego, by współzarządzać nieruchomością, a jednak zarząd całkowicie oddał w ręce pana Mosalskiego, przyjaciela i wspólnika pana Marka M. Wiedział więc bardzo dobrze wiedział o tym, komu te nieruchomości oddaje – zaznaczyła Ewa Andruszkiewicz, członkini rady społecznej przy komisji ds. reprywatyzacji.

O planach Marka M. poinformował ówczesnego wiceprezydenta stolicy Andrzeja Jakubiaka burmistrz warszawskiej Woli Marek Andruk. Jak się jednak okazuje bezskutecznie. Także lokatorzy prosili o pomoc samą prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz.

– Wraz z lokatorami na spotkanie przybył radny m.st. Warszawy Paweł Terlecki z klubu Prawo i Sprawiedliwość. Zaskoczeniem dla lokatorów była reakcja prezydent na widok radnego Pawła Terleckiego, która podniesionym głosem powiedziała: „Ale zrobiliście sobie wejście, przecież dobrze wiecie, że z PiS-em nie rozmawiam” – powiedział Janusz Baranek, mieszkaniec Dahlberga 5.

Rzeczywiście do rozmowy nie doszło – dodał mieszkaniec kamienicy przy ul Dahlbergha 5. Po reprywatyzacji kamienicy rozpoczęły się nagminne nękania mieszkańców. Podniesiono czynsze, lokatorzy zmuszani byli do opuszczenia swoich mieszkań. Pomimo wielu interwencji lokatorów w ratuszu, miasto nie stanęło w ich obronie.

– Było zajętych 9 lokali mieszkalnych. Dziś zostaliśmy teoretycznie sami – zaznaczył Janusz Baranek.

Podczas przesłuchania świadka dużą arogancją wykazała się prawniczka reprezentująca stołeczny ratusz.

– Czy w tej chwili, w tej kamienicy, na temat której dzisiaj prowadzimy to postepowanie, to tylko Pana rodzina mieszka? – pytała prawniczka.

Po usłyszeniu twierdzącej odpowiedzi, kontynuowała:

– Czyli jeden lokator. Dzisiaj komisja obraduje – 9 szanownych członków, kilkadziesiąt osób obsługi – po to, żeby ewentualnie zająć się sprawą jednego lokatora – mówiła reprezentantka stołecznego ratusza.

W odpowiedzi, przewodniczący komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki podkreślił, że zadaniem komisji jest pomoc każdemu pokrzywdzonemu lokatorowi.

– Chciałem państwu powiedzieć, że jako przewodniczący tej komisji będę zdeterminowany do tego, żeby pomagać ludziom, nawet jeśli będzie chodziło o tak pogardliwie traktowanego przez państwa jednego człowieka. Władza publiczna jest od tego, żeby pomagać nawet jednemu człowiekowi – powiedział Patryk Jaki.

To pokazuje, że stołeczny ratusz stawał i stoi po stronie czyścicieli kamienic – zaznaczył przewodniczący komisji weryfikacyjnej minister Patryk Jaki.

– Będziemy jeszcze pokazywać to pismo. Sam ratusz nie pobrał od 2007 r. do dzisiaj ani złotówki z tej nieruchomości, czyli czyściciele kamienic nie wpłacili nic na konto ratusza, i nikt się o to nie upominał. Ratusz zamiast upominać się o swoje pieniądze, upominał się o pieniądze czyścicieli kamienic. To nieprawdopodobne – wskazał Patryk Jaki.

Faktycznie ratusz stawał po stronie czyścicieli. Były nawet naciski ze strony Jakuba R., byłego dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami. Były urzędnik BGN Jerzy Pałys zeznał przed komisją weryfikacyjną, że Jakub R. przy różnych okazjach, w tym składając życzenia świąteczne, życzył urzędnikom, by wydawali 300 decyzji zwrotnych rocznie i powołał się na decyzje Hanny Gronkiewicz-Waltz.

– Czyli z okazji niejako spotkania świątecznego pan Jakub R. wyraził dezaprobatę wobec jakości pracy urzędników, którzy zbyt mało decyzji zwrotowych na początku 2009 r. wydali, tak? – padło pytanie z komisji.

– I później stale było przypominane, że 300 decyzji, (…) stale tzn. przy  krótkich spotkaniach, takich informacyjnych – powiedział Jerzy Pałys.

W charakterze stron wezwany dziś został także tzw. „kolekcjoner” kamienic Marek M.

 

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj