fot. flickr.com

Politycy Prawa i Sprawiedliwości nie rezygnują z postulatu zlikwidowania branży futerkowej w Polsce

Przyszłość branży futerkowej wciąż pozostaje niepewna. Politycy Prawa i Sprawiedliwość nie rezygnują ze swoich postulatów, czego przykładem była wystawa pod hasłem „Niech futra przejdą do historii” zorganizowana w Parlamencie Europejskim. Walka o tzw. prawa zwierząt staje się tutaj wroga człowiekowi.

Spór o przyszłość polskiej branży futerkowej z Warszawy przenosi się do Brukseli.

– To, że polscy posłowie (mieniący się prawicowymi) w Parlamencie Europejskim – za naszą granicą – chcą rozwiązywać polskie spory i stają po stronie naszej zagranicznej konkurencji, po stronie obcego interesu, to się naprawdę nie mieści w głowie – mówi ekonomista dr Marian Szołucha.

Polska branża futerkowa jest druga w Europie i trzecia na świecie. Rocznie produkuje się tutaj ok. 9 mln skór. To branża zdominowana przez polski kapitał. Na zakazie hodowli w pierwszej kolejności zyskają Duńczycy.

– Po  2000 roku nie powstała w Polsce ani jedna ferma czysto zagraniczna i zaledwie jedna z mieszanym udziałem kapitału holenderskiego – wskazał dr Marian Szołucha.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości przekonują, że zakaz hodowli to mniej cierpienia dla zwierząt.

– Obrona zwierząt i troska o zwierzęta, ochrona przed rozmaitego rodzaju okrucieństwem jest jednym z wymiarów człowieczeństwa. Nie ma nic wspólnego ani z lewicą, ani prawicą, ani z centrum – podkreślił prof. Ryszard Legutko.

– Zwierzęta nie są męczone, tylko po prostu chodzi o hodowlę użytkową. Trzeba byłoby zapytać tych europosłów, czy nie mają czasem butów ze skóry zwierząt, skoro tak walczą z futrami – powiedział prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki.

To uderzenie w interesy ekonomiczne państwa – zaznaczył poseł Tomasz Rzymkowski z Kukiz’15.

– To jest 70 tys. miejsc pracy w Polsce. Jesteśmy potęgą pod tym względem, z czego przychody do globalnego naszego PKB to jest 2,5 mld złotych – powiedział.

Dlatego całkowita likwidacja branży futerkowej to kierunek dehumanizacji człowieka w imię tzw. praw zwierząt.

– Ja nie widziałem takiej wystawy organizowanych przez europosłów PiS choćby dotyczącej ochrony życia poczętego, a mamy wystawę o ochronie zwierząt. To jest uleganie skrajnej ideologii i głupocie – podkreślił Tomasz Rzymkowski.

Przy wystawie w Parlamencie Europejskim politycy PiS-u współpracowali z organizacją „Otwarte klatki”.

– Za atakiem na polskie hodowle futerkowe – oprócz biznesu i konkurencji, zagranicznej, pośredniej i bezpośredniej – stoją także organizacje i poglądy lewicowe, czyli takie, które chcą dehumanizować człowieka i humanizować przyrodę – wskazał dr Marian Szołucha.

A to – jak podkreślił dr Marian Szołucha – bardzo niebezpieczny kierunek i test na suwerenność państwa. Zaangażowanie ekoaktywistów nie musi skończyć się tylko na futrach.

– Kolejną branżą na celowniku stowarzyszenia „Otwarte klatki”, z którym właśnie europosłowie PiS-u współpracują przy tym projekcie, jest drobiarstwo – zaznaczył Robert Winnicki.

Hodowcy norek nie zamierzają składać broni. Możliwe są kolejne uliczne protesty.

TV Trwam News/RIRM

drukuj