fot. Ewa Sądej/Nasz Dziennik

Pojawią się przepisy regulujące kwestię bezpiecznej odległości między autami

Już niedługo za jazdę „na zderzak” będzie można dostać mandat. W przyszłym roku kwestię bezpiecznej odległości między samochodami regulować będą przepisy.

Czym jest jazda „na zderzak” wie prawie każdy kierowca. Dla tych wszystkich, którzy mają wątpliwości co to takiego, krótkie przypomnienie.

– Jazda na tak zwany zderzak, to tak naprawdę jazda zbyt blisko poprzedzającego nas pojazdu. Jest to bardzo niebezpieczne zachowanie, ponieważ nie daje nam, jako kierowcy szansy na jakąkolwiek reakcję w przypadku kiedy pojazd, który jedzie przed nami będzie musiał wykonać jakiś gwałtowny manewr – powiedział Maciej Świecichowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

Jazda „na zderzak” to dzisiaj plaga polskich autostrad i dróg ekspresowych. Odpowiedniej odległości nie zachowują kierowcy ciężarówek. Ale i widok niecierpliwych kierowców osobówek przekraczających prędkość i mrugających światłami innym, żeby zjechać im z drogi to codzienność. Ministerstwo Infrastruktury mówi „dość”. W przyszłym roku pojawią się przepisy regulujące kwestię bezpiecznej odległości między autami. Być może zaczerpniemy z doświadczenia niemieckiego. U naszych zachodnich sąsiadów prawidłowa odległość to połowa aktualnej prędkości.

Problemem zajęła się Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Polska w dalszym ciągu znajduje się wśród państw, w których uczestnicy ruchu drogowego narażeni są na wysokie ryzyko odniesienia ciężkich obrażeń w wyniku wypadku. W ubiegłym roku na każdej z naszych autostrad w wypadkach zginęło więcej ludzi niż rok wcześniej. Powód to nadmierna prędkość i jazda „na zderzak”.

– Najazd na tył samochodu jest bardzo niebezpieczny dla naszych kręgów szyjnych. Stwarza niewątpliwie bardzo duże zagrożenie dla zdrowia, głównie kręgosłupa – zaznaczył Ryszard Fonżychowski, ekspert motoryzacyjny.

Jazda ‘na zderzak’ to jedno, ale kierowcy nie mogą się doczekać wprowadzenia elektronicznych dokumentów. Dziś, jeśli policjant przyłapie nas na braku dokumentów za każdy z nich wystawia mandat w wysokości 50 złotych. Oznacza to, że jeśli zapomnimy kompletu wymaganego od kierowcy, zapłacimy 150 złotych. Sejm przegłosował już przepisy, dzięki którym dokumentów nie będziemy musieli mieć przy sobie. System ma być jednak wdrażany stopniowo.

– Niewątpliwie to rozwiązanie spowoduje większy komfort dla kierowców, którzy często będąc zapominalskimi wyjeżdżają bez dokumentów, szczególnie na krótką trasę. Także ten komfort będzie większy – wskazał

Ryszard Fonżychowski, ekspert motoryzacyjny.

Nowelizacja stosownej ustawy wejdzie w życie 4 czerwca. System nie tylko pozwoli na zostawienie dokumentów w domu, ale też będzie zawierał informacje o demontażu pojazdu.

TV Trwam News/RIRM

drukuj