fot. PAP/EPA

Pogłębia się kryzys w Wenezueli

Nicolas Maduro traci jednego z najważniejszych wojskowych sojuszników. Na stronę lidera opozycji Juana Guaidó przechodzi atasze wojskowy Wenezueli przy Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton poinformował, że pułkownik Pedro Chirinos, attache wojskowy Wenezueli przy ONZ oficjalnie uznał przywódcę opozycji wenezuelskiej Juana Guaidó, jako tymczasowego prezydenta. Przejęcie władzy przez Guaidó uznało ponad 40 państw i Parlament Europejski. Nie zaakceptowała go Rosja, która staje po stronie Nicolasa Maduro.

Tymczasem organizacja Amnesty International informuje, że wenezuelskie służby bezpieczeństwa zabijają i aresztują tych, którzy protestują przeciwko dyktaturze Maduro.

– 41 osób zginęło podczas pięciu dni protestów, które miały miejsce w Wenezueli od 21 do 25 stycznia. Prawie wszystkie ofiary śmiertelne zmarły od ran postrzałowych. W raporcie napisano, że 900 osób zostało aresztowanych – podała organizacja.

Kraj jest w poważnym kryzysie.

– Sytuacja w Wenezueli jest dramatyczna, już nie na poziomie politycznym, nie na poziomie podstawowym – życiowym[…], ale na poziomie klęski humanitarnej. Ludzie tam nie maja co jeść, nie mają podstawowych leków, czystej wody. To jest klęska humanitarna. Do tej pory wydawało się, że taka sytuacja może wystąpić tylko w krajach ogarniętych wojną lub tzw. krajach Trzeciego Świata – wskazuje dr Grzegorz Piątkowski, politolog.

Rząd Nicolasa Maduro nie chce wpuścić do kraju pomocy humanitarnej ze Stanów Zjednoczonych i oskarża, że to przykrywka dla interwencji wojskowej. Maduro rozkazał armii przygotować się do dodatkowego zabezpieczenia granicy z Kolumbią, gdzie zgromadzono tony żywności z USA.

Obok Wenezueli już niedługo sytuacja może się zaostrzyć także w biednej Boliwii, gdzie rządzi lewicowy prezydent Evo Morales.

Evo Morales, który zapowiadał, że nie będzie po raz kolejny kandydował na urząd prezydenta, decyzję swoją zmienił. Tymczasem w Boliwii w 2016 roku, w lutym dokładnie, odbyło się referendum, w trakcie którego większość, co prawda nieznaczna, ale jednak większość społeczeństwa (ponad 51 procent) opowiedziała się za tym, aby Morales nie mógł kandydować po raz kolejny – podkreśla prof. Cezary Taracha, hispanista z KUL.

Liderzy boliwijskiej opozycji sprzeciwiają się kandydowaniu prezydenta Evo Moralesa na czwartą kadencję. Tylko dwie kadencje przewiduje tamtejsza konstytucja. Opozycja zarzuca Moralesowi korupcję i marnotrawstwo środków publicznych. Ujawnione w ostatnich latach afery spowodowały znaczny spadek popularności Moralesa. Przeciwnicy prezydenta zapowiadają demonstracje.

TV Trwam News/RIRM

drukuj