fot. PAP

Płk. Szeląg: nie doszło do wybuchu na pokładzie TU-154M

Nie doszło do wybuchu na pokładzie rządowego samolotu TU-154M pod Smoleńskiem – poinformował na specjalnej konferencji płk. Ireneusz Szeląg.

Szef Prokuratury Wojskowej w Warszawie powiedział, że takie wnioski płyną z opinii uzupełniającej biegłych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji. Dokonali oni analizy próbek pobranych z pokładu samolotu, pnia brzozy oraz wbitych weń fragmentów metalu, jak i z ciał ofiar oraz miejsca katastrofy smoleńskiej.

– Na podstawie przeprowadzonych badań chemicznych stwierdzono, że w przekazanych do analizy próbkach pobranych podczas ekshumacji zwłok u ośmiu osób nie ujawniono śladów pozostałości materiałów wybuchowych: trotylu, heksogenu, oktogenu, nitrogliceryny, pentrytu, tetrylu, (…) oraz substancji będących produktami ich degradacji (…). W próbkach pobranych z powierzchni wytypowanych miejsc i elementów ze szczątków samolotu TU-154M nr. 101 oraz w próbkach kontrolnych nie ujawniono śladów pozostałości materiałów wybuchowych, o których mówiłem wcześniej oraz substancji będących produktami ich degradacji – mówił płk. Ireneusz Szeląg.

Biegli mieli nieskrępowany dostęp do miejsca katastrofy jak i miejsca przechowywania wraku samolotu – podkreślił płk. Szeląg. Ogłosił przy tym, że na podstawie oględzin uszkodzeń mechanicznych wraku i kadłuba oraz innych części biegli doszli też do wniosku, że nie ma na nich śladów po tzw. wybuchu punktowym, zaś na podstawie oględzin miejsca upadku samolotu stwierdzono, że nie noszą one cech jak po wybuchu przestrzennym.

Wnioski będą opublikowane na stronach internetowych WPO. Prokuratura poinformowała także, m.in. o opinii, która dotyczyła badania fragmentu brzozy oraz tkwiących w niech fragmentów metalowych.

– Na podstawie wykonanej analizy uszkodzeń fragmentów drewna oraz przeprowadzonych badań dowodowych fragmentów metali ujawnionych i zabezpieczonych z pnia biegli stwierdzili, że uszkodzenia te mogły być spowodowane przez skrzydło samolotu TU-154M nr. 101. Z pnia brzozy wydobyto drobne metalowe elementy, których struktura i skład pierwiastkowy odpowiadają stopom aluminium stosowanym, m.in. w lotnictwie do części konstrukcyjnych. Według biegłych trzy fragmenty metali ujawnionych w pniu brzozy najprawdopodobniej pochodzą właśnie z elementów konstrukcyjnych skrzydła samolotu TU-154M nr. 101. Co do kolejnych fragmentów metali, biegli nie mogą wykluczyć, że one pochodzą z tego samolotu – dodaje płk. Ireneusz Szeląg.

Opinia ta jednak nie daje pełnego obrazu dlaczego wysokospecjalistyczne detektory (użyte w Smoleńsku) kilkaset razy dawały wskazania pozytywne – stwierdził mec. Piotr Pszczółkowski.

– Sam fakt gołosłownego twierdzenia, że nie wskazano materiałów wybuchowych (w braku jednoczesnym przytoczenia) jakie substancje chemiczne miały dezinformować urządzenia, czyni tę opinię w sposób oczywisty niejasną i niepełną, wymagającą uzupełnienia. Stąd była inicjatywa rodzin, aby prokuratura zechciała najpierw doręczyć (co stało się dopiero dziś) odpis opinii, aby tą opinię uzupełnić w niezbędnym zakresie i dopiero przedstawić społeczeństwu pełne wyniki. Tak się jednak nie stało – zaznaczył mec. Pszczółkowski.

Już na konferencji prasowej niektóre z rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej zwracały uwagę na nieprecyzyjne sformułowania prokuratora płk. Ireneusza Szeląga.

Ewa Kochanowska, wdowa po tragicznie zmarłym Rzeczniku Praw Obywatelskich, Januszu Kochanowskim pytała o zaprezentowaną opinię dot. umieszczenia fragmentów metali, ujawnionych w pniu brzozy.

– Czy dało się z całą pewnością ustalić, że wydobyte z brzozy fragmenty istotnie należały do samolotu, który uległ katastrofie? Czy takie badania lakieru i fragmentów zostały przeprowadzone? – pytała Ewa Kochańska.

W odpowiedzi padły słowa jakich użyli biegli tj. „najprawdopodobniej” i „nie wykluczają”.

– Przytoczyłem te kwestie przy użyciu sformułowań „najprawdopodobniej”, albo „nie wykluczają”, bo użyli ich w takiej formie biegli. Widocznie zgromadzony materiał dowodowy albo metody badawcze umożliwiają biegłym wypowiedzenie się tylko w taki sposób – wyjaśniał płk. Ireneusz Szeląg.

RIRM

drukuj