fot. flickr

PE zajmie się działaniem niemieckich Jugendamtów

Pojawiła się szansa, by na poziomie europejskim poskromić niemieckie Jugendamty. Sprawą zainteresował się Parlament Europejski, który uznał, że praktyki niemieckiego urzędu ds. dzieci i młodzieży są niepokojące. Debata ma odbyć się w czwartek.

Jugendamt to instytucja, która brutalną sławą okryła się w czasie II wojny światowej zabierając dzieci na terytoriach okupowanych przez Niemcy i poddając je tzw. aryzacji. Dotyczyło to głównie Polski. Obecne przepisy, na podstawie których odbierane są rodzicom dzieci, powstały w latach 30-tych, kiedy u władzy był już Adolf Hitler.

– Od wielu lat horrorystyczne historie słyszymy o tym, jak Jugendamt traktuje polskie rodziny, jak pod osłoną nocy mafia zabiera polskie dzieci, jak te dzieci później są w zasadzie germanizowane, odpolszczane i w jaki sposób traktowani są polscy rodzice – często zmuszani są nawet do badań psychiatrycznych, zdrowi polscy rodzicie – mówiła europoseł Beata Gosiewska.

Niemiecki rząd, by bronić działalności Jugendamtu przekonuje, że jest to instytucja, która opiekuje się dziećmi prześladowanymi w rodzinach. Pretekstem do ingerencji Jugendamtu może stać się to, że dziecko jest smutne w szkole czy ma siniaka – podkreśliła europoseł dr Urszula Krupa.

– Tego rodzaju działalność pozostawia ogromną traumę dla tych właśnie dzieci, które są odłączone od rodziców. Nie pozwala się im mówić w języku ojczystym – jest to dla nich ogromny problem. Tym bardziej, że na ponad 130 tys. zgłoszonych interwencji tylko 21 tys. miało uzasadnienie, reszta to są pomówienia – wskazała polityk.

Skala tego procederu stale rośnie. Dzieci zabierane są również z rodzin niemieckich. Jugendamt realizuje swoją działalność także wśród dzieci innych krajów – mówił Bolesław Piecha, poseł do PE.

– To nie dotyczy tylko Polski, ale generalnie ma przeniesienie do Europy Środkowo-Wschodniej, czyli do nowych państw Unii Europejskiej. To jest właśnie dlatego krzywdzące, że tutaj rząd niemiecki wykorzystuje swoją przewagę ekonomiczną – duża imigracja zarobkowa – i wszystkie sprawy stojące na styku dwóch stron: Polski i Litwy, Rumunii i Niemiec są rozstrzygane w zdecydowanej większości na korzyść obywateli niemieckich – tłumaczył rozmówca TV Trwam.

Na pierwszy rzut oka rezolucja Parlamentu Europejskiego to dobry prognostyk. Jednak na drodze ku ochronie polskich rodzin próbowała stanąć Platforma Obywatelska. Europoseł Julia Pitera złożyła poprawki do projektu rezolucji przewidujące wykreślenie z niej wezwania do Komisji Europejskiej o kontrolę praktyk stosowanych przez Jugendamty.

– Chęć wykreślenia tych zapisów o kontroli Jugendamtów jest całkowicie niezrozumiała, jest sprzeczna z interesami rodzin polskich albo mieszanych, w których jeden z rodziców jest Polakiem – zaznaczył Tomasz Pitucha, pełnomocnik wojewody lubelskiego ds. rodziny.

Można też odnieść wrażenie, że Jugendamty zabierając dzieci rodzicom zarabiają na tym procederze – podkreśliła dr Urszula Krupa.

– Jest to związane także z ogromnymi finansami, bo na każde dziecko, które Jugendamt bierze pod swoją jurysdykcję –  przypada trzy tys. euro. To są ogromne pieniądze, które są oczywiście wykorzystywane – jeżeli chodzi o Polskę – w germanizacji dzieci – akcentowała europoseł.

Jeśli chodzi o interwencję Parlamentu Europejskiego ws. Jugendamtów,  tu także pojawiają się schody – powiedział prof. Mirosław Piotrowski, poseł do Parlamentu Europejskiego.

– To nie pierwszy już raz, kiedy władze Parlamentu debatę dotyczącą Niemiec lub niewygodną dla tego kraju lokują w takim czasie, kiedy części koleżanek i kolegów już nie ma – wskazał polityk.

Debata na temat Jugendamtów odbędzie w czwartek. Znajdzie się na samym końcu agendy, tuż po głosowaniach. Oznacza to, że tematem tak ważnym z punktu widzenia polskich rodzin – zajmie się zaledwie kilku europosłów. Ponad 90 proc. polityków będzie w tym czasie w drodze powrotnej do domu.

 

 

Wioleta Czarnomska-Romańska/TV Trwam News/RIRM

drukuj