PAP/EPA

PE poparł dyrektywę o prawach autorskich

Parlament Europejski przyjął we wtorek sporną dyrektywę dotyczącą praw autorskich. Nowe regulacje mają zmienić zasady publikowania i monitorowania treści w internecie.

Zamach Unii Europejskiej na wolność słowa w internecie – tak w dużym skrócie można podsumować dzisiejsze głosowanie w Parlamencie Europejskim w Strasburgu w sprawie tak zwanego ACTA 2.

Nowe unijne prawo od samego początku przedstawiane jest jako coś oczekiwanego przez twórców.

– Nowa dyrektywa dotycząca praw autorskich pozwoli osiągnąć nasze cele, a mianowicie dostosować prawo autorskie do XXI wieku. Ta dyrektywa będzie z korzyścią dla tych, którzy dbają o to żeby nasze wartości europejskie były takie, jakie są: dla autorów, dla tłumaczy, dla dziennikarzy itd. – przekonywała tuż przed głosowaniem komisarz Maria Gabriel.

Wtórował jej poseł sprawozdawca Axel Foss z Niemiec.

– W naszej grupie roboczej i w Komisji stworzyliśmy bardzo dobrą podstawę dalszych prac, wytyczyliśmy bardzo dobry kierunek, który – mam nadzieję – zostanie zaakceptowany przez państwa członkowskie. Mam nadzieję, że przyjmiemy równowagę między prawami autorskimi, wolnością słowa, a światem cyfrowym – powiedział Axel Foss.

W rzeczywistości to tylko pretekst do kontroli zawartości internetu – tłumaczy europoseł prof. Mirosław Piotrowski, prezes partii Ruch Prawdziwa Europa.

– Pod szczytnym celem ochrony praw autorskich tak naprawdę kryje się cyniczna gra unijnych polityków. Widząc, że ich unijny projekt, oparty na pseudomądrościach komunisty Spinellego, kruszy się, postanowili ograniczyć swobodę wymiany myśli, informacji w internecie. Są to działania totalitarne i sądzę, że w krótszej bądź dłuższej perspektywie zostaną oni potraktowani tak, jak wszyscy tego typu politycy – ocenia prof. Mirosław Piotrowski. 

Wtorkowe głosowanie bez wątpienia ma także związek ze zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego – mówi europoseł Marek Jurek.

– To pokazuje, że ciągle internet jest solą w oku europejskiej klasy rządzącej. Oni uważają, że w internecie może się dokonywać koncentracja tej opinii publicznej, której nie chcieliby widzieć w Europie, że wręcz nowe siły polityczne opierają się na tym, że komunikują się ze społeczeństwem bezpośrednio w sieci – akcentuje Marek Jurek.

Mogłoby się wydawać, że sprawa praw autorskich jest już przesądzona. W opinii polityka Prawicy Rzeczypospolitej nic bardziej mylnego. Piłka nadal jest w grze.

– Absolutnie uważam, że walka tu nie jest skończona. Przyszły Parlament będzie inny. Myślę, że jest szansa na przynajmniej ograniczony wpływ na przyszłą Komisję, że ona jednak będzie pod wpływem i innego wyniku wyborów i tych zmian, które cały czas się dzisiaj w Europie dokonują – podkreśla Marek Jurek.

Internet to ostatni bastion wolności słowa. Władza poczuła, że traci kontrolę nad społeczeństwem i dlatego unijni decydenci postanowili dołączyć do grona krajów z cenzurą internetu, aby regulować to, co wolno, a raczej czego nie wolno publikować w sieci.

Wioleta Czarnomska-Romańska/TV Trwam News/RIRM

drukuj