PAP/EPA

PE: Nie będzie debaty o sytuacji we Francji

Nie będzie debaty o kryzysowej sytuacji we Francji – taką decyzję podjął Parlament Europejski. Wielu europosłów podkreśla, że to hipokryzja w czystej postaci.

Ostatnia w tym roku sesja plenarna Parlamentu Europejskiego w Strasburgu przebiega w cieniu ulicznych zamieszek u samych gospodarzy. Bowiem od trzech tygodni Francuzi protestują przeciwko planom prezydenta Emmanuela Macrona dot. podwyższenia cen paliwa. Manifestacjom towarzyszą zamieszki i rozróby, a obraz Paryża przypomina krajobraz po bitwie. Sytuacja jest na tyle poważna, że wymaga ingerencji ze strony PE. Ten jednak nie zamierza zabierać głosu w tej sprawie. A do protestu we Francji dołączają kolejne grupy społeczne. Dzisiaj na ulice wyszła młodzież.

– Boimy się o naszą przyszłość. Nie możemy zrobić nic więcej, niż zaprotestować, więc jesteśmy tutaj. Pokazujemy nasze niezadowolenie i to wszystko – mówiła jedna z protestujących.

– To, co nas łączy z „żółtymi kamizelkami” to fakt, że w społeczeństwie panuje rozpacz. My jako studenci jesteśmy zmęczeni tym, ze nikt nas nie słucha. Nie jesteśmy traktowani poważnie, nasze postulaty nie są traktowane poważnie – wskazał młody Francuz.

Niezadowoleni są też związkowcy, którzy nawołują do wspólnego strajku z „żółtymi kamizelkami”. Strajk miałby się rozpocząć w piątek. Jak widać, wczorajsze wystąpienie prezydenta nie satysfakcjonuje rozczarowanych Francuzów. Co jednak obiecał Emmanuel Macron?

– Wszyscy chcemy Francji, w której wynagrodzenie za pracę pozwala na godne życie. Chcę zainterweniować szybko i konkretnie. Zwróciłem się w tej sprawie do rządu i parlamentu. W 2019 r. płaca minimalna zostanie zwiększona o 100 euro miesięcznie bez dodatkowych kosztów dla pracodawców – mówił prezydent Francji.

Polityk obiecał również, że wynagrodzenie za nadgodziny nie będzie objęte opodatkowaniem oraz składkami społecznymi. Jednocześnie Macron zastrzegł, że nie będzie zmiany polityki rządu o 180 stopni.

– Pamiętam, że Edward Gierek podobnie reagował na strajki i protesty w Polsce. Kryzys polityczny próbuje się zredukować do kryzysu ekonomicznego – mówił politolog dr Mirosław Habowski.

Uczestnicy dotychczasowych protestów zapowiadają, że nie ustąpią. Tym, co dzieje się we Francji, nie chce zająć się Parlament Europejski, „chociaż wcześniej reagował i to w wielu wątpliwych sytuacjach” – zwrócił uwagę europoseł z Litwy Waldemar Tomaszewski.

– To jest czyste bolszewie. Ma się większość i stosuje się tzw. podwójne standardy. Jednych się „omawia”, a drugim nie daje się wypowiedzieć – akcentował Waldemar Tomaszewski.

Wymowne okazało się głosowanie ws. włączenia do agendy debaty na temat sytuacji we Francji. Szef PE Antonio Tajani poddał wniosek EKR pod głosowanie. Zdecydował jednak, że nie będzie to głosowanie elektroniczne, a przez podniesienie ręki. Po głosowaniu uznał, że wniosek został odrzucony.

– Nie byliśmy zdziwieni. My ten wniosek złożyliśmy dla zasady, żeby pokazać, że w PE obowiązują podwójne standardy. W zasadzie żadne zasady nie obowiązują. Rządzący decydują o wszystkim i jeżeli to dotyczy ich, w tym przypadku Francji, to się o tym nie mówi, nie rozmawia, chociaż sytuacja we Francji jest dramatyczna – mówiła europoseł Beata Gosiewska.

Trzeba jasno powiedzieć, że tu nie chodzi tylko o podwyżki cen paliw. To sprzeciw Francuzów wobec polityki Macrona – stwierdził prawnik Marcin Jakóbczyk.

– Demokracja w wydaniu francuskim to jak na razie dantejskie sceny na ulicach wielu miast. Ponad 130 tys. demonstrantów. To już nie jest tylko protest przeciw podwyżce cen paliw, ale przeciwko polityce społecznej Emmanuela Macrona – zaznaczył Marcin Jakóbczyk.

Emmanuel Macron znalazł się w dużych tarapatach – podkreślił europoseł prof. Mirosław Piotrowski.

– Prezydent Francji przyznaje rację protestującym i stwierdza, że nie znał sytuacji wszystkich Francuzów, to znaczy, że prezydent tego kraju nie wie, jak żyją jego obywatele, a w tym samym czasie kreśli wizję UE, sanacji UE, poucza suwerenne rządy, np. w Polsce, a co najważniejsze opowiada się bardzo mocno za europejską armią. Słyszę głosy w kuluarach, że celem Macrona było stworzenie europejskiej armii, aby tłumić tego typu zamieszki we własnym kraju, a może też i w innych – mówił Mirosław Piotrowski.

Instytucje europejskie z jednej strony dostrzegają rzekomy brak praworządności w Polsce czy na Węgrzech, organizują wysłuchania i liczne debaty, a z drugiej strony przymykają oczy na łamanie zasad przez takie kraje jak Francja.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj