fot. PAP/EPA

Parlament Europejski przegłosował stanowisko ws. powiązania funduszy unijnych z praworządnością

Eurodeputowani chcą, by to eksperci oceniali stan rządów prawa w krajach Unii Europejskiej. Politycy PiS uważają, że idea ta jest szkodliwa dla Wspólnoty. Według projektu w tej sprawie procedurę ws. praworządności ma inicjować i nadzorować Komisja Europejska. O zastosowaniu środków dyscyplinujących będą jednak decydowały kraje UE.

PE opowiedział się za tym, by też europosłowie mieli głos w tej sprawie. Wskazano również na potrzebę modyfikacji procedury tak, by stan praworządności oceniło grono ekspertów.

Do uruchomienia sankcji nie ma być potrzebna jednomyślność w Radzie UE. Głosowania miałyby się odbywać na zasadzie tzw. odwróconej większości kwalifikowanej. W PE potrzebna byłaby do tego zwykła większość. Zdaniem PiS pomysł jest szkodliwy, bo daje KE narzędzie do arbitralnego zamrażania środków dla państw członkowskich.

Były szef MSZ Witold Waszczykowski podkreśla, że jest to działalność poza traktatowa. Polityk wskazuje także na kryteria, według jakich przydziela się fundusze spójności.

Po pierwsze wielkość zależy od populacji kraju, po drugie od stopnia rozwoju. Środki te mają za zadanie wyrównać poziom życia i nie były nigdy – i mam nadzieję, że nigdy nie będą – łączone z jakimkolwiek ideologicznym wydźwiękiem. Poza traktatowe badanie praworządności i łączenie jej z funduszami wspólnotowymi, wygląda jak ideologiczne rozwiązanie, które ma dyscyplinować kraje, aby funkcjonowały tam rządy tzw. liberalnej demokracji – wskazywał Witold Waszczykowski.

PE opowiedział się też za tym, by konsekwencje zamrażania dostępu do funduszy uderzały w państwa, ale nie w odbiorców końcowych środków. Ci mieliby dostawać fundusze, jednak miałyby one pochodzić nie z budżetu UE, ale z budżetów krajowych.

Propozycję dotyczącą uzależnienia wypłaty funduszy unijnych od praworządności KE przedstawiła w maju ubiegłego roku. PE jest teraz gotowy do negocjacji w tej sprawie, ale mandatu nie ma jeszcze Rada UE.

RIRM

drukuj