fot. unic.un.org.pl

ONZ apeluje o niezależne śledztwo ws. ataku na autobus szkolny w Jemenie

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres wyraził ubolewanie z powodu ataku sił koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej na autobus szkolny w Jemenie i zaapelował o szybkie, niezależne śledztwo w tej sprawie. W ataku przeprowadzonym w czwartek zginęło 29 dzieci.

„Sekretarz generalny z całą mocą chce podkreślić, że wszystkie strony zaangażowane w konflikt muszą stale troszczyć się o oszczędzanie życia cywilów i ochronę obiektów cywilnych podczas prowadzenia operacji wojskowych” – oświadczył rzecznik sekretarza generalnego, Farhan Haq w komunikacie przekazanym dziennikarzom w czwartek wieczorem.

Niezależnego i transparentnego dochodzenia ws. ataku z powietrza na autobus szkolny w Jemenie domagają się też Stany Zjednoczone. W komunikacie Departamentu Stanu wydanym w czwartek podkreślono, że USA „traktują z największą powagą wszystkie wiarygodne informacje na temat ofiar cywilnych konfliktów zbrojnych, w tym doniesienia o ataku na szkolny autobus w Jemenie”.

Jak zaznaczyła rzeczniczka amerykańskiego resortu spraw zagranicznych Heather Nauert, USA oczekują od wszystkich stron, że „będą podejmować wszelkie nieodzowne kroki dla ochrony ludności cywilnej”.

Do ataku doszło w czwartek w godzinach porannych w północnym Jemenie. Łączna liczba ofiar śmiertelnych sięga 43 osób. Większość to dzieci.

Zgodnie z informacjami udostępnionymi przez władze medyczne szpitala w Sadzie, prowadzonego przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża, do placówki tej przywieziono ciała 29 dzieci w wieku poniżej 15 lat i 48 rannych, z czego 30 to osoby niepełnoletnie.

Międzynarodowa koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej potwierdziła, że dokonała w czwartek ostrzału z powietrza w muhafazie Sady w północno-zachodnim Jemenie. Wydała oświadczenie, że atak był odpowiedzią na akcję rebeliantów Huti, którzy w środę wystrzelili pocisk przeciwlotniczy na miasto Dżizan na południowym zachodzie Arabii Saudyjskiej. W ataku tym zginęła jedna osoba cywilna, a 11 zostało rannych.

Od listopada 2017 roku Huti wystrzeliwują pociski balistyczne w kierunku sąsiedniej Arabii Saudyjskiej, przy czym większość z nich jest przechwytywana przez saudyjską obronę przeciwlotniczą, ale atakują też cele w południowej części Jemenu, która zamieszkiwana jest przez ludność sunnicką i jest kontrolowana przez al-Hadiego.

Jak powiedział agencji AFP rzecznik koalicji Turki al-Maliki, według informacji wywiadowczych w zbombardowanym autokarze nie znajdowały się dzieci, ale bojowcy ruchu Huti.

„Operacja ta była w pełni uprawniona i uzasadniona militarnie” – zaznaczył. Rzecznik oskarżył też ruch Huti o angażowanie do działań wojskowych nieletnich.

Muhafaza Sady, w której doszło do ataku, znajduje się pod kontrolą rebeliantów Huti nie uznających władzy obecnego prezydenta Jemenu Abda ar-Rab Mansura al-Hadiego, któremu podlega tylko południowa część kraju.

Rebelianci kontrolują Sanę oraz rozległe terytoria na północy i zachodzie kraju.

„Wszystkie dzieci w autobusie miały nie więcej niż 15 lat, a większość z nich nie przekroczyła dziesiątego roku życia. Osoby cywilne w trakcie konfliktu zbrojnego powinny być pod szczególną ochroną” – powiedział Johannes Bruwer, wysłannik Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK) do Jemenu.

Rzecznik ruchu Huti, Mohammed Abdul-Salam stwierdził ze swej strony, że saudyjska koalicja z premedytacją uderzyła w zatłoczone miejsce w mieście, czym pokazała „wyraźną pogardę dla życia osób cywilnych”.

Jemen pogrążony jest w chaosie od 2011 roku, gdy społeczna rewolta położyła kres wieloletnim dyktatorskim rządom prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Konflikt nasilił się, gdy w marcu 2015 roku interwencję w Jemenie rozpoczęła Arabia Saudyjska.

Międzynarodowa koalicja (Bahrajn, Bangladesz, Egipt, Jordania, Katar, Kuwejt, Maroko, Senegal, Sudan i Zjednoczone Emiraty Arabskie) od trzech lat walczy w Jemenie z rebeliantami Huti, wspieranymi przez Iran.

Według ONZ wojna w Jemenie pochłonęła od 2015 r. prawie 10 tys. ofiar i wywołała „największy kryzys humanitarny na świecie”.

PAP/RIRM

drukuj