fot. PAP/EPA

ONZ apeluje do Syrii ws. pomocy humanitarnej

Rada Bezpieczeństwa ONZ zaapelowała w środę do władz Syrii o umożliwienie pilnej pomocy humanitarnej dla ofiar wojny. ONZ uważa, że strony syryjskiego konfliktu powinny uzgodnić warunki zawieszenia broni, które pozwoli na bezpieczny przejazd konwojów.

Członkowie Rady Bezpieczeństwa uzgodnili tekst niewiążącego oświadczenia, w którym apelują do syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada o podjęcie jak najszybszych działań w celu poprawy sytuacji ofiar wojennych. ONZ domaga się „podjęcia natychmiastowych kroków, aby ułatwić działania operacji humanitarnych, oraz zniesienia wszelkich barier biurokratycznych”.

Rząd w Damaszku ma „natychmiast ułatwić bezpieczny dostęp do ludzi w potrzebie, także tych znajdujących się pomiędzy liniami kontrolowanymi przez zwaśnione strony i w pobliżu granic sąsiednich państw” – podkreśla Rada Bezpieczeństwa ONZ. Przedstawiciele ONZ przypominają, że na terenie Syrii zgodę na niesienie pomocy ma tylko 12 międzynarodowych grup. Ich działania są ograniczane przez wojska rządowe i rebeliantów.

Konwoje są wielokrotnie opóźniane w licznych punktach kontrolnych zarówno przez wojska prezydenta, jak i bojowników – informują oenzetowscy wysłannicy. W przyjętym dokumencie zawarto też apel do stron konfliktu o „natychmiastowe zdemilitaryzowanie punktów medycznych, szkół, punktów wydobycia wody, powstrzymanie się od ataków na obiekty cywilne.” Rada Bezpieczeństwa domaga się także zapewnienia konwojom z pomocą humanitarną bezpiecznego dostępu do ofiar wojny.

W związku z tym strony konfliktu powinny uzgodnić zawieszenie broni, które pozwoli na bezpieczne udzielenie pomocy. Wojna domowa w Syrii, trwająca już dwa i pół roku, pochłonęła ponad 115 tysięcy ofiar śmiertelnych: cywilów, żołnierzy sił reżimowych i rebeliantów – wynika z informacji Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka. Poinformowano również, że wśród ofiar cywilnych są 4 tys. kobiet i 6 tys. dzieci. Ponad dwa miliony osób, głównie kobiet i dzieci, zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów.

PAP

drukuj