fot. PAP/EPA

Obserwatorium: 9 cywilów zginęło w nalotach we Wschodniej Gucie w Syrii

Co najmniej 9 cywilów zginęło, a 30 zostało rannych w nocnych nalotach we Wschodniej Gucie w pobliżu Damaszku – podało dziś niezależne Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Ataki zostały przeprowadzone przez samoloty armii syryjskiej.

Wśród ofiar śmiertelnych nalotów w mieście Irbin znajduje się pięcioro dzieci oraz dwie kobiety. Liczbę zaginionych i rannych ocenia się na 50 osób. Strona rządowa nie skomentowała doniesień Obserwatorium dotyczących śmierci cywilów.

To pierwsze cywilne ofiary śmiertelne od sobotniego zawieszenia broni, w którym syryjskie wojsko zapewniło o „wstrzymaniu wojskowej aktywności” we Wschodniej Gucie. Telewizja Al-Dżazira podała, że w niedzielę, dzień po uzgodnieniu porozumienia, siły rządowe wydały oświadczenie oskarżające opozycyjną grupę Dżajsz al-Islam o złamanie zawieszenia broni i wznowiły naloty.

W poniedziałek Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało o rozmieszczeniu we Wschodniej Gucie rosyjskiej policji wojskowej w celu „wprowadzenia w życie strefy deeskalacji”. Moskwa, sojusznik prezydenta Syrii Baszara el-Asada, utworzyła w tym regionie dwa posterunki i cztery punkty obserwacyjne.

Prezydenci USA i Rosji Donald Trump i Władimir Putin porozumieli się 7 lipca w Hamburgu podczas szczytu G20 w sprawie częściowego zawieszenia broni w Syrii. 9 lipca w południe weszło ono w życie w południowych prowincjach – Kunejtra graniczącej z Izraelem oraz Dara i As-Suwajda przy granicy z Jordanią. Mimo kilkukrotnego złamania zawieszania doprowadziło ono – jak wskazuje Al-Dżazira – do „redukcji przemocy” w tych prowincjach.

Wojna w Syrii rozpoczęła się w marcu 2011 roku, kiedy pokojowe demonstracje antyrządowe przekształciły się w krwawe starcia z wojskiem i policją. W wyniku konfliktu zbrojnego, w który zaangażowały się światowe mocarstwa, śmierć poniosło ponad 310 tys. ludzi, a 11 mln Syryjczyków, czyli połowa ludności, zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Żadne zawieszenie broni nie utrzymało się przez dłuższy czas.

PAP/RIRM

drukuj