fot PAP

O tradycji wigilijnego karpia

Wolne nakrycie przy stole, siano pod obrusem, modlitwa na pasterce – tradycji wigilijnych mamy wiele. Jedną z panujących w Polsce powszechnie, z której historii nie zdajemy sobie jednak sprawy, jest… wigilijny karp.  

Polacy pytani o historię podawania karpia na wigilijnej wieczerzy, odpowiadają na ogół w przeświadczeniu o wielowiekowych, staropolskich korzeniach tej tradycji. Tymczasem rzeczywistość jest zgoła inna.

Choć znany nam był już od XII wieku, na dobre zagościł na naszych świątecznych stołach dopiero na początku lat ’50 ubiegłego wieku, stanowiąc remedium na braki w świątecznym zapotrzebowaniu. Ówczesny, komunistyczny minister przemysłu Hilary Minc wprowadził go do wigilijnego jadłospisu projektem „karp na każdym wigilijnym polskim stole”.

Jako ryba tania, łatwa do hodowania i szybko rosnąca, przyjął się we wczesnej PRL bardzo dobrze, zaś liczne i ciągle powstające hodowle cieszyły się ciągłymi zamówieniami. Tym sposobem karp zajął miejsce solonego śledzia, który w dawnej Polsce był rybą zdecydowanie dominującą na wigilijnym stole.

Alicja Chęcińska, prowadząca na antenie TV Trwam program kulinarny „Aromatyczne inspiracje” zwraca uwagę na szerokie możliwości przyrządzenia wigilijnego karpia.

– U mnie w domu zawsze, od dawien dawna, podawany jest smażony. Często jednak zdarza się również spotkać go na wigilijnym stole w galarecie, po żydowsku, grecku, nadziewanego, czy pieczonego w piekarniku z korzennymi przyprawami: nawet z odrobiną cynamonu i kardamonu. Mogłoby się wydawać, że te przyprawy nie pasują do ryby – ale do Karpia jak najbardziej. Karp jest tak naprawdę, mówiąc delikatnie pospolitą rybą; w rzeczywistości mogłaby go zastąpić na wigilijnym stole każda inna – choćby łosoś, czy dorsz – podkreśla prowadząca „Aromatycznych inspiracji”.

Alicja Chęcińska nie ukrywa, że karp nie należy do najzdrowszych ryb, zaznacza jednak, że silne związanie z ponad półwiekową, świąteczną tradycją czyni go dla Polaków nadal wyjątkowym i atrakcyjnym.

– Prawda jest taka, że ten karp ma dużo cholesterolu i moglibyśmy go zamienić na coś innego, ale w związku z tym, że ta tradycja jest już tak głęboko zakorzeniona w Polakach, jego smaku nie jest nam w stanie zastąpić inna ryba. Pamiętamy też o symbolicznym zwyczaju wkładania łuski pochodzącej ze świątecznego karpia do portfela, by w przyszłym roku nie zabrakło nam pieniędzy, by znów go kupić! – przypomina.

To, że Polak karpia przyrządzić potrafi, nasi rodacy udowadniają także na obczyźnie. Tomasz Leśniak, głównodowodzący w kuchni piłkarskiej reprezentacji Polski  postanowił promować naszą tradycję w Watykanie.

Krakowski Kucharz przygotuje z Karpia 3 przystawki oraz 3 dania główne, które trafią na talerze żołnierzy Gwardii Szwajcarskiej, a przede wszystkim  emerytowanego papieża Benedykta XVI. Planuje się m.in. tradycyjnego Kulebiaka, oraz karpia w wydaniu europejsko-orientalnym.

Jak podają media, Lesiuka czeka nie lada zadanie, ponieważ Holendrzy i włosi za rybami – a w szczególności za karpiem – nie przepadają. W Europie karpia (choć okazjonalnie) lubimy przede wszystkim my i nasi sąsiedzi: Czesi.

Dziś tzw. produkcja karpia sięga w Polsce od 15 do ok. 23  tys. ton rocznie.  Czyni to nasz kraj największym „producentem” tej ryby w całej Unii Europejskiej, zaś Polaków, prawdopodobnie jej największymi konsumentami – w tym konkretnym przypadku zjadamy bowiem blisko 80% tego, co wyhodujemy, większość w okresie świąt Bożego Narodzenia.

RIRM

drukuj